Nurkowanie – sport modny, ale czy bezpieczny? Kto nie powinien go uprawiać?

Nurkowanie – sport modny, ale czy bezpieczny? Kto nie powinien go uprawiać?

Dodano: 
Płetwonurek w jaskini (zdj. ilustracyjne)
Płetwonurek w jaskini (zdj. ilustracyjne) / Źródło: Fotolia / Guy Bryant
To sport całoroczny i choć nie każdy może go uprawiać, dziś już nie trzeba być bezwzględnie zdrową osobą, aby nurkować – przeciwwskazania są coraz mniej liczne – przyznaje dr n. med. Patryk Krzyżak, elektrofizjolog i płetwonurek, który od wielu lat zajmuje się medycyną sportów ekstremalnych i jest też lekarzem kwalifikującym do płetwonurkowania.

Czy nurkować może każdy?

Nowoczesny i coraz doskonalszy oraz powszechnie dostępny sprzęt sprawiły, że płetwonurkowanie przestało być sportem elitarnym i stało się rekreacją dostępną dla niemal każdego, a w wielu przypadkach wręcz sposobem na życie.

Nurkowanie nurkowaniu jednak nierówne…

To prawda. Na jednym biegunie znajduje się płetwonurkowanie swobodne (ang. freediving), czyli jedyna prawdziwie sportowa dyscyplina nurkowa, polegającą na pływaniu pod wodą na zatrzymanym w płucach oddechu. W jej ramach mamy wiele kategorii, ale wszystkie można sprowadzić do wspólnego mianownika, czyli rywalizacji: kto na tym jednym zatrzymanym oddechu wytrzyma dłużej, popłynie dalej lub dotrze głębiej.

Na drugim biegunie mamy „klasyczne” nurkowanie z butlą, choć tu także należy dokonać wyraźnego podziału, bowiem czym innym jest płetwonurkowanie rekreacyjne w ramach limitów bezdekompresyjnych, a czym innym eksploracja głębin, która wymaga technicznych mieszanek oddechowych i niejednokrotnie wielogodzinnej dekompresji (stopniowa zmiana ciśnienia z wysokiego na niskie, w trakcie którego następuje proces usuwania gazów, głównie azotu, nagromadzonych w organizmie nurka podczas oddychania w warunkach podwyższonego ciśnienia – przyp. red.).

Jednak choć mamy różne rodzaje nurkowania, to cechą wspólną jest przebywanie w środowisku całkowicie obcym dla organizmu człowieka, co sprawia, że jest to aktywność jedyna w swoim rodzaju. I nie chodzi tu wyłącznie o brak możliwości oddychania pod wodą, ale przede wszystkim o fakt przebywania w warunkach zmniejszonego ciążenia – a to istotnie wpływa na funkcjonowanie układu krążenia – oraz zwiększonego ciśnienia hydrostatycznego, które ma wpływ na przestrzenie powietrzne w organizmie nurka oraz na ciśnienie parcjalne (cząstkowe) gazów, którymi nurek oddycha.

Trzeba pamiętać, że po zanurzeniu w wodzie, przeciwko sile ciążenia zaczyna działać siła wyporu. Ponieważ gęstość ciała człowieka w przybliżeniu równa jest gęstości wody, w uproszczeniu można przyjąć, że pod wodą ciężar ciała nurka przestaje mieć znaczenie, organizm zaczyna więc pracować w warunkach zbliżonych do stanu nieważkości. To powoduje określone zmiany w funkcjonowaniu organizmu. Najważniejszą z nich jest tzw. centralizacja krążenia, czyli przemieszczenie krwi do klatki piersiowej. Odbywa się ona po części wskutek „odruchu nurkowego” (typowa dla ssaków morskich reakcja na zanurzenie twarzoczaszki w zimnej wodzie), a także skurczu naczyń obwodowych, co powoduje wzrost oporu obwodowego. Efektem jest wzrost pojemności minutowej serca o ok. 30 proc. W efekcie dochodzi do wzrostu ciśnienia tętniczego oraz zwiększenia zapotrzebowania mięśnia sercowego na tlen.

Z czym to się wiąże?

Zmiany ciśnienia atmosferycznego nie mają bezpośredniego wpływu na organizm człowieka, ale pod wodą sytuacja ulega zasadniczej zmianie. Z każdym kolejnym metrem głębokości ciśnienie hydrostatyczne (będące sumą ciśnienia atmosferycznego i ciśnienia wywieranego przez słup wody) rośnie liniowo i na granicy nurkowań bezdekompresyjnych (40 m) wynosi już 5 atmosfer (1 atmosfera to jednostka ciśnienia równa 1013,25 hPa – przyp. red.)! Jest to o tyle istotne, że ciśnienie hydrostatyczne jest nie tylko siłą wywierającą nacisk na ciało nurka, ale przede wszystkim wpływa na ciśnienie cząstkowe gazów, którymi on oddycha. A te, mimo że na powierzchni są obojętne, pod wodą zaczynają wywierać niekorzystne efekty. I tak, nasycenie tkanek azotem zwiększa ryzyko choroby dekompresyjnej, a życiodajny tlen pod wodą staje się śmiertelnie niebezpiecznym gazem.

