Dojrzała troska o ciało zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy pytać wyłącznie: „jak je poprawić?”, a zaczynamy pytać: „jak się z nim obchodzić?”
Materiał partnera

Dojrzała troska o ciało zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy pytać wyłącznie: „jak je poprawić?”, a zaczynamy pytać: „jak się z nim obchodzić?”

Dodano: 
„Ajurweda na co dzień” Izabela Raczkowska
„Ajurweda na co dzień” Izabela Raczkowska Źródło: Wydawnictwo Sensus
Można zdrowo jeść, ćwiczyć, medytować, brać suplementy i nadal być skrajnie wyczerpanym. Można też tak bardzo koncentrować się na poprawianiu siebie, że przestaje się akceptować własne ciało. Dlaczego współczesna obsesja na punkcie zdrowia, produktywności i samodoskonaleniem nie zawsze prowadzi do lepszego życia? Odpowiedzi szuka Izabela Raczkowska, której najnowsza książka pt. „Ajurweda na co dzień” właśnie się ukazała.

1”.Zanim zaczniesz siebie naprawiać, najpierw dobrze się poznaj” – to zdanie mogłoby być mottem Pani najnowszej książki „Ajurweda na co dzień”. Dlaczego dzisiaj tak trudno większości ludzi zaakceptować własną naturę i zamiast tego nieustannie próbują się poprawiać/zmieniać?

Bo od bardzo wczesnych lat dostajemy informację, że tacy, jacy jesteśmy, nie do końca wystarczamy. Trzeba być ładniejszym, szczuplejszym, bardziej przebojowym, spokojniejszym, wydajniejszym. Potem dochodzi cały przemysł samodoskonalenia, który mówi dokładnie to samo, tylko ładniejszym językiem: jeszcze trochę nad sobą popracuj, a wreszcie staniesz się właściwą wersją siebie.

Tyle że życie spędzone na nieustannym poprawianiu siebie jest w gruncie rzeczy życiem z kimś, kogo nie akceptujemy.

Ajurweda zaczyna w zupełnie innym miejscu. Pyta: kim jesteś? jaka jest twoja natura? Jakie masz predyspozycje? Co cię wzmacnia, co wytrąca z równowagi? Nie po to, żeby powiedzieć: „taka już jestem i nic z tym nie zrobię”. Poznanie siebie nie zwalnia z rozwoju. Przeciwnie, pozwala przestać zużywać ogromną ilość energii na próbę stania się kimś innym.

Myślę też, że mamy potężny problem z własną kruchością. Nie chcemy być słabi, zależni, starzy, przestraszeni. Nie chcemy potrzebować innych. Chcielibyśmy zostawić sobie to, co w nas silne i piękne, a resztę wyciąć. Tylko że człowieka nie da się tak podzielić. Nasza wrażliwość, lęk, siła, niedoskonałość, odwaga, wszystko to należy do jednej osoby. I paradoksalnie właśnie ta mieszanina tworzy nasze piękno. Nie perfekcja.

2. Zauważa Pani, resztą bardzo trafnie, że żyjemy w kulturze, która premiuje tempo, produktywność i ciągłą dostępność. Czy wobec tego można żyć zgodnie ze swoim rytmem, chociaż świat nieustannie mówi nam, że powinniśmy robić więcej, szybciej i lepiej?

Można, ale trzeba pogodzić się z tym, że czasem będziemy szli pod prąd. Współczesna kultura premiuje przekraczanie siebie. Człowiek, który pracuje ponad siły, jest ambitny. Ten, który nie śpi, jest zapracowany. Ten, który ciągle coś robi, jest produktywny. Dopiero kiedy organizm odmawia współpracy, zaczynamy się zastanawiać, czy rzeczywiście był to sukces…

A ciało ma swoje tempo. Nie da się przyspieszyć snu, regeneracji, żałoby, dojrzewania, zatrzymać starzenia. Nie wszystko w człowieku można zoptymalizować.

