W pierwszym wypadku stawiamy się w roli rodziców wszechwiedzących, autorytarnych, którzy wiedzą, co dla ich dziecka jest najlepsze. Rodziców, którzy, oczywiście w trosce o dobro dziecka, decydują, co mu wolno, a co nie, którzy ustalają normy i zasady i oczekują ich respektowania. Jeśli tak się dzieje, dziecko uznawane jest za posłuszne, grzeczne, niesprawiające problemów. Jeśli nie, mamy do czynienia z konfliktem interesów, który ze strony rodzica może się przerodzić w różne formy przekonywania i wywierania presji, aby dziecko dostosowało się do decyzji i uległo.
„Zrób tak, bo jak tak mówię”, „Bez dyskusji”, „Cały obiad ma być zjedzony”. Uległość i dostosowywanie się dzieci do powszechnie akceptowanych standardów są często „doceniane” nie tylko przez rodziców, ale także przez nauczycieli (cichy, spokojny, nie sprawia problemów wychowawczych), sąsiadów (jaka miła ta pani córeczka), przypadkową osobę w tramwaju (jaki grzeczny chłopiec), nie mówiąc już o stopniach z zachowania.
Jest to tradycyjny model, w którym rodzic korzysta ze swojej przewagi i władzy. To bezpieczna pozycja, która potwierdza jego wartość jako odpowiedzialnego rodzica. Warto jednak zaznaczyć, że jest to wchodzenie w relację z dzieckiem w dominujący i nieznoszący sprzeciwu sposób, który często przynosi efekt odwrotny do oczekiwanego. Zamiast bliskości rodzi u dziecka poczucie braku akceptacji, bezpieczeństwa i pewności siebie.
A to z kolei może skutkować dwiema reakcjami. Albo dziecko się podporządkuje i tym samym zrezygnuje z siebie, swoich potrzeb, pomysłów, albo będzie walczyć dalej, buntując się coraz bardziej. Jest to w takim razie pozorne zwycięstwo. Pytanie zatem brzmi: czy jako rodzice naprawdę tego chcemy?
Czy w takim razie mam na wszystko pozwalać?
Oczywiście, że nie. Kluczową sprawą wydaje się tu szacunek i podejście do dziecka jak do osoby, która ma prawo wyrażać swoje zdanie. Ma prawo wyrażać swoje potrzeby, ma prawo nie lubić brukselki i być zmęczone. Jak każdy człowiek. I jak każdy człowiek ma swoje granice. To fundamentalne założenie, że potrzeby, emocje, myśli dziecka są ważne. To otwarcie się na dialog i uznanie prawa do wyrażania siebie na swój sposób. Dlatego gdy dziecko nam się sprzeciwia, gdy słyszymy z jego ust „nie”, gdy nie robi tego, o co je prosimy, zamiast powtarzania swoich komunikatów być może ze zwiększoną siłą i umacniania się na swojej pozycji warto przenieść uwagę na drugą stronę i posłuchać, co ma do powiedzenia. Spróbować się dowiedzieć, o co chodzi, co stoi za tym sprzeciwem i jak możemy wziąć to pod uwagę. Dlaczego? Daje to dziecku poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że w domu może się wyrazić, że jest ważne, że jego zdanie się liczy, że jego potrzeby są widziane i słyszane. I nie ma lepszej okazji do umacniania tego poczucia niż codzienna relacja rodzic – dziecko.
Nie oznacza to jednak, że rodzic musi się zgadzać na wszystko. Oznacza to zmianę podejścia do relacji z dzieckiem i otwarcie na dialog. Przeniesienie akcentu z realizowania własnej wizji na wypracowanie wspólnego rozwiązania. Bywa to trudne, zwłaszcza jeśli po raz kolejny słyszymy „nie”, „nie będę”, „nie chcę”. Warto wtedy pomyśleć, jakie dzieci chcemy wychować, jakie kompetencje i umiejętności chcemy, aby nabyły. Czy chcemy, aby były pewne siebie, miały silne poczucie własnej wartości, umiały działać samodzielnie, wyrażać swoje przekonania i pozostawać wiernymi sobie?
