Koronawirus: Nie czekajmy z podaniem chlorochiny aż rozwinie się zapalenie płuc

Koronawirus: Nie czekajmy z podaniem chlorochiny aż rozwinie się zapalenie płuc

Dodano: 
Lekarstwa
Lekarstwa / Źródło: Pexels / Pixabay
Chlorochina jest dostępna tylko w szpitalach, bo z aptek wykupiłyby ją osoby, które może nigdy by jej nie potrzebowały, a później widzielibyśmy ogłoszenia: „Sprzedam lek na koronawirusa” – mówi dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog.

Do szpitali leczących chorych z koronawirusem trafiła kolejna partia chlorochiny: leku przeciwmalarycznego, pomocnego w leczeniu zakażeń SARS CoV-2. Komu ten lek może pomóc i czy są wskazania do jego stosowania?

13 marca tego roku prezes Urzędu Rejestracji wpisał do Charakterystyki Produktu Leczniczego leku chlorochina nowe wskazanie: leczenie wspomagające zakażeń koronawirusami typu beta, w tym SARS-CoV-2. Od tego czasu dyskusja, czy ten lek jest skuteczny czy nie, powinna się skończyć. Jeśli jest takie wskazanie, oznacza to, że możemy lek stosować. Skoro możemy zmniejszyć objawy zakażenia koronawirusem, warto to zrobić.

Kiedy należałoby stosować chlorochinę? W Wielkiej Brytanii prowadzi się badania, czy jest ona skuteczna w profilaktyce zakażeń koronawirusem.

Faktycznie, w Wielkiej Brytanii jest prowadzone takie badanie, jednak poczekajmy na jego wyniki. Nie mamy dowodów, że chlorochina działa profilaktycznie, czyli zapobiega zakażeniu. Na dziś lek ma wskazanie w leczeniu wspomagającym w przypadku wystąpienia zakażenia SARS-CoV-2.

Kiedy powinno się zacząć podawać chlorochinę w przypadku zakażenia koronawirusem?

Jak najszybciej, nie czekajmy z podaniem leku. Powinno się zacząć stosować chlorochinę, gdy pacjent ma potwierdzone zakażenie koronawirusem i występują objawy zakażenia. Leczenie należy wdrożyć tak szybko, jak to tylko jest możliwe. Ten lek jest swego rodzaju hybrydą: ma działanie przeciwzapalne i przeciwwirusowe. Hamuje dalszą fuzję komórki wirusa z komórką ludzką. Modyfikuje również receptor ACE2, który jest takimi „drzwiami wejściowymi” dla koronawirusa. Po tej modyfikacji wirusowi trudniej wejść do komórki. Lek powinien być wdrożony tak szybko, jak to tylko jest możliwe. Zmniejsza ryzyko, że infekcja się rozwinie.

Czyli nie można czekać, aż rozwinie się zapalenia płuc?

Absolutnie nie, wtedy już może być za późno. Im bardziej jesteśmy zabezpieczeni, tym lepiej. Zapalenie płuc rozwija się po kilku dniach infekcji koronawirusowej i rozkręca całą kaskadę stanu zapalnego, który potem staje się źródłem powikłań i ciężkiego przebiegu . Często podaje się chlorochinę z antybiotykiem: azytromycyną, jednak nie z powodu działania antybiotycznego azytromycyny, tylko przeciwzapalnego, znanego pulmonologom od lat.

Czy takie leczenie może spowodować skutki uboczne? Pojawiały się opinie o możliwych powikłaniach okulistycznych chlorochiny.

Oczywiście, są pewne przeciwwskazania do takiego leczenia, szczególnie dla pacjentów, którzy stosują takie leki jak amiodaron czy digoksyna. W takim przypadku konieczna jest konsultacja kardiologiczna. Jeśli chodzi o działania niepożądane chlorochiny, to nie można utożsamiać ich ryzyka przy przewlekłym stosowaniu (jak to się dzieje np. w przypadku reumatoidalnego zapalenia stawów) z sytuacją leczenia zakażeń koronawirusowych, gdy chlorochinę przyjmuje się 5-10 dni. To na tyle krótko, że działaniami niepożądanymi, jakie mogą się pojawić, są głównie nudności, bóle brzucha, bóle głowy. Nie są to takie działania niepożądane, które uniemożliwiają dalsze stosowanie leku. Ważne jest, żeby pacjenci przyjmujący chlorochinę mieli prawidłowy poziom potasu. Dotyczy to zwłaszcza osób, które przyjmują leki obniżające poziom potasu, np. diuretyki (leki moczopędne).

Najważniejsze jest jednak to, żeby pacjenci z chorobami przewlekłymi, takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, astma, POCHP, nadal stosowali leki, które przyjmowali wcześniej. Dobre kontrolowanie chorób kardiologicznych, cukrzycy, astmy, POCHP zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Nie należy samodzielnie modyfikować sposobu leczenia, nie należy odstawiać leków przeciw nadciśnieniu. W Internecie jest dużo niesprawdzonych doniesień, które mogą spowodować, że pacjenci umrą nie z powodu , tylko z powodu rozchwiania leczenia chorób przewlekłych.

Polski producent chlorochiny dostarczył lek do szpitali zajmujących się leczeniem zakażeń koronawirusem. Nie można go jednak przy wskazaniu infekcji koronawirusowych kupić w aptece. Czy to dobre rozwiązanie?

Na dziś tak, gdyż w przeciwnym wypadku lek wykupiłyby osoby, które być może nigdy nie będą go potrzebować. Często w takiej sytuacji powstaje „czarny rynek” i pacjenci, którzy mają wskazania do stosowania leku, muszą go kupować za ogromne sumy. Na początku epidemii koronawirusowej pojawiały się sytuacje, kiedy lek sprzedawano po 2,5 tys. zł. Osoby „bardziej sprytne” wykupiłyby lek i później widzielibyśmy ogłoszenia: „Sprzedam lek na koronawirusa”. Generowanie sytuacji, gdy osoby, które muszą liczyć złotówki w portfelu, dowiadują się, że jest coś, co mogłoby im pomóc, ale ich na to nie stać, jest działaniem nawet nie tyle nieetycznym, co wręcz nieludzkim. Fakt, że lek jest dostępny w szpitalach chroni, przed taką sytuacją. Najważniejsze, żeby był dostępny dla pacjentów.

W Internecie pojawiały się też opinie, że lepsza od chlorochiny jest hydroksychlorochina. To prawda?

Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. To tak, jak kiedyś się uważało, że dżinsy z Peweksu są lepsze od polskich. Mamy polski lek, od lat przyjmują go pacjenci z chorobami reumatycznymi i nigdy nie pojawiło się twierdzenie, że ten lek jest w jakiś sposób „gorszy” od innego. To argumentacja z placu targowego, której nie przyjmuję. Na dziś jest lek, możemy go podawać, nie jest obarczony znacznym ryzykiem toksyczności czy działań niepożądanych. Zajmijmy się tym, co najważniejsze: pomocą chorym, którzy mieli nieszczęście zachorować.

Dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii CM UJ Kraków i Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie

Czytaj także

 0