Raka prostaty można leczyć skuteczniej. Jest leczenie, które zapobiega przerzutom

Raka prostaty można leczyć skuteczniej. Jest leczenie, które zapobiega przerzutom

Dodano: 
Mężczyzna w średnim wieku, zdjęcie ilustracyjne
Mężczyzna w średnim wieku, zdjęcie ilustracyjne Źródło: 123RF
Dostęp do nowoczesnych metod leczenia chorych na raka prostaty w Polsce stale się poprawia, choć wiele pozostaje jeszcze do zrobienia – mówi dr Wiesław Bal, onkolog. Tłumaczy też, kiedy konieczne są badania PSA, wizyta u urologa, kontakt z onkologiem i jak leczy się raka prostaty w czasie epidemii COVID-19.

Listopad to miesiąc świadomości nowotworów męskich, m.in. raka prostaty. To dziś już nowotwór numer 1 w Polsce u mężczyzn, jeśli chodzi o zachorowania? Wyprzedził raka płuca?

Jeśli chodzi o zachorowania, to tak. Jeśli chodzi o zgony, to na szczęście (jeszcze) nie.

To dobra wiadomość, gdyż mężczyzna nawet po usłyszeniu diagnozy nie powinien się bać. Rak prostaty jest tak wcześnie diagnozowany, czy tak dobre jest dziś jego leczenie?

Rozpoznanie raka jest zawsze dla pacjenta przeżyciem trudnym i nieprzyjemnym. Jednak rozmawiając z chorym na raka prostaty, wyjaśniamy, że zwykle przebieg tego nowotworu, nawet w zaawansowanym stadium, jest znacznie łagodniejszy niż innych, np. raka płuca, który jest główną przyczyną zgonów u mężczyzn. Co więcej, długi przebieg choroby sprawia, że nie każdy chory wymaga leczenia. A najważniejsze, że we wczesnych stadiach choroby dysponujemy bardzo skutecznym leczeniem chirurgicznym lub radioterapią (są to dwie równorzędne metody leczenia).

Ilu mężczyzn słyszy rocznie w Polsce taką diagnozę?

Prawie 16 tysięcy. Wczesne rozpoznanie raka prostaty umożliwia badanie stężenia PSA (antygen swoisty dla stercza), który oznacza się z krwi. Wysoka wartość PSA może być oznaką nowotworu. Jednak aby rozpoznać raka prostaty, koniecznie trzeba wykonać biopsję prostaty. Specyfiką raka gruczołu krokowego jest to, że szczególnie u starszych mężczyzn choroba przebiega powoli i zapewne nigdy nie dałaby objawów, a pacjent by o niej nie wiedział, gdyby nie została rozpoznana dzięki badaniu PSA. To ważne, bowiem dzięki temu możemy część pacjentów pozostawić w obserwacji. U większości chorych leczenie trzeba jednak podjąć jak najszybciej. Z powodu raka prostaty umiera w Polsce ok. 5 tys. mężczyzn rocznie, dlatego na pewno nie wolno tego nowotworu bagatelizować. Warto się zbadać i podjąć leczenie, jeśli to konieczne.

Kiedy poleciłby pan wykonanie badania PSA? I czy mężczyźni dziś chętniej je wykonują?

Najpóźniej ok. 50. roku życia każdy mężczyzna powinien wykonać badanie PSA i zgłosić się do urologa. Jeżeli w rodzinie występowały zachorowania na raka prostaty, należy zgłosić się wcześniej. Od niedawna funkcjonuje program Profilaktyka 40 Plus, w ramach którego jest możliwe wykonanie PSA u mężczyzn od 40. roku życia. Na pewno wiedza o raku prostaty i świadomość konieczności badania PSA i pójścia do urologa jest większa niż kilka lat temu. Zdaję sobie sprawę, że my, mężczyźni, nie jesteśmy łatwymi pacjentami. Nie zawsze równie chętnie jak kobiety idziemy do lekarza, żeby się badać.

Czy raka prostaty leczy się w Polsce tak samo jak w innych krajach Europy? Mamy dostęp do tak samo dobrych metod leczenia?

W przypadku chorych z wczesną postacią raka prostaty wykorzystuje się leczenie chirurgiczne lub radioterapię: obie metody są bardzo skuteczne. U części pacjentów radioterapię łączy się z leczeniem hormonalnym, które powoduje „wyłączenie” funkcji jąder, co w konsekwencji zmniejsza stężenia testosteronu, który ten nowotwór „napędza”.

