Lepiej uciąć, niż zapobiegać

Lepiej uciąć, niż zapobiegać

Dodano: 
Każdego roku kilku tysiącom Polaków obcina się nogi z powodu powikłań cukrzycy. Głównym powodem ludzkich dramatów jest... niewiedza. Tymczasem państwo woli płacić za amputacje, niż wydać pieniądze na rzetelną edukację i profilaktykę.

Grażyna (imię zmienione), mieszkanka Pomorza Zachodniego, właśnie skończyła 62 lata. W ciągu zaledwie roku z aktywnej i radosnej kobiety stała się niemal wrakiem człowieka. Mimo że na cukrzycę cierpi od ponad 20 lat, nigdy nikt jej nie powiedział, że stopy to miejsce szczególne w tej chorobie. W lipcu obcięto jej wszystkie palce u lewej nogi. Teraz lekarze chcą amputować kolejny kawałek stopy. Grażyna nawet nie jest w stanie o tym rozmawiać. – Walczymy o resztę stopy, ale nie wygląda to dobrze. Mama bierze sterydy, bo nie jest w stanie wytrzymać bólu. Najbardziej przykre jest to, że nikt nie wpadł na to, że ma zespół stopy cukrzycowej. A potem było już za późno. Czym jest stopa cukrzycowa, dowiedziałam się z internetu – mówi Monika, córka Grażyny.

BÓL NIE DO WYTRZYMANIA

Dramat zaczął się rok temu. Grażynie niemal z dnia na dzień sczerniały palce. – Mama od dawna skarżyła się na ból nogi, ale lekarz mówił, że to pewnie od kręgosłupa – opowiada córka. – Tym razem wystraszyła się nie na żarty, od razu poszła do lekarza i dostała skierowanie na badanie, żeby sprawdzić drożność żył. Termin – ponad pół roku czekania! Zapłaciliśmy więc 500 zł, żeby zrobić je prywatnie, od razu. Niestety palców mamy nie udało się już uratować. Mimo amputacji noga zaczęła dosłownie gnić. Nauczyłam się oczyszczać ranę, zakładać opatrunki. Robię wszystko, żeby nie dopuścić do kolejnej operacji, ale nie wiem, czy się uda. Kości są niemal na wierzchu, zdrową jeszcze piętę rozsadza ból... – mówi Monika. Miesięcznie na specjalistyczne opatrunki rodzina wydaje prawie tysiąc złotych. To tylko część kosztów, jakie ponoszą w związku z chorobą. – Nie wiem, co by było, gdyby mój ojciec nie miał firmy i dodatkowych dochodów, bo lekarz nie chce nam dawać recepty na opatrunki ze zniżką, mówi, że się nie należy. Gdyby mama miała sobie z tym radzić sama, z własnej emerytury, po prostu nie byłoby jej na to stać. A ile jest takich osób? – pyta.

Sławomir Drabiński z Bydgoszczy przeszedł amputację dwa lata temu. Ma 53 lata, przed operacją był aktywny zawodowo, teraz jest na rencie. Owszem słyszał, że jako „cukrzyk” powinien dbać o swoje stopy. Miał nawet specjalny krem do pielęgnacji. Nie wiedział jednak, że błahe skaleczenie w jego przypadku może zakończyć się amputacją. – To był czerwiec. Skaleczyłem się w stopę, nic wielkiego. Zakleiłem rankę plastrem i tyle... – wspomina. Do lekarza poszedł dwa tygodnie później, kiedy zauważył, że palce i paznokcie robią się fioletowe. – W lipcu ból był już nie do wytrzymania. Kiedy lekarz orzekł, że konieczna będzie amputacja, myślałem tylko o tym, że wreszcie przestanie mnie boleć. Odjęto mi nogę od połowy łydki – opowiada.

OGLĄDAĆ WŁASNE STOPY

Podobnych historii są setki. Specjaliści uważają jednak, że w wielu przypadkach wcale nie musiały one kończyć się amputacją. Problemem jest przede wszystkim niewiedza. Henryk Fuchs, diabetolog i endokrynog, ordynator oddziału endokrynologii w szczecińskim szpitalu przy ulicy Arkońskiej, nie kryje, że jego pacjenci chorzy na cukrzycę są kompletnie zdumieni, kiedy na przykład mówi im o tym, że nawet na plaży nie powinni chodzić boso. Opowiada o mężczyźnie po amputacji, który właśnie na plaży rozciął stopę o ostrą muszlę. Podaje przykład księdza, który podczas wycieczki obtarł sobie stopę w niewygodnym bucie. Do lekarza poszedł dopiero wtedy, kiedy na nodze pojawiły się rozległe owrzodzenia, bo nawet nie poczuł, że obtarł naskórek. Na szczęście w jego przypadku udało się uniknąć najgorszego. – Jednym z powikłań cukrzycy jest uszkodzenie nerwów obwodowych. Chory po prostu nie ma pełnego czucia w nodze. Może nawet nie poczuć, że się skaleczył, i w tym cały problem. W ranę wdaje się wtórne zakażenie i niestety często jedynym wyjściem jest amputacja – dodaje.

Zdaniem Fuchsa, sedno sprawy tkwi we właściwej edukacji. A właściwie w jej braku. – O ile w poradniach diabetologicznych rzeczywiście sytuacja wygląda coraz lepiej, o tyle lekarze rodzinni nie zawsze o tym pamiętają. A pacjent z cukrzycą musi wiedzieć, że dla niego groźne może być nawet skaleczenie podczas obcinania paznokci – mówi. Swoim pacjentom każe codziennie oglądać dokładnie własne stopy. – To podstawa, bo mogą nie poczuć na przykład tego, że obtarli sobie piętę – podkreśla Fuchs.