W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję, gdyż zagadnienie to bywa powodem częstych nieporozumień. Z pewnością każdy z nas trafiając na doniesienia ze świata nurkowego spotkał się z określeniem „butla z tlenem”. Otóż gazem, którym nurek najczęściej oddycha pod wodą, jest powietrze, gdzie tlenu jest przecież „zaledwie” 21 proc. Tuż pod powierzchnią wody oddychanie taką mieszanką gazową jak powietrze oczywiście nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednak wraz z głębokością rośnie ciśnienie parcjalne poszczególnych jej składników. W rezultacie po dotarciu na głębokość ok. 56 metrów wartości ciśnienia parcjalnego dla tlenu osiągają krytyczne dla zdrowia wartości i zaczyna on niekorzystnie oddziaływać na ośrodkowy układ nerwowy (może dojść do zatrucia tlenowego), czego efektem jest utrata przytomności, która najczęściej prowadzi do utopienia. Natomiast gdybyśmy na nurkowanie wzięli „butlę z tlenem”, toksyczne ciśnienie parcjalne tlen osiągnie już na 6. metrze! Jednak czysty tlen wykorzystywany jest w nurkowaniu do dekompresji, aby pozbyć się nadmiaru szkodliwego azotu, ale nurkowie techniczni korzystają z niego wyłącznie tuż pod powierzchnią. Reasumując, w butlach nurkowych mamy powietrze, ewentualnie różne mieszanki gazowe, ale nie czysty tlen.

Nie można zapominać, że dodatkowym czynnikiem różniącym płetwonurkowanie od innych sportów jest brak możliwości zakończenia go w dowolnym momencie. Jeśli pojawią się problemy i nurek musi się wynurzyć na powierzchnię, bardzo ważne jest, by uczynił to z odpowiednią prędkością, dając czas tkankom na pozbycie się zgromadzonego w nich azotu. W zależności od głębokości i czasu spędzonego pod wodą, powrót na powierzchnię może trwać od kilku do nawet kilkudziesięciu minut, a nawet kilku godzin! Gdy więc pod wodą pojawią się problemy, czas działa na niekorzyść nurka.

Czy zatem osoba, która chce nurkować, musi być absolutnie zdrowa?

Niestety, nie każdy może nurkować, choć trzeba przyznać, że już nie trzeba być bezwzględnie zdrową osobą, a przeciwwskazania są coraz mniej liczne. Ponieważ nie wiemy dokładnie, jak ciśnienie panujące pod powierzchnią wody wpływa na rozwijające się tkanki, dlatego – choć to nie choroba – uważa się że kobiety w ciąży powinny zrezygnować z tego rodzaju aktywności. Brak wystarczającej wiedzy w tej materii przekłada się też na zakaz płetwonurkowania dla dzieci do 10. roku życia, za to górna granica wieku nie istnieje.

Na marginesie warto dodać, że w ostatnich kilku latach, także w Polsce, bardzo dynamicznie rozwija się organizacja zrzeszająca nurków niepełnosprawnych – HSA (Handicapped SCUBA Association). W ich szeregach można znaleźć osoby nie tylko po amputacjach kończyn czy innymi dysfunkcjami fizycznymi, ale także po urazach rdzenia kręgowego (para- i tetraplegicy), z porażeniem mózgowym, czy nawet osoby niewidome.

Jakie badania są konieczne, aby można było zacząć myśleć o nurkowaniu?

Z racji wspomnianych wcześniej wyjątkowych warunków panujących pod powierzchnią wody warto, aby przed rozpoczęciem podwodnej przygody każda osoba zasięgnęła opinii lekarza zajmującego się płetwonurkowaniem. Najlepiej, gdyby był to lekarz sportowy, ale popularność płetwonurkowania sprawiła, że nie brakuje nurkujących lekarzy innych specjalności, którzy znając specyfikę przebywania pod wodą, powinni bez problemów służyć pomocą.

Gdy kandydat na płetwonurka jest osobą młodą, bez istotnego wywiadu w kierunku chorób przewlekłych, można wyrazić zgodę na uprawianie płetwonurkowania bez żadnych badań. Gdy jednak do głosu zaczyna dochodzić wiek, zaczynają dokuczać różne przypadłości, przy podjęciu decyzji niejednokrotnie trzeba posiłkować się badaniami dodatkowymi. Przy ich wyborze pomaga rzetelnie przeprowadzony wywiad w kierunku chorób kardiologicznych, pulmonologicznych, neurologicznych, otolaryngologicznych oraz przebytych operacji i oczywiście badanie przedmiotowe. W swojej praktyce standardowo zalecam badanie radiologiczne klatki piersiowej, elektrokardiogram spoczynkowy oraz podstawowe badania laboratoryjne, takie jak morfologia, jonogram oraz badanie ogólne moczu. W wybranych przypadkach diagnostykę można rozszerzyć o testy wysiłkowe, echokardiogram czy rejestrację EKG metodą Holtera, choć należy podkreślić, że o ile są one niezwykle przydatne w przewidywaniu incydentów sercowych, to niestety nie mają one bezpośredniego przełożenia na warunki podwodne.

Czytaj także

 0