Kobiecość jest w głowie

Kobiecość jest w głowie

Dodano: 
Angelina Jolie w obawie przed rakiem usunęła sobie piersi i jajniki. Nie można wszystkiego profilaktycznie wyciąć, bo rak może być wszędzie – mówi prof. Romuald Dębski, ginekolog.

Co można sobie bezpiecznie wyciąć?

Pyta pani o narządy rodne? Jak trzeba, jak jest nowotwór, to wszystko.

A jak nie ma nowotworu?

To bierze się pod uwagę predyspozycje genetyczne. A w ginekologii predyspozycje genetyczne dotyczą piersi, jajników i jajowodów. Nie dotyczą natomiast trzonu macicy, szyjki macicy i sromu. Rak trzonu macicy jest chorobą wynikającą z zaburzeń hormonalnych, z nadprodukcji estrogenu w okresie pomenopauzalnym. Rak szyjki macicy z kolei wywołany jest wirusem, a rak sromu zdarza się najczęściej u kobiet po 65. roku życia i na pewno nie jest dziedziczny.

Jak sprawdzić, czy ma się predyspozycje genetyczne?

Wystarczą badania krwi na obecność genów BRCA1 lub BRCA2 i ich mutacji.

Takie badania zrobiła sobie Angelina Jolie?

Tak, ona jest nosicielką najbardziej pospolitej mutacji genu BRCA1.

Każda kobieta powinna zrobić to badanie?

Nie. To bez sensu. Jeżeli wykonuje się te badania powszechnie, to sumarycznie uzyskuje się stratę, bo kobieta, która dowiaduje się, że nie jest nosicielką genu, uznaje, że jest bezpieczna, nie musi badać piersi, narządów rodnych. Dlatego onkolodzy bardzo precyzyjnie mówią, kto powinien się badać na obecność tych genów.

Kto?

Na przykład, jeśli matka miała nowotwór jajnika, to jej dzieci powinny mieć przeprowadzone takie badanie. Przyjmuje się też, że jeśli nastąpiły co najmniej dwa zachorowania w bliskiej rodzinie, np. chorowały ciotka i siostra cioteczna, to też jest wskazanie do takich badań. Najbardziej ryzykownymb zestawieniem nowotworowym w bliskiej rodzinie jest rak piersi i rak jajnika.

U jednej osoby?

Nie, na przykład rak piersi u matki i rak jajnika u siostry.

I taka kobieta przychodzi do pana i pan jej wycina jajniki?

Nie, najpierw musi mieć zrobione badania krwi na obecność mutacji genów.

Płaci za to?

Nie. W Warszawie działa poradnia genetyczna przy Instytucie Onkologii i tam te badania są wykonywane. Polska jest jednym z pionierskich krajów w kwestii onkologicznych oznaczeń genetycznych. Ogromną robotę na polu uwarunkowań genetycznych chorób nowotworowych zrobił prof. Jan Lubiński ze Szczecina.

A jeśli nikt z mojej bliskiej rodziny nie chorował, a ja bym chciała sobie zrobić takie badania, to...

To pani może. Z tym że w takiej sytuacji za badanie trzeba zapłacić od 350 do 450 zł. Uważam jednak, że nie ma takiej potrzeby. To nie powinno być badanie obowiązkowe dla wszystkich kobiet. Trzeba pamiętać, że ujemny wynik badania nie oznacza, że nie ma u pani ryzyka zachorowania na nowotwór jajnika czy piersi, tylko że ma pani ryzyko populacyjne. Przecież tylko 6 proc. raków piersi jest spowodowanych mutacją genu BRCA, reszta nie ma tej mutacji, a choruje. Podobnie z rakiem jajnika.

W zasadzie każda kobieta czująca strach przed nowotworem powinna dążyć do tego, żeby profilaktycznie wyciąć narządy rodne i piersi?

Nie! Sama operacja to przecież ryzyko. Myśląc w ten sposób, trzeba by sobie wszystko wyciąć. Najpierw pokroić się na plasterki i wrzucić pod mikroskop, bo przecież rak może być wszędzie: w prostacie, płucach, wątrobie, mózgu. Żaden lekarz nie podejmie się operacji, jeśli nie ma do tego medycznych wskazań. Przy tym medycznym wskazaniem jest również mutacja genu BRCA, czyli ryzyko zachorowania na raka piersi sięgające 80 proc., a raka jajnika 60 proc. Trafia do mnie wiele pacjentek, nosicielek tej mutacji.

Operuje je pan?

Oczywiście. Bo wiem, że nowotwór jajnika szybko się rozwija i jest często wykrywany dopiero w trzecim stadium zaawansowania, jest po prostu trudno wykrywalny. I powtarzam, że profilaktyczne usunięcie jajników nie wyklucza raka jajnika. Zdarzają się sytuacje, że kobieta, która nie ma jajników, może mieć raka jajnika. Otrzewna, która wyścieła jamę brzuszną, może ulec takiej transformacji, że tworzy się coś, co ma utkanie histologiczne raka jajnika.

Widział pan takie transformacje?

Widziałem raki otrzewnej typowe dla raka jajnika. Trzeba też pamiętać, że statystycznie usunięcie gonad skraca życie kobiety, bo zaczyna się problem wynikający z niedoboru hormonów.

Menopauza?

Wczesna menopauza. I cóż z tego, że ta kobieta nie umrze na raka piersi, zmniejszy się też ryzyko raka jajnika, skoro ta dziewczyna w 45. roku życia może dostać zawału. Takim sposobem kobiety z grupy ryzyka chorób nowotworowych przerzucamy do grupy ryzyka chorób sercowo- -naczyniowych. Wie pani, jak się przeanalizuje plusy i minusy profilaktycznego wycięcia narządów rodnych, to summa summarum wszystko przestaje być jednoznaczne. Statystycznie wydłużenie przeciętnego czasu życia kobiety, która decyduje się na profilaktyczną mastektomię i owariektomię, jest w granicach roku, półtora.

Ale może po takim wycięciu zagrożonych rakiem organów po prostu w głowie lepiej?

Może lepiej, pacjentka może czuć się bezpieczniej, jednak to bezpieczeństwo może być bardzo pozorne. Wiem, że w Stanach coraz częściej pacjentkom z usuniętymi jajnikami podaje się hormony. Niby bez sensu, bo przecież nowotwory jajników są hormonozależne, ale zmniejsza się ryzyko zachorowań wynikających z szybszej menopauzy. Trzeba to próbować równoważyć, szukać kompromisów.

I ratować kobiecość? Pytam, bo przy okazji tych profilaktycznych usunięć piersi czy jajników mówi się o utracie kobiecości.

Bzdury. Przecież kobiecość jest w głowie. Usunięcie jajników czy piersi tego nie zmienia. Zwłaszcza że podczas zabiegu usuwania piersi można je od razu rekonstruować i z tego, co wiem, tę operację refunduje NFZ. Można też piersi protezować, co też jest często stosowane. Po stracie jajników dusza też nie cierpi, kobiecość nie traci. Raczej przychodzi ulga, że przechytrzyło się raka, chociaż na chwilę. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 15/2015
Więcej możesz przeczytać w 15/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także