Szybkość ma swoją cenę. Kiedy wszystko robimy szybko, coraz mniej rzeczy naprawdę przeżywamy. Szybkość zawsze wyklucza jakość. Szybko jemy, szybko rozmawiamy, szybko odpoczywamy. Nawet medytację próbujemy robić skutecznie. I któregoś dnia orientujemy się, że bardzo sprawnie wykonujemy własne życie, tylko coraz rzadziej w nim jesteśmy.

Dla mnie życie we własnym rytmie nie oznacza ucieczki od świata. Oznacza umiejętność powiedzenia: tego już nie zrobię. Teraz odpocznę. Nie dlatego, że jestem słaba. Dlatego, że jestem żywym organizmem, a nie perfekcyjną maszyną.

3. Pisze pani, że ajurweda nie jest tylko systemem dotyczącym jedzenia czy zdrowia, ale sposobem patrzenia na całego człowieka. Co Pani zdaniem najbardziej tracimy, kiedy zaczynamy traktować ciało jak projekt do naprawienia, a nie część siebie, z którą jesteśmy w relacji?

Tracimy zaufanie do siebie.

Zaczynamy patrzeć na ciało z zewnątrz. Oceniamy je, ważymy, mierzymy, nieustannie poprawiamy. Ma być szczupłe, sprawne, młode, zdrowe. Jeśli boli albo choruje, jesteśmy na nie źli, bo zepsuło nam nasz plan.

Tylko że ciało nie jest projektem. Jest miejscem, w którym wydarza się całe nasze życie. Dzięki niemu dotykamy, kochamy, pracujemy, czujemy przyjemność, przeżywamy stratę. Ono również się starzeje, choruje i w końcu umrze. To nie są jego wady. To są warunki bycia człowiekiem.

Dojrzała troska o ciało zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy pytać wyłącznie: „jak je poprawić?”, a zaczynamy pytać: „jak się z nim obchodzić?”. W tej zmianie jest ogromna różnica. Jedno wyrasta z kontroli, drugie z relacji.

4. Przejdźmy do odżywiania się. Jedzenie w ajurwedzie ma znaczenie znacznie szersze niż samo dostarczanie organizmowi kalorii. Czy to, co i jak jemy (szybko, przy komputerze, scrollując, na noc, itp.), może wpływać również na nasz stan psychiczny, emocje i zdolność do regeneracji?

Oczywiście. I nie trzeba tutaj nawet sięgać do ajurwedy. Jedzenie nie odbywa się poza układem nerwowym. Trawienie, apetyt, sytość i metabolizm są związane z naszym stanem fizjologicznym, snem, stresem i rytmem dobowym. Współczesna nauka bardzo intensywnie bada też komunikację między jelitami a mózgiem.

Ajurweda powiedziałaby jednak coś bardzo prostego: ważne jest nie tylko to, co jesz, ale też jak jesz. Można przygotować najzdrowszy posiłek świata i połknąć go w siedem minut, odpowiadając na maile i czytając wiadomości czy słuchając podcastu. Formalnie zadbaliśmy o siebie. W rzeczywistości nawet nie zauważyliśmy, że jedliśmy.

Jedzenie jest jednym z najbardziej podstawowych spotkań z własnym ciałem. Głód, smak, sytość, przyjemność. A my nawet z tego potrafiliśmy zrobić projekt do wykonania.

Czasem bardziej niż kolejnej diety potrzebujemy usiąść przy stole i przez dwadzieścia minut robić tylko jedną rzecz na raz: jeść.

5. W książce dużo miejsca poświęca Pani rytmowi dnia i porom roku. Co dzieje się z naszym organizmem, kiedy przez lata żyjemy całkowicie wbrew naturalnym rytmom, czyli klasycznie: śpimy za mało, jemy o przypadkowych porach i nie umiemy prawdziwie odpoczywać?

Płacimy za to. Nie zawsze od razu, dlatego tak łatwo siebie oszukujemy.

