Lidia Buksak: Większość ludzi stresuje się przed wystąpieniami publicznymi i to jest absolutnie normalne
Art. sponsorowany

Lidia Buksak: Większość ludzi stresuje się przed wystąpieniami publicznymi i to jest absolutnie normalne

Dodano: 
„Ty też jesteś mówcą! Wystąpienia publiczne od A do Z” Lidia Buksak
„Ty też jesteś mówcą! Wystąpienia publiczne od A do Z” Lidia Buksak Źródło: Wydawnictwo Onepress
Jak pokonać stres i tremę przed wystąpieniem publicznym, gdy dłonie się pocą, głos drży, a twarz czerwienieje ze zdenerwowania? Ekspertka od autoprezentacji i autorka książek Lidia Buksak uspokaja: to zupełnie normalne – nawet najlepsi mówcy się stresują. W rozmowie z Wprost.pl tłumaczy, jak nauczyć się wystąpień publicznych bez stresu, dlaczego autentyczność to nie pretekst do bylejakości i co robić, by nawet introwertyk potrafił mówić z charyzmą i mocą. Poznaj najważniejsze zasady, które odmienią sposób, w jaki mówisz – w pracy, w życiu i na scenie.

Jak nauczyć się wystąpień publicznych bez stresu i tremy, gdy nie jesteśmy naturalnie pewni siebie i na przykład pocimy się z nerwów, trzęsą nam się ręce, a policzki pokrywa rumieniec?

Na początek trzeba jasno powiedzieć: większość ludzi stresuje się przed wystąpieniami i to jest absolutnie normalne. Powiem więcej – pewna dawka tremy pomaga, a nie szkodzi, sprawia bowiem, że jesteśmy bardziej skupieni, wyzwalają się hormony, które przygotowują do działania. Oczywiście czasem poziom stresu jest tak duży, że nas blokuje. I wtedy warto się tym zająć na głębszym poziomie niż tylko powtarzanie sobie „jakoś to będzie”. Te objawy tremy, które Pani wymieniła – bo to są objawy, a nie przyczyny – wynikają z kilku czynników. Przede wszystkim z błędnych przekonań o wystąpieniach, odbiorcach i sobie jako mówcy. Gdy myślimy, że wystąpienia są trudne, że to jakaś czarna magia, że publiczność czyha na nasze błędy, i powtarzamy sobie nieustannie „nienawidzę wystąpień”, to oczywiste, że wychodzenie na scenę będzie się jawiło jako coś nieprzyjemnego i powodowało stres. Trzeba więc najpierw uporządkować myśli – stawiać na swoje mocne strony, ale też w zdrowy sposób zauważać obszary do pracy w tym obszarze.

Ważne jest również, by pracować nad swoim nastawieniem, praktykować trening mentalny, robić ćwiczenia oddechowe. Choć i tak najważniejsze w zarządzaniu tremą jest dobre przygotowanie. Jego brak to przepis na kłopoty, a nawet klęskę. I jasne, że poziom stresu rośnie wprost proporcjonalnie do braku przygotowania. Przy czym należy pamiętać, że przygotowanie przygotowaniu nierówne. Nie wystarczy opracować slajdy i przejrzeć je przed wystąpieniem. Trzeba dobrze przemyśleć i ułożyć narrację, a potem ćwiczyć! I to na głos – samo myślenie o prezentacji nie wystarczy. Stres jest rezultatem. Aby więc nim zarządzać, musimy sprawdzić, co jest jego przyczyną w naszym przypadku, i z tym pracować.

Autentyczność to podstawa profesjonalnego wizerunku

W swojej najnowszej książce pisze Pani o autentyczności mówcy. Jak w praktyce zachować autentyczność na scenie, nie tracąc profesjonalnego wizerunku?

