W niektórych województwach nawet 70 proc. gmin nie ma gabinetu ginekologicznego

W niektórych województwach nawet 70 proc. gmin nie ma gabinetu ginekologicznego

Dodano: 1
Gabinet ginekologiczny, zdjęcie ilustracyjne
Gabinet ginekologiczny, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. Dmitry Vershgain
Dostęp do ginekologa w małych miejscowościach często bywa utrudniony, a często wręcz nierealny. W niektórych województwach nawet 70 proc. gmin nie ma ani jednego gabinetu ginekologicznego. Dotyczy to zwłaszcza województwa podlaskiego, lubelskiego i mazowieckiego.

Z badań przeprowadzonych na potrzeby kampanii „W kobiecym interesie” wynika jednak, że choć 72 proc. Polek zdaje sobie sprawę z konieczności odwiedzania gabinetu ginekologa raz w roku, tylko 57 proc. robi to tak regularnie. Zaledwie 39 proc. pań decyduje się na wykonywanie badania cytologicznego raz w roku, 30 proc. natomiast równie regularnie poddaje się USG ginekologicznemu. Badają się głównie kobiety młodsze, w wieku 26–30 lat. Kobiety w grupie wiekowej 55–65 lat chodzą do specjalisty rzadziej niż raz na 2 lata.

– 3 mln kobiet praktycznie nie chodzi do ginekologa. 40 proc. twierdzi, że w sumie to nie ma takiej potrzeby – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Grzegorzewska, dyrektor korporacyjny Gedeon Richter Polska, inicjator kampanii „W kobiecym interesie”.

Badanie ginekologiczne jako działanie profilaktyczne

Kobiety rzadko odwiedzają ginekologa często nie dlatego, że nie chcą, boją się lub nie widzą potrzeby. Bywa, że po prostu nie mają takiej możliwości, ponieważ w ich gminie nie ma nawet gabinetu ginekologicznego. Zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli pt. „Dostępność świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych na terenach wiejskich. Lata 2016–2017”, w wielu regionach Polski wciąż brakuje równego dostępu do ambulatoryjnych świadczeń ginekologiczno-położniczych. Dotyczy to głównie terenów gmin wiejskich i miejsko-wiejskich, m.in. województwa mazowieckiego.

– Dla przykładu, w województwie podlaskim w 2017 roku na jeden gabinet ginekologiczny przypadało aż 27 tys. pacjentek, natomiast w gabinecie miejskim w tym samym województwie – 5 tys. pacjentek, więc ta dysproporcja jest bardzo duża. Jeżeli dołożymy do tego jeszcze kwestie lokalizacji, czyli np. są pacjentki, które mają nawet 50 km do najbliższego gabinetu, to zaczyna nam się robić rzeczywiście duży, systemowy problem – mówi Aneta Grzegorzewska.

Mieszkanki tych regionów zmuszone są do wielomiesięcznego oczekiwania na wizytę, pokonywania dużych odległości lub korzystania z prywatnej opieki ginekologa bądź położnika, co nie zawsze jest możliwe, bo nie każdą kobietę stać na wizyty w prywatnych placówkach.

– Chcemy zaapelować w naszej kampanii „W kobiecym interesie”, żeby kobiety pamiętały o tym, że dostęp do publicznej opieki zdrowia, do ginekologa i innych specjalistów, do terapii musi być dokładnie taki sam dla kobiety, która mieszka na wsi, i kobiety, która mieszka w mieście. Mamy dokładnie takie samo prawo i o to powinniśmy zabiegać – mówi Aneta Grzegorzewska.

Czytaj także:
Ginekolog o sposobach na zespół rozluźnienia pochwy

Źródło: Newseria / Zdrowie Wprost

Czytaj także

 1
  • ludmiła IP
    Dla mnie to trochę jest nie do pomyślenia, przecież kobieta żeby być pewna swojego stanu zdrowia to musi się regularnie badać. A jeśli nie ma gabinetu gienekologicznego w ich miejscu zamieszkania to jest chore. Chociaż z drugiej strony wiele kobiet które mieszka w dużych miastach w ogóle nie myśli o swoim zdrowiu. A zwykłe badanie cytologiczne nie wymaga niewiadomo ile czasu. A dzięki właśnie takim wizytom można sobie później oszczędzić strachu i nerwów. Mnie wyszło co prawda że mam infekcję wirusem hpv, ale jest na tyle wcześnie że mogę spokojnie się go pozbyć stosując żel papilocare
    Dodaj odpowiedź 11 1
      Odpowiedzi: 0