Człowiek jest istotą rytmiczną. Mamy rytm snu i czuwania, wydzielania hormonów, temperatury ciała, trawienia, aktywności i odpoczynku. Światło rano robi z naszym organizmem coś innego niż światło w środku nocy. Biologia nie przestała istnieć dlatego, że wynaleźliśmy elektryczność i smartfon.

Zresztą cały świat jest rytmem. Jest dzień i noc. Lato i zima. Wzrost i obumieranie. Aktywność i wycofanie. Przyroda nie kwitnie przez cały rok i nie uważa zimy za osobistą porażkę. Tylko człowiek wymyślił sobie, że powinien być stale w pełni sił.

Najbardziej zgubiliśmy chyba odpoczynek. Potrafimy przestać pracować, ale nie potrafimy odpocząć. Bierzemy telefon, włączamy serial, dostarczamy mózgowi następnych bodźców. Organizm dostał krzesło, ale niekoniecznie dostał ciszę.

Nie potrzebujemy perfekcyjnego rytmu. Potrzebujemy pamiętać, że po wysiłku musi istnieć wycofanie. Po napięciu rozluźnienie. Po aktywności odpoczynek. Bez tego wcześniej czy później coś zaczyna się domagać naszej uwagi.

6. Pisze Pani o trzech doszach: vata, pitta i kapha, ale jednocześnie podkreśla, że nie powinny być kolejnymi etykietami, które sobie przyklejamy. Jak rozpoznać swoją naturę, nie wpadając w pułapkę myślenia: „taka już jestem, bo moja dosza to vatą/pittą/kaphą”?

Przede wszystkim nie robić z ajurwedy horoskopu. „Jestem vatą, dlatego się spóźniam”, „jestem pittą, dlatego się złoszczę” – to nie jest poznawanie siebie. To jest znalezienie nowej etykiety dla starych zachowań.

Każdy człowiek ma wszystkie trzy dosze. Prakriti opisuje ich indywidualne proporcje w tradycyjnym modelu ajurwedy. Ale równie ważne jest vikriti, czyli aktualny stan i to, co w danym momencie zostało wytrącone z równowagi.

Dla mnie wartość tego systemu leży gdzie indziej. Uczy patrzeć na siebie bez natychmiastowego wartościowania. Jestem bardziej wrażliwa na bodźce? Dobrze, zobaczmy, czego w związku z tym potrzebuję. Mam dużo energii i intensywności? Świetnie, ale zobaczmy też, kiedy ta intensywność zaczyna mnie spalać.

Poznanie własnej natury nie powinno kończyć rozmowy ze sobą. Powinno ją rozpocząć.

7. Szczególnie zaciekawił mnie rozdział poświęcony umysłowi i temu, jak dosze wiążą się z naszym sposobem funkcjonowania. Czy możemy pokusić się o stwierdzenie, że sposób odżywiania, odpoczynku i życia wpływa nie tylko na ciało, ale również na to, jak myślimy, reagujemy na przykład na zagrożenie czy długotrwały stres i przeżywamy emocje?

Tak. Nie istnieje umysł zawieszony gdzieś nad ciałem. Myślimy mózgiem, który należy do organizmu. Organizm niewyspany, głodny, przeciążony i pozostający przez długi czas w stresie nie funkcjonuje tak samo jak organizm wypoczęty.

Widać to w najzwyklejszym życiu. Po nieprzespanej nocy jesteśmy bardziej drażliwi. Kiedy jesteśmy skrajnie zmęczeni, problem, który rano wydawał się do rozwiązania, nocą potrafi wyglądać jak katastrofa. Nasz stan fizjologiczny uczestniczy w tym, jak odbieramy świat.

Ajurweda opisuje te zależności swoim dawnym językiem, współczesna fizjologia swoim. Nie są to te same modele, ale oba przypominają o czymś ważnym: psychika nie wydarza się poza ciałem.

Dlatego czasami zamiast godzinami analizować, dlaczego dzisiaj wszystko mnie drażni, warto zadać sobie bardzo proste pytanie: czy ja w ogóle spałam? Czy jadłam? Kiedy ostatnio naprawdę odpoczęłam?