TEORIA KONTRA PRAKTYKA

Teoretycznie lekarze rodzinni i pielęgniarki mają obowiązek edukować swoich pacjentów. – Edukacja jest stałym, integralnym i niezbędnym składnikiem postępowania terapeutycznego w cukrzycy w trakcie każdej wizyty lekarskiej – mówi Krzysztof Bąk, rzecznik resortu zdrowia.

Andrzej Bauman, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, uważa, że to kompletna fikcja. – Jeżeli do lekarza przychodzi pacjent i skarży się, że noga go boli, że czuje, jakby miał gwóźdź w stopie albo że nie ma czucia, to ilu lekarzy wyśle takiego pacjenta na konsultację do diabetologa? Prawda jest taka, że lekarze rodzinni nie mówią osobom chorym na cukrzycę, że mogą stracić wzrok, że są bardziej narażeni na wylew, zawał. Gdyby o tym mówiono, Polska nie byłaby na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o profilaktykę i leczenie zespołu stopy cukrzycowej – mówi i idzie w swoich ocenach jeszcze dalej: – Pacjent ze stopą cukrzycową trafia do chirurga i ten mu obcina nogę. To koszt 2-3 tys. zł i Ministerstwo Zdrowia ma problem z głowy. Tymczasem nikt nie liczy już kosztów tego, że taki człowiek często traci zdolność do pracy i przechodzi na utrzymanie państwa – mówi. Jednocześnie Bauman podkreśla, że nie zawsze możliwe jest uratowanie kończyny, ale wielu ludzkich dramatów można byłoby uniknąć. – Wyłącznie edukując ludzi! – przekonuje.

WARSZTATY Z BADANIA STÓP

W 1989 r. Polska podpisała Deklarację z Saint Vincent – dokument utworzony podczas spotkania przedstawicieli resortów zdrowia i organizacji pacjentów ze wszystkich krajów europejskich. Państwa sygnatariusze zobowiązały się przede wszystkim do wprowadzenia działań, które miały zmniejszyć śmiertelność i powikłania związane z cukrzycą. – Polska zupełnie nie wywiązała się z tego, co wówczas zostało zadeklarowane – ocenia Marta Leśnik ze Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej. To właśnie stowarzyszenie stara się wypełnić lukę w systemie opieki zdrowotnej. Jego członkowie, jeżdżąc po całej Polsce, uczą ludzi. – Dla nas najważniejsza jest praktyka, nie teoria. Dlatego stawiamy przede wszystkim na warsztaty – mówi Leśnik. Na spotkaniach, które organizuje, chorzy na cukrzycę uczą się więc na przykład, jak oglądać swoje stopy, na co zwracać uwagę albo jak dobrać odpowiednie buty. Pielęgniarki z kolei ćwiczą, jak badać stopy swoich pacjentów. – Uczymy, że zawsze powinny zwracać uwagę na buty, w jakich pacjent przyszedł, na kapcie, w których chodzi po szpitalu. Każdy szczegół jest tu istotny – mówi.

KILKANAŚCIE AMPUTACJI DZIENNIE

Według szacunków Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego w Polsce na cukrzycę cierpi ponad 3 mln osób, z czego tylko 2,2 mln wie o swojej chorobie i jest pod opieką lekarską. Towarzystwo stworzyło długą listę zaniedbań w opiece nad chorymi na cukrzycę: nie są prowadzone powszechne badania przesiewowe, bardzo nisko finansowane są przez NFZ świadczenia dla chorych na cukrzycę, nie jest finansowana edukacja, ceny insulin i pasków do samokontroli poziomu cukru we krwi w wyniku ustawy refundacyjnej podrożały, większość leków na cukrzycę jest pełnopłatna dla pacjenta. Oznacza to, że najlepsze leczenie mają nie ci pacjenci, którzy tego najbardziej potrzebują, ale ci, których na to leczenie stać. Do zrobienia jest bardzo dużo.

Andrzej Bauman podkreśla, że Polska wydaje na leczenie cukrzycy najmniej w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Efekty? Pięć lat temu amputowano kończyny 3731 pacjentom chorym na cukrzycę. Trzy lata później ta liczba wzrosła o prawie tysiąc kolejnych amputacji. Specjaliści są zdania, że należałoby m.in. stworzyć ogólnopolską sieć ośrodków edukacji w cukrzycy, założyć poradnie, które specjalizowałyby się w leczeniu zespołu stopy cukrzycowej, i wreszcie tzw. poradę edukacyjną wpisać do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dziś większość oddziałów diabetologicznych nie zatrudnia edukatorów, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Resort zdrowia zapewnia, że nie ignoruje głosu ekspertów. – Trwają prace dotyczące ewentualnego wprowadzenia „diabetologicznej porady edukacyjnej” do tzw. rozporządzenia koszykowego z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej – mówi Krzysztof Bąk. Kiedy zmiany mogłyby być wprowadzone? Na to pytanie ministerstwo nie odpowiada. A każdego dnia kilkanaście osób chorych na cukrzycę traci nogę. �

Okładka tygodnika WPROST: 46/2014
Więcej możesz przeczytać w 46/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0