Hormonoterapia jest natomiast najważniejszą formą leczenia chorych, u których doszło do przerzutów. Wtedy kojarzymy ją z innymi metodami leczenia, tj. z radioterapią czy chemioterapią. Dostęp do nowoczesnych metod leczenia chorych na raka prostaty w Polsce stale się poprawia, choć wiele pozostaje jeszcze do zrobienia.

U części pacjentów, u których rak prostaty został wykryty wcześnie, był ograniczony tylko do narządu, byli leczeni, po pewnym czasie jednak pojawiają się przerzuty. Czy można im zapobiec?

U większości pacjentów, u których chorobę rozpoznano wcześnie to „pierwsze” leczenie wystarczy i przerzuty nigdy się nie pojawią. Tak naprawdę to właśnie wczesne rozpoznanie raka prostaty jest najważniejszym czynnikiem zmniejszającym ryzyko pojawienia się przerzutów. Niemniej jednak u części chorych dochodzi do nawrotu choroby. Zwykle pierwszym sygnałem jest wzrost stężenia PSA. Nawet wówczas u pewnej grupy chorych nadal możemy myśleć o pełnym wyleczeniu np. dzięki zastosowaniu radioterapii. Najczęściej jednak celem naszego leczenia na tym etapie choroby pozostaje przedłużenie życia i zachowanie jego dobrej jakości. W tej grupie pacjentów leczeniem z wyboru jest hormonoterapia, która jest mało obciążająca dla pacjenta i pozwala kontrolować chorobę przez dwa-trzy lata. Po tym okresie choroba staje się na tę terapię oporna i obserwujemy wzrost stężenia PSA oraz pojawienie się przerzutów. Ale istnieje grupa pacjentów, w której mimo narastania stężenia PSA (co oznacza, że choroba „wymyka się” leczeniu hormonalnemu) nie wykrywamy jeszcze przerzutów. Dla tych pacjentów zarejestrowane są leki hormonalne tzw. drugiej generacji, takie jak enzalutamid, darolutamid i apalutamid. Dzięki ich zastosowaniu można wydłużyć czas do pojawienia się przerzutów, jak również wydłużyć czas całkowitego przeżycia. Obecnie nie mamy możliwości podawania tych leków w Polsce: nie są one refundowane.

Zastosowanie leków drugiej generacji u pacjentów, u których stężenie PSA rośnie, ale nie mają jeszcze zmian przerzutowych, mogłoby spowodować, że przerzuty pojawią się później?

Tak, chociaż trzeba pamiętać, że to są chorzy, którzy tak naprawdę przerzuty już mają, ale w tomografii komputerowej i scyntygrafii kośćca są one jeszcze niewidoczne. Używając innych technik obrazowania (np. bardzo nowoczesnej tomografii PET), możemy te przerzuty zobaczyć. W leczeniu chorych na raka prostaty bardzo ważne jest, żeby zatrzymać w czasie pojawienie się objawowych przerzutów do kości, szczególnie do kręgosłupa. Wystąpienie złamań kości znacznie pogarsza jakość życia chorych i ogranicza im możliwość dalszego leczenia.

To paradoks: czyli dziś w Polsce czekamy, aż u pacjenta pojawią się przerzuty, żeby zastosować leczenie, które można by podać wcześniej, by zapobiec ich pojawieniu się?

Niezupełnie. Nie każdy chory, u którego narasta stężenie PSA wymaga takiego leczenia. Rak prostaty jest chorobą dość wyjątkową: u części chorych przerzuty w ogóle się nie pojawią, a nowotwór nie będzie miał wpływu na długość ich życia. Trzeba podkreślić, że leki hormonalne nowej generacji są zarezerwowane dla chorych, u których ryzyko pojawienia się przerzutów jest wysokie. Wielkość tego ryzyka oceniamy, mierząc stężenia PSA. Jeśli PSA rośnie szybko, to pacjent jest kandydatem do leczenia hormonalnego drugiej generacji. Mamy nadzieję, że już niedługo będzie możliwe stosowanie tych leków u pacjentów w Polsce, dzięki możliwościom refundacyjnym.

Wszystkie leki nowej generacji mają postać kapsułek lub tabletek, co sprawia, że pacjenci mogą je przyjmować w domu. Oczywiście, trzeba to robić systematycznie.

Zwłaszcza w czasie epidemii COVID-19 możliwość stosowania leczenia doustnego jest bardzo istotna?