Każde „nie” to ważna informacja
Warto sobie uświadomić, że każde „nie” wypowiadane przez dziecko to wyraz jego rozwijającej się autonomii, która z każdym rokiem będzie silniej dawała o sobie znać. To zaznaczanie swojego terenu i informacja o tym, gdzie przebiegają jego granice, a więc o tym, co dziecku odpowiada, a co nie. Kolejna sprawa, którą warto wziąć pod uwagę: dzieci nie mają złych intencji, generalnie chcą współdziałać i zrobią bardzo dużo dla poczucia przynależności do rodziny. Komunikują swoje granice na miarę własnych możliwości, co nie zawsze jest jasne dla dorosłych. Gdyby mogły, powiedziałyby zapewne: „Jestem zmęczony i nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. Przyjdę do ciebie później”, „Mam dzień niedotykalski i drażni mnie przytulanie. Przytulimy się później?”, „Dziękuję, że chcesz mi pomóc, ale chcę to zrobić po swojemu i sprawdzić, czy mój sposób działa”. Często jednak nie mają dostatecznie opanowanych umiejętności komunikacyjnych i nie zawsze jasno i świadomie wyrażają swoje uczucia. Małe dzieci, które nie potrafią jeszcze mówić, reagują płaczem lub kręceniem głowy. Starsze mogą reagować złością, frustracją, smutkiem, wycofaniem się, a nawet agresją.
Dlatego właśnie warto uczyć dzieci asertywności, czyli wyrażania swoich myśli, potrzeb i emocji z poszanowaniem dla drugiej strony. Jak to zrobić? Najlepiej na własnym przykładzie. Co więcej, jest to możliwe nawet w sytuacji, gdy dziecko nam odmawia. Oto kilka inspiracji:
Dziecko: Nie chcę iść teraz spać.
Asertywna odpowiedź rodzica: Rozumiem, że masz ochotę poczytać jeszcze trochę, ale jest już bardzo późno. Możemy przeczytać jeszcze jedno opowiadanie, a potem pójdziemy spać.
Dziecko: Nie chcę jeść tego zielonego.
Asertywna odpowiedź rodzica: Rozumiem, że brukselka nie wygląda dla ciebie najlepiej. Może jednak spróbujesz trochę, a nuż będzie ci smakować.
Czy z asertywnością da się przesadzić?
Jeśli jest praktykowana zgodnie ze swoją definicją, to nie ma takiej możliwości, aby z nią przesadzić. Asertywność, czyli wyrażanie swoich potrzeb, opinii, emocji z poszanowaniem innych.
Asertywność pozwala wyrażać siebie, czyli komunikować światu, jak to jest u mnie, co mi się podoba, a co nie, jak chcę być traktowany przez innych. Pomaga radzić sobie z presją otoczenia, czyli nie robić rzeczy, na które nie ma się ochoty, tylko dlatego, by przypodobać się innym. Ponadto pozwala budować zdrowe relacje, czyli jasno komunikować się z innymi, i rozwiązywać konflikty, czyli unikać agresji i szukać najlepszych rozwiązań. Dodatkowo rozwija samoświadomość – pozwala być w kontakcie ze swoimi emocjami i potrzebami.
Asertywność jest umiejętnością nabytą, co oznacza, że można się jej nauczyć. Wymaga codziennej praktyki, a najlepszym polem doświadczalnym jest dom. Jak jeszcze można wspierać dziecko w asertywności?
- Bądź przykładem. Rodzice to pierwsi nauczyciele, których zachowanie ma ogromny wpływ na dziecko. Staraj się być asertywny w swojej komunikacji z nim i z innymi.
- Rozmawiaj otwarcie. Zachęcaj dziecko do wyrażania swoich myśli i uczuć. Słuchaj uważnie, kiedy mówi, i szanuj jego opinie.
- Pomagaj dziecku nazywać emocje i formułować jego potrzeby. Zwiększy to jego samoświadomość i obserwację tego, co czuje i czego potrzebuje. To bardzo cenna wiedza o sobie.
- Ucz rozwiązywania konfliktów. Pokaż, że konflikty to normalna część życia, a inni ludzie mogą mieć odmienne zdanie.
- Stwórz możliwość podejmowania decyzji w codziennych sprawach, takich jak wybór ubrań czy posiłków. Wzmacnia to poczucie sprawstwa i pewność siebie.
- Daj przestrzeń do uczenia się. Dzieci, jak każdy z nas, czasem popełniają błędy. Pozwól im na eksperymentowanie i uczenie się na własnych doświadczeniach.
Wzmacniając asertywność, rozwijamy w dzieciach umiejętność wyrażania się na swój sposób, zadbania o swoje potrzeby, stawania we własnej obronie i nieuleganie wpływom i presji. To duża inwestycja w przyszłość, która może przynieść korzyści na całe życie i zwiększa szanse na to, że będzie ono przeżywane na własnych zasadach, a nie pod dyktando innych. Dlatego jeśli po raz kolejny usłyszymy „nie” z ust dziecka, potraktujmy to jako wyraz rodzącej się autonomii i okazję do ćwiczeń.
