„Nie obwiniajmy Chin”. Następna pandemia może przyjść z dowolnego miejsca

„Nie obwiniajmy Chin”. Następna pandemia może przyjść z dowolnego miejsca

Dodano: 2
Bazar w Maroko – zdjęcie ilustracyjne
Bazar w Maroko – zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / TheUjulala
Czy to naprawdę rynki z dzikimi zwierzętami powinny potęgować koronawirusową panikę? Dziennikarz „Time” Charlie Campbell podzielił się swoimi przemyśleniami odnośnie wirusa SARS-CoV-2.

Zakażenia koronawirusem miały swój start na rynku żywych zwierząt w Wuhan, a sam wirus rozprzestrzenił się na całym świecie. Z czasem WHO ogłosiło „globalny stan zagrożenia zdrowia”. Koronawirus, który według ekspertów przeszedł z niezidentyfikowanego zwierzęcia na człowieka, rzucił światło na konsumpcję dzikich zwierząt w Chinach i zamiłowanie do „ciepłego mięsa” – jest to określenie zwierząt, które są transportowane żywe na targ i zabijane na zamówienie.

Czytaj też:
Koronawirus może nie występować w pojedynkę. Co wtedy?

Wcześniej był SARS

– Zespół ciężkiego ostrego układu oddechowego (SARS) pojawił się 17 lat wcześniej na rynku w chińskiej prowincji Guangdong – przy tej okazji za pośrednictwem kotów – a chińskie połączenie żywych, dzikich zwierząt, źle regulowanej hodowli i niehigienicznej rzezi to idealne warunki dla wirusów – mówi Kevin Olival, biolog ewolucyjny z organizacji pozarządowej EcoHealth Alliance, który od ponad dekady prowadzi badania nad pandemiami. Rząd Chin odnotował i wprowadził nowe przepisy dotyczące hodowli i sprzedaży zwierząt egzotycznych.

Mimo to sekcja „zwierząt domowych” na odwiedzonym przez dziennikarza Time rynku Chatuchak w Tajlandii jest tylko jednym z wielu przykładów rozsianych po całym regionie, które pokazują, że potencjalne zagrożenia dla zdrowia to nie tylko chińskie targi. W całej Azji można łatwo wykorzystać luźne przepisy i ich słabe egzekwowanie. W Chatuchak handlowcy twierdzą, że ich zwierzęta zostały pozyskane zgodnie z prawem, a wielu z nich udostępnia dokumentację, aby to udowodnić. Ale fałszywe dokumenty są łatwe do zdobycia i trudne do zidentyfikowania, przed czym przestrzega Steven Galster, założyciel organizacji ochrony przyrody Freeland z siedzibą w Bangkoku. Trudno jest również udowodnić, czy dokumenty naprawdę dotyczą konkretnych zwierząt.

Nieuczciwe praktyki?

Według Galstera, który przeprowadza regularne inspekcje w Chatuchak wraz z tajską policją, pozbawieni skrupułów handlowcy przemycali egzotyczne zwierzęta obok zwierząt hodowanych w kraju. Farmy lubią także dodawać dzikie stworzenia do swojego stada hodowlanego, aby poszerzyć pulę genetyczną. Galster twierdzi, że te same łańcuchy dostaw, które „karmiły” Wuhan, zaopatrują także inne rynki w regionie. – [Warunki transportu] są ciepłe, zatłoczone i idealnie nadają się na kolejną katastrofę. I wiemy, że to kiedyś nastąpi.

Według Pongsakorna Kwanmuanga, rzecznika Bangkok Metropolitan Administration (BMA), egzotyczna sekcja zwierząt Chatuchak działa w „legalnej szarej strefie”, ponieważ znajduje się na gruntach należących do State Railway of Thailand. W związku z tym „BMA nie ma żadnej władzy nad takimi nieruchomościami poza tymi określonymi w powiązanych lokalnych przepisach ustawowych i wykonawczych, które nie obejmują monitorowania i działań policyjnych w sprawie sprzedaży egzotycznych zwierząt”, jak mówi Pongsakorn, dodając, że BMA regularnie patroluje, czyści i dezynfekuje te części rynku, które podlegają pod jego jurysdykcję.