Zdecydowanie tak. Aktualnie leki nowej generacji stosujemy u chorych na raka prostaty z przerzutami. Szczęśliwie mamy możliwość ich wydania na kilka miesięcy terapii, dzięki czemu pacjent nie musi tak często przebywać w szpitalu czy przyjeżdżać do poradni onkologicznej. Warto jednak pamiętać, że leczymy poważną chorobę, dlatego kontrolne wizyty w szpitalu oczywiście są konieczne, niezależnie od stanu epidemii.

Czy dziś widzi pan na oddziale pacjentów, którzy niestety przez sytuację związaną z epidemią COVID-19 zostali później zdiagnozowani i dziś są przez to w gorszym stanie? Można spodziewać się, że więcej pacjentów będzie miało chorobę w stopniu bardziej zaawansowanym?

Z naszego punktu widzenia, onkologów klinicznych, pacjentów wymagających leczenia zawsze było, jest i zapewne niestety będzie dużo. Jeśli chodzi o chorych na raka prostaty, to być może dostępność do diagnostyki urologicznej faktycznie była nieco mniejsza na początku pandemii, ale my tego nie odczuliśmy. Epidemia COVID-19 spowodowała przesunięcie niektórych terapii z oddziałów szpitalnych do poradni onkologicznych i oddziałów dziennych. Stało się tak, aby zmniejszyć czas przebywania chorych w szpitalach. Być może dlatego w Oddziale Chemioterapii Dziennej, w którym pracuję, liczba chorych nie zmniejszyła się, a wręcz przeciwnie: obserwujemy wzrost liczby wizyt. Tak naprawdę najważniejsze jest, że funkcjonujemy normalnie, pracujemy, można do nas przyjść. Jeśli leczenie jest konieczne, to nie wolno czekać.

Leczeniem raka prostaty zajmują się zarówno urolodzy, jak onkolodzy i radioterapeuci; to często od ich dobrej współpracy zależy życie pacjenta. Jak układa się ta współpraca?

Z roku na rok jest coraz lepiej. Prawdą jest, że przez wiele lat onkologia nie oferowała chorym na raka prostaty nic więcej poza chemioterapią. Dziś jest to zupełnie inna sytuacja: mamy nowe leki, znacznie lepiej tolerowane niż chemioterapia. Na pewno bardzo ważne jest to, żeby urolodzy w odpowiednim momencie przekazywali chorych pod opiekę onkologom klinicznym, którzy mają możliwość ordynowania także tych nowych leków. Chociaż istnieją ośrodki urologiczne, które również prowadzą takie leczenie to, z reguły, jest to domena onkologii klinicznej. Dlatego niezwykle ważna jest współpraca między urologami, onkologami i radioterapeutami, by chory miał jak najlepszą opiekę i trafił do leczenia onkologicznego w odpowiednim stadium choroby.

Leki hormonalne nowej generacji możemy podać chorym, zanim jeszcze wymagają chemioterapii. Warunkiem jest dobry stan ogólny pacjenta, dlatego ważne jest, żeby urolog kierował pacjenta do ośrodka onkologicznego, jeszcze zanim choroba pogorszy jego stan.

Najważniejsza jest więc wczesna diagnoza. Poleciłby pan, żeby mężczyźni pamiętali o badaniach w kierunku raka prostaty?

Zdecydowanie tak. Na pewno mężczyzn trzeba zachęcać do wizyt u lekarza. Bardzo ważna jest też rola rodziny i przyjaciół. Szczególnie panie maja wielki dar przekonywania…

Pamiętajmy, że rak prostaty na wczesnym etapie jest uleczalny u znakomitej większości pacjentów. Można go wykryć, pobierając zaledwie niewielką próbkę krwi. A nie jest to sytuacja tak częsta, gdyż nie ma zbyt wielu badań, które wykrywają nowotwór, zanim stanie się objawowy. Dla wszystkich mężczyzn są to oznaczenie PSA i kolonoskopia, czyli badanie jelita grubego. Warto je wykonać. Mogą uratować życie, a to wartość bezcenna nie tylko dla nas samych, ale też dla naszych rodzin.

Dr Wiesław Bal, kierownik Oddziału Chemioterapii Dziennej Narodowego Instytutu Onkologii Oddział w Gliwicach

Dr n. med. Wiesław Bal
Onkolog kliniczny, kierownik Oddziału Chemioterapii Dziennej Narodowego Instytutu Onkologii Oddział w Gliwicach.
Artykuł został opublikowany w 47/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także