Czasopisma naukowe są zalewane przez kiepskie publikacje o koronawirusie. Jakie będą tego konsekwencje?

Czasopisma naukowe są zalewane przez kiepskie publikacje o koronawirusie. Jakie będą tego konsekwencje?

Dodano: 
Internet, zdjęcie ilustracyjne
Internet, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Fotolia / Monika Wisniewska
Dotyczące koronawirusa treści, nie mające pokrycia w faktach, coraz częściej trafiają nawet do poważnych czasopism naukowych. Problemowi nierzetelnych publikacji o COVID-19 przyjrzała się międzynarodowa grupa badaczy skupiona w sieci USERN. Akcję zainicjował naukowiec z Poznania.

„Od kwietnia wykonałem recenzję 60 prac dla pism biomedycznych, z których większość (tych recenzji – PAP) nie powinna nigdy powstać, nie mówiąc o ich przesyłaniu do czasopism naukowych” – powiedział PAP dr hab. Piotr Rzymski Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Naukowiec był pomysłodawcą i głównym autorem komentarza opublikowanego w piśmie „International Immunopharmacology”, a dotyczącego zalewu czasopism naukowych publikacjami . Współautorami jest siedemnaścioro badaczy z ośrodków naukowych z całego świata: USA, Belgii, Iranu, Wenezueli, RPA, Irlandii, Niemiec, zrzeszonych w sieci USERN – Universal Scientific Education and Research Network.

Naukowiec zauważa, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy, do głównych pism medycznych zgłoszono wiele tysięcy artykułów, z których większość dotyczy COVID-19. Generalnie zgłaszanych jest dużo więcej publikacji, niż przed pandemią. Wiele periodyków przyjęło strategię szybkiego publikowania artykułów na ten temat. „Konsekwencją jest publikowanie artykułów wątpliwej jakości. Są już znane przypadki wycofywania ich nawet z bardzo znanych czasopism, bo okazały się nie mieć poparcia w rzeczywistości” – zauważa dr hab. Rzymski.

Badacz opowiada, że recenzenci artykułów mają czasem zaledwie dzień lub kilka dni na recenzję. A gdy redakcja nie znajduje chętnych do tak szybkiej pracy – szuka dalej i znajduje osoby, które w końcu podejmą się tego zadania.

„Tego typu praktyki są szkodliwe dla wszystkich – dla periodyków o ugruntowanej pozycji i dla reputacji świata naukowego. Mogą być też potencjalnie niebezpieczne dla życia ludzi” – zauważa naukowiec. Opowiada, że sam recenzował publikację, której autor w treści przekonywał, żeby zwalczać koronawirusa wielogodzinnym wpompowywaniem gorącego powietrza do płuc pacjenta. W innej recenzowanej publikacji autorzy przedstawiali nie mające poparcia w faktach doniesienia na temat sztucznego wytworzenia COVID-19 w laboratoriach.

Dlaczego tak dużo pisano o koronawirusie?

Dr hab. Rzymski uważa, że w początkowej fazie epidemii „szybka ścieżka” publikowania na temat koronawirusa była uzasadniona. Ułatwiało to przepływ bardzo wówczas skąpych informacji o nowym wirusie, , a także przyspieszało rozwój krytycznie ważnych badań i poszukiwania leków. Jednak teraz, gdy podstawowe informacje są już znane – należałoby powrócić do standardowego trybu publikowania badań. W jego ocenie nie wpłynie to na spowolnienie powstania szczepionki.

„Już teraz trwają badania kliniczne dziesięciu preparatów, a ponad sto znajduje się na wcześniejszych etapach testowania” – przypomina.

Co motywuje autorów do publikowania niezbyt wiarygodnych tekstów? Dr hab. Rzymski tłumaczy to egoistyczną chęcią przedstawicieli różnych dziedzin nauki (nie zawsze nawet biomedycznych) wykorzystania sytuacji dla poprawy swoich wskaźników bibliometrycznych i legitymowania się publikacją w prestiżowym piśmie.

„Te osoby liczą na to, że ich artykuł przejdzie przez rzadsze sito szybkiej recenzji” – dodaje. Publikacje naukowe i ich cytowalność przekłada się z kolei na wyższą pozycję naukowca i jego instytucji.

Naukowcy w swoim komentarzu apelują do czasopism naukowych, by te stawiały na jakość publikowanych artykułów, a nie ilość i szybkość ich publikacji. „Jeśli nieprawidłowości dostrzegamy w najbardziej prestiżowych wydawnictwach, to jak musi wyglądać sytuacja w tych o mniej ugruntowanej pozycji?” – zastanawia się dr hab. Rzymski.

Komentarz dostępny jest na stronie internetowej.

PAP – Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

Czytaj też:
Koronawirus na przyjęciu weselnym. Pan młody zapłaci prawie 32 tys. zł

Źródło: Nauka w Polsce PAP