Kiedy boli kręgosłup

Kiedy boli kręgosłup

Dodano: 
Dyskopatia nie musi skazywać na ból do końca życia, a ciężką operację zastępuje dziś pozwalający zregenerować uszkodzone dyski kilkunastominutowy zabieg.

Coraz więcej osób narzeka na ból kręgosłupa. Ile z nich trafi na stół operacyjny?

Dr Radosław Michalik, neurochirurg: Choroby kręgosłupa są powszechne – statystyki mówią, że każdy z nas przynajmniej raz w życiu doświadczy bólu krzyża. Naturalnie postępujące zmiany zwyrodnieniowe wszystkich stawów, w tym kręgosłupa, z upływem lat wywołują dolegliwości. Efektem zaniedbań może być przyspieszenie tego procesu. Poważny problem pojawia się, gdy ból jest stały i silny. Ale nawet wówczas leczenie chirurgiczne to ostateczność, na którą decydujemy się po wyczerpaniu innych metod terapeutycznych.

Jak zapobiegać tym zaniedbaniom?


Pozycja siedząca jest najbardziej obciążającą pozycją dla naszego kręgosłupa. Dzieci od wczesnych lat przesiadują w ławkach, w których 30 lat temu uczyli się ich rodzice, choć są one od nich wyższe i cięższe. Do nauki, ale także zabawy, wykorzystują komputery, przy których spędzają często kilka godzin dziennie. Dyskutujemy o tym, czy posyłać do szkoły sześcio-, czy siedmiolatki, ale nikt nie uczy w szkołach bezwzrokowego korzystania z klawiatury. A przecież większość dzieci będzie w przyszłości spędzać przy komputerze większość lat swojej pracy. Będą to lata w pozycji siedzącej z pochyloną głową. Powszechne laptopy z monitorem przy klawiaturze, trzymane często na kolanach, czy tablety to kolejne urządzenia wymuszające pozycję z pochyloną głową. Dwie lekcje wychowania fizycznego w tygodniu nie wyrównają wielogodzinnych zaniedbań. Zresztą czy 45-minutowy WF ma sens? Gdzie czas na rozgrzewkę? Co robić na zajęciach, po których często są inne lekcje? Przecież dzieci nie mogą się spocić, bo nie ma czasu na prysznic. Zdrowe mogą być dzieci, które po lekcjach chodzą na dodatkowe zajęcia sportowe.

Większość po szkole znów zasiada przed komputerem albo pędzi na kolejne zajęcia w ciasnych ławkach.

W ten sposób przedłuża przeciążenie kręgosłupa, co po latach się na nich zemści. Mając świadomość, że nad każdym z nas wisi groźba postępującego zwyrodnienia wynikającego z upływu lat, powinniśmy od początku dbać o kręgosłupy swoje i swoich dzieci. Na tę dbałość składa się odpowiednia waga, odpowiednia pozycja w pracy, nieprzeciążanie kręgosłupa oraz ćwiczenia – amatorsko uprawiany sport: pływanie, fitness, bieganie, który trzeba zaczynać od najmłodszych lat.

Z drugiej strony słyszy się, że bieganie czy fitness to zagrożenie dla kolan i kręgosłupa.

Jeżeli ktoś ma 40 lat, jest zaniedbany, otyły, całe życie spędza za biurkiem, a pod wpływem mody na maratony postanawia nagle stanąć na starcie i z miejsca przebiec 10 km, naraża się na poważne przeciążenia i uszkodzenie stawów. Podobny błąd popełniają osoby, które po całym roku siedzenia w biurze jadą na narty. Stać nas, więc kupujemy często sprzęt dla zawodników i bez przygotowania postanawiamy od świtu do ostatniego wyciągu jeździć tydzień lub dłużej. Wielu takich „sportowców” wraca z wyjazdów z uszkodzonymi kolanami, biodrami czy kręgosłupem i trafia prosto do ortopedy. Do sportu trzeba podchodzić mądrze. Bieganie bywa fantastyczną aktywnością dla osoby szczupłej i odpowiednio przygotowanej, ale nieprzygotowaną może wysłać na stół operacyjny. Podobnie jest zresztą z WF- -em. Nie można rzucić dzieciom piłki na środek boiska i powiedzieć: „Grajcie w kosza”. Oczywiście, dzieci to wszystko zniosą, bo nie mają jeszcze zwyrodnień, ale wszystkie drobne uszkodzenia zaczynają się w młodości, poprzez nieprzygotowanie, brak rozgrzewki, niewłaściwy trening, niewłaściwe odżywianie.

Kto trafia do pana najczęściej – pacjenci ze zmianami zwyrodnieniowymi czy ofiary sportu bez przygotowania?

Jeśli mamy na myśli kręgosłup, to najczęściej są to zmiany zwyrodnieniowe, ale nieraz trudno jest to dokładnie określić, ponieważ grupy te często się pokrywają. Drobne i powtarzające się urazy sportowe prowadzą do powstawania nowych lub przyspieszenia już istniejących zmian zwyrodnieniowych. W Centrum Medycznym Gamma wraz z zespołem ortopedów poza leczeniem zmian zwyrodnieniowych zajmujemy się także deformacjami kręgosłupa, a nawet nowotworami. Jednak zdecydowana większość chorych, których operujemy, cierpi z powodu zmian zwyrodnieniowych. Ich problemy wrzuca się do worka z napisem dyskopatia, czyli szeregu różnych schorzeń, które nazywamy chorobą krążka międzykręgowego.

Na czym polega ta choroba?