Autentyczność na scenie to podstawa profesjonalnego wizerunku i wiarygodności, a jednocześnie pokazywanie prawdziwego siebie, oczywiście w kontekście tematu wystąpienia. Publiczność natychmiast wychwyci każdą próbę udawania kogoś innego, a jeśli tak się stanie, na pewno nie zaufa mówcy. Jednak autentyczność bywa także pułapką lub wymówką. Ona nie oznacza, że można robić, co się chce i jak się chce – bo „już taki jestem”. Przykładowo nie oznacza, że mówca może przeklinać w czasie wystąpienia, choć zwykle to robi, zupełnie mu to nie przeszkadza, a nawet uważa, że gdy przeklina, jest autentyczny. Albo że można mówić niewyraźnie, bełkotać, ponieważ prelegentowi nie chce się otwierać ust. Warto tu przypomnieć cytat z Alexisa de Tocqueville’a: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – w tym przypadku publiczności. Chęć eksponowania swojej autentyczności nie może więc oznaczać, że nie szanujemy odbiorców. I to szacunek do publiczności jest granicą, której nie można przekroczyć, jeśli chce się pokazać swoją autentyczność i budować profesjonalny wizerunek.

Jak liderzy mogą wykorzystać wystąpienia publiczne do budowania autorytetu i zaufania w zespole? Czy to w ogóle możliwe?

Oczywiście, że możliwe, choć jest warunek: spójność tego, co lider mówi, z tym, co robi. Zaufania nie buduje się jednym wystąpieniem, ale może to być zaczyn. Autorytetu również nie buduje się jedną wypowiedzią, ale można go wzmocnić, prezentując swoje pomysły w świadomy i nowoczesny sposób. A z tym bywa różnie. Z badań wynika, że dwie trzecie pomysłów biznesowych nie doczekuje się realizacji. Nie dlatego, że okazują się głupie albo niemożliwe do sfinansowania, tylko dlatego, że zostały źle opowiedziane. Ktoś, kto o nich mówił, nie potrafił ich przedstawić w taki sposób, by decydenci albo zespół uznali je za warte wysiłku potrzebnego do ich wdrożenia. Ktoś nie pokazał ich jako idei wartych zaangażowania, nie zainspirował, nie zmotywował do działania i współpracy. Tak właśnie umierają idee, pomysły, rozwiązania. Nawet te bardzo dobre. Tak również upadają autorytety.

Nie wystarczy zatem mieć strategię działania (oczywiście liderzy powinni ją mieć). Trzeba umieć o niej opowiedzieć i ją sprzedać. Pewne jest więc, że jeśli ktoś chce być liderem, to wystąpienia publiczne go nie ominą – to przecież mówiąc, pokazujemy ludziom kierunek, w którym podążamy; mówiąc, motywujemy i inspirujemy; mówiąc, wywieramy wpływ. „Niemy” lider nie jest liderem, tylko zarządcą. Dlatego wystąpienia liderskie powinny być komunikacją na najwyższym poziomie – nowoczesną, celową, inspirującą i nietuzinkową.

Chcesz efekty WOW? Postaw na storytelling i dobre przygotowanie

W jaki sposób przygotować skuteczną prezentację biznesową, która angażuje emocje i pozostawia efekt „wow”?

Na pewno nie zaczynamy od przygotowania slajdów. Zaczynamy od analizy sytuacji. Trzeba właściwie określić, do kogo będziemy mówić i jakie potrzeby ma ta konkretna publiczność. Jeśli z tym samym tematem zwrócimy się do innych odbiorców, będziemy mówić na innym poziomie szczegółowości, na odmienne sprawy położymy nacisk, a o niektórych rzeczach w ogóle nie wspomnimy. Wynika to z innych potrzeb publiczności – zarządu, zespołu, publiczności na konferencji branżowej. Kolejnym krokiem jest określenie celu wystąpienia: po co będziemy mówić o tym mówić i z czym ludzie mają wyjść z naszego wystąpienia. Od razu powiem, że cel informacyjny („aby wiedzieli”) to za mało. Potrzebne jest określenie celu perswazyjnego („jaki wpływ chcę wywrzeć”). Jeżeli dobrze przeanalizujemy, do kogo i po co będziemy mówić, zaczynamy zbierać pomysły: inspiracje, dane, argumenty, informacje, których chcemy użyć. Potem trzeba je uporządkować w logiczną strukturę i złożyć w ciekawą narrację, pamiętając, że w każdej prezentacji biznesowej powinny się znaleźć nie tylko twarde fakty, ale również elementy miękkie, ponieważ to one przykuwają uwagę i angażują publiczność. Takie storytellingowe elementy wystąpienia przybliżają mówcę do słuchaczy, sprawiają, że jest im łatwiej zrozumieć skomplikowane tematy i zapamiętać to, co istotne, a przede wszystkim wywołują emocje. W efekcie to dzięki nim osiągamy efekt „wow”.

