Grypa groźniejsza niż zika

Grypa groźniejsza niż zika

Dodano: 
Bardziej niż wirusa zika powinniśmy się bać grypy – mówi dr Adam Nowiński z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, internista i pulmonolog.

Czy zagraża nam epidemia wirusa zika?

Na razie jesteśmy poza zasięgiem wirusów afrykańskich, do których zalicza się wirus zika. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób w Sztokholmie, instytucja, do której odwołuję się jako klinicysta, informuje w najnowszym raporcie, że w Europie nie stwierdzono zarażenia wirusem, choć ministerstwa zdrowia kilku krajów zgłosiły przypadki zakażeń przywleczonych spoza kontynentu.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega jednak, że wirus zika stwarza międzynarodowe zagrożenie. Dlaczego?


WHO poleciło rządom krajów europejskich, by podjęły kroki w kierunku kontrolowania liczby komarów, być może obawiając się, że wirus może być przenoszony także przez inne gatunki. Cykl rozwojowy wirusa zika, odkrytego w 1947 r. w Ugandzie, wymaga żywiciela pośredniego w postaci afrykańskiego gatunku komara Aedes aegypti, w ogóle niewystępującego w Polsce. Ryzyko zachorowań właściwie więc u nas nie istnieje. Wirus utrzymuje się jednak we krwi kilkanaście dni, więc istnieje możliwość, że do Polski przyjedzie osoba zarażona. Jednak nawet w przypadku nabycia w krajach tropikalnych, wirus jest szybko eliminowany z organizmu.

Czy ziką można się zarazić drogą płciową? Pojawiły się doniesienia, że to też możliwy sposób rozprzestrzeniania wirusa.

Ta droga zakażenia nie została udowodniona, jednak epidemiolodzy nie mogli jej zupełnie wykluczyć, ponieważ prawdopodobnie do lekarzy zgłosiły się osoby zakażone, które twierdziły, że nie mógł ich ugryźć żaden komar. I choć na logikę nie mogą tego stwierdzić z całą pewnością, naukowcy muszą brać pod uwagę i taką możliwość. Osoby, które rzekomo nie miały kontaktu z komarem, prawdopodobnie przyznały, że odbyły stosunek płciowy z kimś, kto mógł być zarażony. Epidemiolodzy postanowili więc nie wykluczać takiej możliwości.

Słowo „zika” w wielu krajach już dziś wywołuje panikę, jak rok temu ebola.

To dobrze, że światowe i europejskie organizacje zdrowia informują o takich ryzykach, bo uważam, że nie należy chować głowy w piasek. Jednak powinno się o nich informować w sposób odpowiedzialny – że to jedna z wielu chorób, które istnieją i będą istniały, ale nie stanowią bezpośredniego zagrożenia.

Strach padł na kobiety w ciąży – w Brazylii wirus zika powiązano z małogłowiem u płodu i polecono kobietom powstrzymywanie się od zachodzenia w ciążę.

Żeby udowodnić ten związek, potrzebna by była dłuższa obserwacja. Brazylijscy epidemiolodzy najprawdopodobniej połączyli zwiększoną liczbę przypadków małogłowia z zakażeniami wirusem zika. A ponieważ objawy infekcji przypominają lekką infekcję wirusową, z bólami głowy i mięśni, nie mogli prawdopodobnie wykluczyć, że matki, które urodziły dzieci z tą wadą, nie były zarażone. Prócz dłuższej obserwacji brakuje także badań eksperymentalnych, wykonywanych zwykle na zwierzętach, np. myszach.

Dlaczego rząd Brazylii zdecydował się na taki apel, choć nie ma dowodów?

Dlatego że jeśli małogłowie rzeczywiście ma związek z zakażeniem wirusem zika, musi zrobić wszystko, by mu zapobiec. Małogłowie jest wadą nieodwracalną, zaburzeniem rozwojowym, w wyniku którego dochodzi do niedostatecznego wykształcenia się mózgowia i niepełnosprawności. To wada bardzo ciężka, niekiedy śmiertelna, a dzieci z małogłowiem mogą być upośledzone bardzo głęboko. Najbardziej zagrożone są kobiety w pierwszym trymestrze ciąży, stąd apel do Brazylijek. Trzeba jednak pamiętać, że żyją one na terenie, na którym stwierdzono zakażenia. Jeśli Polki zrezygnują z zachodzenia w ciążę ze strachu przed ziką, która u nas przecież nie występuje, konsekwencje dla naszej demografii będą poważne.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób na swojej stronie ostrzega nie przed ziką, ale grypą. W ciągu ostatniego tygodnia w Polsce na świńską grypę wywołaną wirusem A/H1N1 zmarły już dwie osoby.