Zdrowy dysk, zlokalizowany między trzonami kręgów, składa się na zewnątrz z włóknistego pierścienia, który przyczepiony jest do krawędzi trzonów kręgów. Pierścień otacza galaretowate jądro miażdżyste, które często kojarzone jest z dyskiem, ale tak naprawdę dyskiem jest pierścień z jądrem. Popularnie wypadnięciem dysku nazywamy przesunięcie się jądra miażdżystego do kanału kręgowego, w którym przebiegają nerwy lub rdzeń kręgowy. Wskutek przewlekłego urazu, przemęczenia, uszkodzenia, pierścień ulega rozciągnięciu, częściowemu naderwaniu, a fragmenty galaretowatego jądra miażdżystego przesuwają się w kierunku zmniejszonego oporu, wywołując lokalny ból kręgosłupa. Dodatkowo ucisk korzenia nerwu rdzeniowego wywołuje ból promieniujący do kończyny. Pod nazwą dyskopatia kryć się może także przepuklina dysku, kiedy pierścień pęka i duża część dysku wypada do kanału kręgowego.

Jak dochodzi do dyskopatii?

U podłoża choroby jest najczęściej przewlekłe uszkodzenie dysku. Zdarza się, że ktoś zdrowy dźwignie ciężki przedmiot i doprowadzi do uszkodzenia zdrowego krążka, ale najczęściej choroba następuje wskutek wielu przeciążeń. Istotną rolę mogą odgrywać predyspozycje rodzinne. Każda dyskopatia jest inna, a leczenie zindywidualizowane i zależne od objawów, obrazu radiologicznego, pacjenta, jego wieku, stylu życia, oczekiwań, planów dotyczących aktywności fizycznej. Błędem jest wzajemne porównywanie się pacjentów.

Wielu pacjentów żyje z dyskopatią latami. Kiedy trafiają do lekarza?

Zazwyczaj wtedy, kiedy ból jest już nie do wytrzymania. Wielu pacjentów miesiącami uśmierza ból popularnymi lekami przeciwbólowymi, przy okazji pogłębiając dolegliwości. Do lekarza zgłaszają się, kiedy przestają one działać. Zdarza się jednak, że ból jest objawem choroby nowotworowej kręgosłupa, której wcześniejsze wykrycie dawałoby większe szanse wyleczenia. Dlatego tak ważne jest, by nie lekceważyć bólu kręgosłupa i zgłaszać się do lekarza. W większości przypadków ból daje o sobie znać na tyle wcześnie, że pacjentowi można pomóc, kierując go na rehabilitację czy fizjoterapię.

Czy poważniejsze przypadki zawsze trafiają pod nóż?

W każdej dziedzinie medycyny oczywistym celem jest, by leczyć jak najmniej inwazyjnie i, o ile to możliwe, starać się unikać leczenia operacyjnego. Także w chirurgii kręgosłupa opracowano przez lata wiele mało inwazyjnych technik leczenia. Na przykład do dysku wprowadzano igłą enzymy mające go pomniejszyć. Później igły zastąpiono laserem. Kilka lat temu jako alternatywa dla metod związanych z usuwaniem części dysku powstał preparat DISCOGEL. W odróżnieniu od poprzednich w tej metodzie nie usuwamy dysku, lecz podając lek, chcemy doprowadzić w ogólnym skrócie do jego regeneracji. Identyczny jest tylko sposób dotarcia igłą do dysku pod kontrolą aparatu rentgenowskiego w warunkach bloku operacyjnego.

Na czym polega działanie preparatu?

Pozwala, z jednej strony, uzyskać ponowne nawodnienie dysku i poprawę jego struktury, a z drugiej strony wykorzystać efekt przeciwzapalny podawanej substancji, by zniwelować dolegliwości bólowe bezpośrednio po zabiegu. Metoda stosowana jest na świecie od kilku lat i nadal wymaga dłuższych obserwacji pacjentów, ale wstępne informacje z ośrodków w Europie są bardzo obiecujące. Ocenia się, że korzystny wynik można uzyskać nawet w 90 proc. przypadków.

Kogo można leczyć tą metodą?

Metoda jest szczególnie obiecująca u osób młodych, które mają izolowaną chorobę krążka międzykręgowego bez nasilonych innych zmian zwyrodnieniowych. U starszych, u których choroba dysku wiąże się z dodatkowymi zmianami wytwórczymi, gdzie na krawędziach kości obecne są wyrośla kostne, możliwość jej zastosowania jest ograniczona.

Jak szybko pacjent dochodzi do siebie po zabiegu?

Zabieg, który trwa od 15 do 20 minut, wykonuje się w znieczuleniu miejscowym, więc pacjent nie wymaga przedłużonego pobytu w szpitalu. Po zabiegu pacjent musi przez trzy godziny leżeć. Specjalnych zaleceń nie ma, poza ogólnymi, związanymi z chorobą dysku. Zarówno przed zabiegiem, jak i po nim pacjent nie powinien dźwigać ciężkich przedmiotów, schylać się. Powinien przez trzy miesiące prowadzić oszczędzający tryb życia. Końcowy efekt oceniamy właśnie po trzech miesiącach.

Czy zabieg wymaga powtórzenia?

Na razie nie podaje się takich informacji. Obecnie stosowany jest jednorazowo, ale, co bardzo ważne, preparat można podawać na wielu poziomach, zarówno w odcinku lędźwiowym, piersiowym, jak i szyjnym kręgosłupa. Sam niedawno przeprowadzałem zabieg u młodej dziewczyny na czterech poziomach kręgosłupa lędźwiowego. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 49/2015
Więcej możesz przeczytać w 49/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0