Innym dużym ryzykiem jest mieszanie żywych, dzikich zwierząt z intensywnie hodowanymi zwierzętami gospodarskimi, tak jak miało to miejsce na zamkniętym obecnie hurtowym targu Huanan Seafood w Wuhan, skąd prawdopodobnie „wyszedł” wirus. Masowe hodowanie świń, krów i kurcząt utrudnia wykrycie, kiedy zachoruje jedno lub dwa zwierzęta, co oznacza, że infekcje mogą szybko i cicho rozprzestrzeniać się na stado. Eksperci twierdzą, że zapotrzebowanie na „ciepłe mięso” jest jednym z głównych powodów, dla których choroby, takie jak ptasia grypa i afrykański pomór świń, okazały się tak trudne do wyeliminowania, biorąc pod uwagę ogromne transporty żywych zwierząt w różnych krajach i między nimi.

Ponadto badania sugerują, że nadużywanie profilaktycznie(!) antybiotyków – powszechna praktyka we współczesnym rolnictwie mającym na celu raczej zapobieganie chorobom niż ich leczenie – może tłumić układ odpornościowy zwierząt, czyniąc je bardziej podatnymi na infekcje wirusowe. Na wielu azjatyckich rynkach żywych zwierząt krew, kał i inne wydzieliny ustrojowe mogą się swobodnie mieszać. Melissa Nolan, specjalistka od chorób zakaźnych i profesor z University of South Carolina, mówi, że kiedyś obserwowała rynek rzeźny na Filipinach, gdzie rzeźnicy „po kostki stali we krwi z klapkami na stopach”.

Czytaj też:
Będzie tysiąc przypadków koronawirusa w Polsce? „Przyszły tydzień może być przełomem”

Problem z COVID-19? Nie do końca wiadomo, co robić

Takie rynki są powszechne w całej Azji, od Kolombo po Kuala Lumpur i nie tylko. Żywe ryby chlapią wodą z plastikowych pojemników na żywe żółwie i skorupiaki. Blaty są czerwone od krwi i wnętrzności wydobywanych przez ostre jak brzytwa noże do filetowania. Ale chociaż obecność rzezi na takich rynkach stanowi dodatkowy element ryzyka, rynki zwierząt domowych, takie jak Chatuchak, również stanowią problem. Chaos i ciasne warunki osłabiają układ odpornościowy zwierząt, tworząc środowisko, w którym wirusy mogą się mieszać, wymieniać fragmenty kodu genetycznego i przechodzić między gatunkami. W ten sposób mogą stanowić taki sam czynnik ryzyka, co rynki, na których odbywa się rzeź.

Trzymanie razem wielu różnych gatunków zwierząt – dzikich, udomowionych i wielu nieurodzonych w tym konkretnym miejscu – daje wirusom większe możliwości przenoszenia się między gatunkami. SARS, na przykład, faktycznie pochodzi od nietoperzy – które zwykle przenoszą niezliczone patogeny – a następnie zainfekował koty, które działały jako „wzmacniający gospodarz” przed transmisją wirusa na ludzi.

Takie patogeny wywołały prawie każdą pandemię w historii ludzkości, w tym pandemię grypy z 1918 r., w której zginęło od 50 do 100 milionów ludzi na całym świecie – zaczęło się od ptaków. Potem są HIV, Nipah, West Nile, Ebola i tak dalej. Bez zamykania rynków, na których żyją dzikie stworzenia, czy to do konsumpcji, czy sprzedawane jako zwierzęta domowe, pewnym jest, że kolejna poważna pandemia czai się tuż za rogiem.

Jakie są rozwiązania?

