Nie idą na emeryturę, bo nie będzie komu leczyć. „Brakuje uniwersalnych lekarzy”

Nie idą na emeryturę, bo nie będzie komu leczyć. „Brakuje uniwersalnych lekarzy”

Dodano: 
Szpital w dawnych czasach
Szpital w dawnych czasach Źródło: Unsplash / Austrian National Library
Bale lekarskie, wyjazdy na polowania, wspólne posiłki – te czasy odeszły w zapomnienie. Kiedyś lekarze też mieli napięty grafik, ale wiedzieli, co znaczy integracja środowiska. Dziś mają dostęp do nowoczesnych terapii, pracują w coraz lepiej wyposażonych gabinetach, jednak relacje międzyludzkie osłabły. Z lekarzami-seniorami rozmawiamy o tym, co zmieniło się w ich pracy na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci.

Z danych uzyskanych w Ministerstwie Zdrowia wynika, że 20 procent lekarzy i stomatologów, pracujących w Polsce, to osoby powyżej 66 roku życia. Wśród nich większość (ponad 60 procent) stanowią kobiety. Najwięcej lekarzy – seniorów pracuje w takich obszarach, jak zdrowie publiczne, diagnostyka laboratoryjna, medycyny morska i tropikalna, medycyna pracy, a jeśli chodzi o lekarzy stomatologów – stomatologia dziecięca i protetyka stomatologiczna.

Zgodnie z prawem zawód lekarza nie ma limitu wieku, można go wykonywać bezterminowo. Do jakiego momentu? Decyzję o rezygnacji z pracy powinien podjąć sam lekarz. Polska rzeczywistość jest następująca – gdyby lekarze-seniorzy przeszli na emeryturę, nasz system opieki zdrowotnej prawdopodobnie stałby się niewydolny. Czyli dopóki zdrowie pozwala lekarzom pracować, leczą pacjentów w szpitalu, w przychodniach i we własnych gabinetach.

Przy Naczelnej Izbie Lekarskiej działa Komisja ds. Lekarzy Rencistów i Emerytów. Przy Okręgowych Izbach Lekarskich działają komisje lub kluby, zajmujące się m.in. integracją środowiska. Jedno ze spotkań integracyjnych odbyło się pod koniec roku w Stargardzie, w województwie zachodniopomorskim. Jego inicjatorem był Józef Janowski, lekarz ginekolog, od lat na emeryturze.

Bale lekarzy i placki ziemniaczane na dyżurze

– W latach 60. i 70. ubiegłego wieku nasze środowisko było bardziej skupione i zintegrowane. Organizowaliśmy wyjazdy na wspólne polowania i pamiętne bale lekarzy. Nikogo nie dziwiło, kiedy na dyżur któraś z koleżanek przynosiła placki ziemniaczane, nie wspominając o potrawach wigilijnych. Później powstały dyżurki na oddziałach i niemal rodzinna więź zaczęła się rozluźniać – mówi Józef Janowski.

Źródło: Zdrowie WPROST.pl