8. Kobiety często skarżą się, że starają się zdrowo odżywiać, ćwiczą, medytują, dbają o siebie, a mimo to ciągle są zmęczona? Czy można robić wszystko „jak należy”, a jednak konsekwentnie szkodzić swojemu organizmowi?

Jak najbardziej. Można jeść ekologicznie, ćwiczyć, medytować, brać suplementy i jednocześnie prowadzić ze sobą wieczną wojnę.
Widzę to szczególnie u kobiet. Dbamy o siebie, ale nawet troskę o siebie zamieniamy w obowiązek. Dziesięć tysięcy kroków. Siłownia. Joga. Medytacja. Zdrowe śniadanie. Perfekcyjny manicure. Odpowiednia liczba godzin snu. Wszystko trzeba wykonać, odhaczyć i najlepiej jeszcze dobrze przy tym wyglądać.

A gdzie w tym wszystkim jest człowiek?

Organizm nie potrzebuje wyłącznie dobrych produktów i ćwiczeń. Potrzebuje również poczucia, że nie jest przez cały czas poganiany. Potrzebuje odpoczynku bez poczucia winy. Przyjemności, która nie musi niczemu służyć. Bliskości. Czasem zwykłego nicnierobienia.

I jeszcze czegoś, czego bardzo nie lubimy: zgody na własną słabość. Są dni, kiedy jesteśmy silni, i są takie, kiedy nie jesteśmy. Będziemy chorować, starzeć się, tracić ludzi, czasem będziemy się bać i nie wiedzieć, co robić. Nie usuniemy tego żadną praktyką.

Nasza kruchość nie jest czymś, co trzeba z nas wyciąć. To właśnie ona sprawia, że potrzebujemy innych, potrafimy współczuć, kochać i rozumiemy cudzy ból. Jest częścią naszego człowieczeństwa, a nie jego wadą.

9. Od lat zajmuje się Pani jogą, medytacją, pracą z ciałem i ajurwedą. Co zmieniło się w Pani własnym rozumieniu tych praktyk od czasu, gdy zaczynała Pani swoją drogę?

Kiedy byłam młodsza, dużo bardziej wierzyłam w zmianę. W to, że dzięki praktyce będę zdrowsza, spokojniejsza, silniejsza. Że można nad sobą pracować i dojść do jakiegoś lepszego miejsca. Dzisiaj znacznie mniej interesuje mnie naprawianie siebie.

Praktykuję jogę ponad trzydzieści lat i wiem już, że joga nie uchroni mnie przed starzeniem. Medytacja nie sprawi, że nie będę cierpieć. Ajurweda nie da mi gwarancji zdrowia. Żadna z tych rzeczy nie zabezpieczy mnie przed stratą, chorobą ani śmiercią. I paradoksalnie właśnie dlatego są dla mnie dzisiaj znacznie cenniejsze niż kiedyś. Bo praktyka przestała być sposobem na uciekanie od ludzkiej kondycji. Stała się sposobem jej przyjmowania.

Dzisiaj mniej pytam: „jak się zmienić?”, a częściej: „czy potrafię być naprawdę obecna przy tym, co jest?” Przy sile i przy słabości. Przy zdrowiu i przy chorobie. Przy radości, ale też przy lęku, którego nie da się natychmiast uspokoić.

Z wiekiem coraz wyraźniej widzę, że nie stajemy się piękni dlatego, że udało nam się usunąć wszystkie pęknięcia. Tworzy nas również to, co było trudne. Straty, błędy, rzeczy, których się wstydziliśmy, momenty bezradności. One uczą nas miękkości wobec innych ludzi.

Kiedyś chciałam dzięki praktyce stać się silniejsza. Dzisiaj bardziej interesuje mnie, czy potrafię nie odwracać się od siebie wtedy, kiedy silna nie jestem.

I chyba właśnie to zmieniło się najbardziej.

Źródło: Wydawnictwo Sensus