Dopiero gdy mamy ciekawą narrację, osadzoną w mocnej strukturze, przygotowujemy slajdy – one bowiem powinny wzmacniać przekaz, a nie go zastępować. Czasy „czytaczy slajdów”, którzy słowo w słowo odczytują ich treść, i to stojąc tyłem do publiczności, już minęły. Kluczowe w dobrym przygotowaniu jest też ćwiczenie i testowanie. Warto wielokrotnie powtarzać swoje wystąpienia na głos, mierzyć czas, wychwytywać miejsca, w których „coś nie chodzi”, testować elementy storytellingowe. Jak widać, trzeba poświęcić trochę czasu na dobre przygotowanie – ale warto, jeśli chcemy, by publiczność zapamiętała wystąpienie.

Nikt nie rodzi się świetnym mówcą

Jak budować wiarygodność i charyzmę na scenie, jeśli z natury jesteśmy introwertykami?

Nikt się nie rodzi wiarygodnym i charyzmatycznym mówcą. Możemy się jednak nauczyć tak mówić, by ludzie nam wierzyli i postrzegali nas jako charyzmatycznych. Wiele osób myśli, że osoby ekstrawertyczne są z natury charyzmatyczne, a więc że są lepszymi mówcami niż introwertyczne (tu warto zaznaczyć, że prosty podział na ekstrawertyków i introwertyków jest dziś kwestionowany).

Otóż z mojego wieloletniego doświadczenia trenerki wystąpień publicznych wynika, że jest odwrotnie: wystąpienia osób ekstrawertycznych często są chaotycznym i pustym show. Introwertycy natomiast, choć jest im na początku trudniej, mogą być świetnymi mówcami – przekaz, mimo że mniej spektakularny, jest jasny i uporządkowany. Aby mieć charyzmę na scenie, jedni i drudzy muszą przepracować swoje „demony”. Ekstrawertycy – zapanować nad własnym ego i chaosem, również w mowie ciała, nauczyć się przygotowywać i pilnować czasu. Introwertycy – przepracować swoje lęki, niepewność, popracować z głosem, gestykulacją i postawą. Gdy to opanują i sięgną po dobre, nowoczesne narzędzia do przygotowania prezentacji – wówczas mogą być znakomitymi mówcami.

Jest Pani doświadczoną trenerką od ponad 30 lat szkolącą mówców. Co według Pani najbardziej zmieniło się w sztuce prezentacji po erze pandemii i rozwoju wystąpień online?

Wiele się zmieniło, i to nie tylko przez pandemię i rozwój komunikacji online. Po prostu coraz lepiej rozumiemy mechanizmy komunikacji, a także to, jak pracuje mózg odbiorcy i co sprawia, że przekaz jest skuteczny. Najważniejsze, że mamy świadomość, że mówca nie występuje dla siebie, tylko dla publiczności. To niby oczywiste, ale często mówcy o tym nie wiedzieli lub zapominali.

Wciąż zresztą obserwuję zdziwienie na twarzach uczestników moich szkoleń, gdy przytaczam słowa Stanisława Jerzego Leca: „Nie wystarczy mówić do rzeczy. Trzeba mówić do ludzi”. Byliśmy nauczeni, że prezentacja służy do przekazywania informacji. Obecnie wiemy, że to za mało: dziś informację można pozyskać w dowolny sposób, więc gdyby chodziło tylko o nią, mówca nie byłby potrzebny. Wystarczyłoby napisać e-mail. Tak więc odkrywanie, że w centrum wystąpienia są publiczność i jej potrzeby – a nie fakty i ego mówcy – jest nowym podejściem.

W czasie pandemii zmieniło się też nasze postrzeganie kamery i komunikowania online. Przed pandemią niewielu mówców potrafiło mówić do kamer, większość osób się jej obawiało. Dziś niemal każdy traktuje kamerę jak jedno z podstawowych narzędzi w komunikacji biznesowej. Jednocześnie, choć funkcjonowanie online jest naszą codziennością, po pandemii i deficycie bezpośredniego kontaktu bardzo doceniamy wydarzenia stacjonarne, pozwalające być bliżej ludzi.