W moim odczuciu grypy powinniśmy się bać o wiele bardziej niż ziki, bo co roku zabija wiele tysięcy osób. Jesteśmy właśnie na początku istotnej epidemii grypy. Na razie odczuwamy nasilenie zachorowań u dzieci, które chorują jako pierwsze, a potem zarażają osoby starsze i dorosłych. Za dwa-trzy tygodnie spodziewamy się ciężkich zachorowań dorosłych, z których wielu trafia do mojego szpitala. Według Światowej Deklaracji w sprawie Sepsy sepsa, czyli ciężka uogólniona infekcja bakteryjna, będąca także powikłaniem grypy, zabija więcej ludzi niż rak piersi i rak jelita grubego razem wzięte.

Grypę jednak co roku się bagatelizuje.

Na szczęście diagnostyka tej choroby w Polsce jest coraz lepsza. W wielu przychodniach stosuje się testy point of care, czyli szybkie badania przyłóżkowe, pozwalające odróżnić infekcję wirusową od bakteryjnej, zdiagnozować grypę, a nawet sepsę. To bardzo ważne, szczególnie z perspektywy lekarza pierwszego kontaktu, który dziennie przyjmuje nawet 50 gorączkujących pacjentów, spośród których 30 ma infekcję łagodną, dziesięciu grypę, dziewięciu wymaga antybiotyku, a jeden ma sepsę. Grypę leczymy tamiflu lub relenzą, walka z sepsą wymaga warunków szpitalnych.

Czy lekarz może nie rozpoznać sepsy?

Oczywiście. Sepsa to uogólniona infekcja bakteryjna, która ciężkie objawy daje w ostatniej fazie. Może się więc zdarzyć, że do lekarza pierwszego kontaktu przyjdzie pacjent z sepsą. Jeśli zostanie odesłany do domu, z receptą nawet na antybiotyk, może nie przeżyć. Zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej (SIRS) jest bardzo gwałtowny, odbywa się w wielu narządach naraz i często jest nie do zatrzymania. Dlatego dobrze jest od razu zidentyfikować, z czym mamy do czynienia. Stan zapalny tradycyjnie identyfikujemy za pomocą białka ostrej fazy – CRP, które jednak wzrasta również przy stanach zapalnych spowodowanych urazem. Wskaźnikiem, który pozwala rozpoznać sepię, jest prokalcytonina (PCT), którą oznaczają laboratoria w największych szpitalach. Istnieją już miniaturowe analizatory przyłóżkowe dla PCT, które pozwalają wykonać badanie w gabinecie lekarskim. Dawniej, by sprawdzić nasilenie stanu zapalnego, robiło się morfologię z leukocytozą, ponieważ ilość leukocytów, czyli białych ciałek krwi, wzrasta, gdy organizm się broni. Nie jest to jednak całkowicie miarodajne, bo w ciężkich zakażeniach mamy do czynienia z leukopenią, czyli spadkiem białych ciałek.

Co dzieje się, kiedy trafia do pana pacjent z sepsą?

Zasadą jest, że antybiotykoterapię należy włączyć w ciągu godziny od zdiagnozowania pacjenta. Naszym wrogiem jest czas. Problem sepsy to problem po pierwsze infekcji, a po drugie roznoszenia bakterii drogą krwi do wszystkich narządów, w wyniku czego dochodzi do ich niewydolności. Szczególnie boimy się wstrząsu septycznego, podczas którego dochodzi do zaburzeń krążeniowych, spadku ciśnienia, zaburzeń krzepnięcia krwi. Wstrząs często kończy się śmiercią. Dlatego właśnie groźnych powikłań grypy bałbym się bardziej niż wirusa zika. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 6/2016
Więcej możesz przeczytać w 6/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0