– Nawet zamknięcie tych rynków nie byłoby złe. W końcu na każdym metrze kwadratowym planety znajduje się około 800 milionów wirusów. Syndrom oddechowy na Bliskim Wschodzie (MERS) nadal pojawia się na Bliskim Wschodzie z powodu kontaktu człowieka z wielbłądami. Zaprzestanie spożywania niepasteryzowanego mleka wielbłąda znacznie przyczyniłoby się do zahamowania epidemii, choć tylko ubój wszystkich 1,5 miliona wielbłądów na Półwyspie Arabskim na stałe rozwiązałby ten problem – mówi prof. Michael Osterholm, epidemiolog z University of Minnesota. – Ale to się po prostu nie wydarzy.

Problemy pojawiają się wszędzie tam, gdzie ludzie mają bliski kontakt z nieznanymi populacjami zwierząt, które są hodowane po niszczeniu naturalnych siedlisk. Uważa się, że epidemia eboli w Afryce Zachodniej pojawiła się, gdy dziecko nieświadomie zjadło coś skażonego odchodami nietoperzy gniazdujących w jego wiosce, prawdopodobnie z powodu pobliskiego wylesiania. Ogniska wirusa Nipah – którego śmiertelność dochodzi nawet do 75% – coraz częściej powstają w pobliżu plantacji palm daktylowych, ponieważ nietoperze uwielbiają siedzieć na drzewach. Gorączka Lassa rozprzestrzenia się przez zainfekowane szczury.

Skąd przyjdzie pandemia?

Następna pandemia może wybuchnąć nawet w Stanach Zjednoczonych. Chociaż Chiny są znane jako największy na świecie konsument ofiar handlu dziką fauną i florą, mniej mówi się o tym, że USA zajmuje drugie miejsce. National Wildlife Property Repository prowadzone przez US Fish and Wildlife Service, to magazyn o powierzchni ponad 2 tys. metrów kwadratowych, pełen kości słoniowej, skór tygrysich i wypchanych gadów. Ale serwis zajmuje się również dużą ilością przemycanych żywych zwierząt. Rzeczywiście, wybuch epidemii ospy małp w 2003 r. w sześciu stanach USA został przypisany nielegalnej wysyłce szczurów i innych gryzoni z Ghany do Teksasu w celu handlu egzotycznymi zwierzętami domowymi – podobnie jak w Chatuchak.

Tak więc, zakazując sprzedaży pozyskanych nielegalnie dzikich zwierząt, ograniczając masowy transport żywych zwierząt i zapewniając wysokie standardy higieny rzezi, wszystko to może obniżyć możliwość kolejnej pandemii. Jednak zawsze będzie ryzyko, dopóki ludzie i zwierzęta będą współistnieć. – Nie możemy pozbyć się nietoperzy ani zlikwidować farm – mówi Osterholm. – Więc jedynym wyborem, jaki mamy, jest opracowanie szczepionek, które mogą chronić ludzi.

Czytaj też:
W tych 7 miejscach najczęściej spotykasz zarazki. Będziesz zdziwiony!

Źródło: Time
 2
  • A co "nasi" z dstl robią w Porton Down, Salisbury? Tylko nowiczoki?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    •  
      Ciekawe ile Chińczycy posmarowali dziennikarzowi. W Chinach takie epidemię wybuchają regularnie co kilka lat, raz wirus jest mniej groźny, raz groźniejszy. 10 lat temu SARS - władze chińskie ukrywały dopóki się dało, 5 lat temu ptasią grypa - władze chińskie ukrywały dopóki się dało, teraz koronawirusa - znów władze chińskie ukrywały dopóki się dało. Dlaczego takie epidemię nie wybuchają np. w Indiach z podobną liczba mieszkańców, zawsze Chiny, kto uwierzy, że to przypadek.
      Dodaj odpowiedź 9 0
        Odpowiedzi: 0

      Czytaj także