Bioetyk o badaniach medycznych: wszyscy jesteśmy beneficjentami cudzej ofiarności

Bioetyk o badaniach medycznych: wszyscy jesteśmy beneficjentami cudzej ofiarności

Dodano: 
In vitro, zdjęcie ilustracyjne
In vitro, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / MedicalWorks
Dostęp do tysięcy leków, szczepionek, nowych terapii... Wszyscy jesteśmy beneficjentami ofiarności osób, które zgadzają się na udział w badaniach medycznych – mówi bioetyk prof. Paweł Łuków. W jego ocenie udział w takich badaniach to kwestia solidarności społecznej, a przez to i... niepisany obowiązek.

Aby nowy lek, rodzaj terapii medycznej czy szczepionki mógł trafić na rynek, konieczne jest wcześniejsze przetestowanie go na grupie ochotników. W ramach badań klinicznych część osób otrzymuje więc specyfik niezbadany lub częściowo zbadany na ludziach, a wcześniej badany w testach laboratoryjnych i na zwierzętach, a część – lek stosowany dotychczas lub placebo, które nie ma działania na organizm.

Nadzieja dla społeczeństwa, ryzyko dla jednostki

Proces ten – uregulowany przez przepisy i kontrolowany przez komisje bioetyczne – prowadzi do ogromnych potencjalnych korzyści dla społeczeństwa: ludzkość może zdobyć dostęp do nowych terapii i szczepionek, które ratują życie i poprawiają jakość życia milionów osób.

Dla uczestników udział w badaniach klinicznych wiąże się jednak z ryzykiem. Na szali może być utrata zdrowia lub – w wyjątkowych wypadkach – nawet skrócenie życia. Powodów tego może być wiele. Np. odwleczenie już dostępnej terapii, gdy badana okaże się nieskuteczna.

Czy wolno świadomie narażać innych na ryzyko?

Prof. Paweł Łuków, bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego, w swojej publikacji w czasopiśmie naukowym 'Bioethics' zastanawia się nad tym, jakiego rodzaju wartości etyczne powinny kierować naukowcami, którzy wystawiają uczestników badań biomedycznych na ryzyko związane z udziałem w badaniu. No bo właściwie jakie może znaleźć usprawiedliwienie naukowiec lub naukowczyni zapraszający ludzi do udziału w badaniach, które potencjalnie pociągających za sobą szkodę dla zdrowia? Czy wolno świadomie narażać innych na ryzyko? Łuków dochodzi do wniosku, że wartością, w imię której wolno to robić jest solidarność z innymi.

"Moją propozycją jest to, by za podstawę etyczną zapraszania do udziału w badaniach naukowych uznać zasadę solidarności społecznej. Zgodnie z nią wspólnie staramy się radzić sobie z naszą niewiedzą i wspólnie staramy się opracowywać metody, które poprawią los ludzi. Nie tylko nasz własny los teraz – ale też los innych osób, które są lub będą chore" – mówi.

Badacz tłumaczy, że wiedza naukowa – którą można wykorzystać w praktyce, aby leczyć ludzi – jest dobrem publicznym, tj. dobrem, którego dostarczenie jednym (o ile go potrzebują i chcą z niego skorzystać), pociąga za sobą zapewnienie go pozostałym. Np. opublikowanie artykułu z nowym odkryciem naukowym udostępnia to odkrycie wszystkim, którzy mogą i chcą się z nim zapoznać.

"Warto, żebyśmy wszyscy wiedzieli i rozumieli, że jesteśmy beneficjentami cudzej ofiarności" – podkreśla naukowiec.

Według niego postawienie tematu w takiej perspektywie pociąga za sobą istotne konsekwencje etyczne. Skoro wszyscy korzystamy z dóbr, które przynosi wiedza, to dobrze, żebyśmy nie byli "pasażerami na gapę" i w miarę swoich możliwości przyczyniali się do tworzenia wiedzy. "Solidaryzm to nie tylko idea, ale i działania. Skoro wiedza uzyskana w badaniach klinicznych jest uogólnialna, to jej tworzenie i korzystanie z niej winno wiązać się z solidarnością międzyludzką. Wobec tego nie tylko naukowcy, którzy prowadzą badania, ale i my wszyscy, którzy z wyników tych badań korzystamy lub możemy skorzystać w przyszłości – mamy niepisany obowiązek przyczyniania się do powstawania tej wiedzy w miarę naszych możliwości. Pewne wyzwania i problemy społeczne są bowiem naszymi wspólnymi problemami, nawet, jeśli nas w tej chwili osobiście nie dotyczą".

"Jest jeszcze jedna ważna konsekwencja tego podejścia: kiedy nadarzy się sposobność, powinniśmy brać udział w badaniach klinicznych" – podsumowuje prof. Łuków.

Oczywiście nie jest to obowiązek bezwzględny, a tym bardziej nie powinien być prawnie egzekwowalny – zastrzega prof. Łuków.

Więc choć udział w badaniach klinicznych jest i musi pozostać absolutnie dobrowolny, to jest on obowiązkiem, z tym że jest to obowiązek, za którego niewykonanie w danej sytuacji nie idzie żadna sankcja. "To tak jak obowiązek pomocy innym w potrzebie. Nie jest tak, że mamy obowiązek moralny pomagać 'każdemu' potrzebującemu w 'każdych' okolicznościach. Mamy jednak obowiązek komuś pomagać. Zgadzamy się przecież, że nie wolno nam pozostawiać bez pomocy wszystkich potrzebujących. Tak samo tu – mamy 'słaby' obowiązek wspierania innych poprzez udział w badaniach biomedycznych" – twierdzi naukowiec. – "Skoro korzystamy z cudzej ofiarności – nie na zasadzie odpłatności, ale na zasadzie solidaryzmu, poczucia wspólnego losu – to może warto rozważyć wzięcie udziału w badaniu, jeśli pojawi się odpowiednia okazja. Właśnie ze względu na wartość, jaką jest poczucie solidarności z innymi".

Czytaj też:
Jest szczepionka przeciw glejakowi mózgu. Eliminuje też istniejące już guzy
Czytaj też:
Prof Gaciong: badania muszą przynieść korzyść. „A nie, że za chwilę ludzie będą sobie badali genom”

Źródło: Nauka w Polsce PAP / Ludwika Tomala
 0

Czytaj także