Dzisiaj sceną jest wszystko: spotkanie z zespołem randka, a nawet zebranie wspólnoty mieszkaniowej

Zauważa Pani, że każdy z nas jest mówcą, nawet jeśli nie występuje na scenie. Jak Pani to rozumie?

Kiedyś myśleliśmy, że wystąpienie publiczne to tylko te na wielkiej scenie, z publicznością liczącą przynajmniej kilkadziesiąt osób. Tymczasem dziś sceną jest wszystko: rozmowa jeden na jeden, spotkanie z zespołem, wypowiedź na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, prezentacja online, a nawet randka.

Dlaczego? Bo też chcemy wywrzeć dobre wrażenie. Chcemy mówić tak, by publiczność, nawet jeśli to jedna osoba, nas słuchała, i zwykle chcemy coś osiągnąć – dokładnie tak samo jak w czasie wystąpień na dużej scenie. To, co różni te wystąpienia, to skala i narzędzia, których używamy. Różnić się będzie na przykład mowa ciała, ale cele pozostają te same. Dlatego śmiało możemy mówić, że dziś każdy jest mówcą – w pracy i w życiu.

Jak się przygotować do wystąpienia ad hoc, kiedy nie ma czasu na notatki ani próbę? Czy warto improwizować?

Czasem nie ma wyjścia i trzeba improwizować. Ale: „najlepsza improwizacja to ta dobrze przygotowana”. Tak więc – przewrotnie – wystąpienie ad hoc, które z założenia jest wypowiedzią bez przygotowania, można przygotować. Taka wypowiedź, aby miała sens, a nawet była błyskotliwa, musi mieć swoją strukturę, a tę można wyćwiczyć wcześniej.

W mojej nowej książce „Ty też jesteś mówcą! Wystąpienia publiczne od A do Z” pokazuję to dokładnie, a tu powiem ogólnie, na przykładzie sytuacji, w której ktoś nagle zadaje nam pytanie i chcemy na nie sensownie odpowiedzieć. Zwykle wiemy, co powiedzieć, bo przecież znamy się na rzeczy, a nawet jesteśmy specjalistami w danej dziedzinie – w tej sytuacji problemem jest „wywołanie do tablicy”.

I tu przyda się struktura, która pomoże szybko uporządkować myśli i zbudować wypowiedź. I tak w pierwszym zdaniu odwołujemy się do istoty, głównej tezy, zasadniczej wątpliwości, która pada w pytaniu, i dopowiadamy ogólnie „nasz punkt widzenia”. Następnie przywołujemy argumenty – nie więcej niż trzy – na poparcie swojej opinii. Na koniec ją powtarzamy. Taka struktura wypowiedzi sprawia wrażenie przemyślanej, a my czujemy się pewnie. Warto po prostu mieć ją w głowie albo poćwiczyć wcześniej na jakimś hipotetycznym pytaniu, by w sytuacji, gdy ktoś nas zaskoczy, odpowiedzieć spokojnie i rzeczowo.

Nawet, jeśli lubisz spontany, przygotuj się!

Jaką jedną zmianę w sposobie mówienia lub myślenia o wystąpieniach publicznych poleciłaby Pani każdemu, kto chce „mówić z mocą”?

Z pewnością byłyby to dwie rzeczy. Pierwsza to zmiana myślenia z „muszę zabłysnąć, moje wystąpienie musi być idealne” na „chcę dać wartość mojej publiczności, bo to nie ja, tylko publiczność jest najważniejsza”. I druga – zmiana podejścia z „ja to lubię tak z serducha, na spontanie, a przygotowanie mnie ogranicza, nie lubię się przygotowywać” na „przygotowanie jest podstawą i pomoże mi mówić z sensem, bo po co mówić bez sensu”. Te zmiany w rozumieniu, o co chodzi w nowoczesnych wystąpieniach, sprawią, że będziemy działać inaczej i osiągniemy lepsze efekty.

„Ty też jesteś mówcą! Wystąpienia publiczne od A do Z” to bardzo ciekawie przygotowana pozycja. Pod każdą literą alfabetu znajduje się hasło lub kilka związanych z tematem (autoprezentacja, charyzma, trema, storytelling itd.). Skąd ten pomysł?

Tak, to oryginalna forma – dotąd nie było takiej na naszym rynku. Alfabetyczne ułożenie treści sprawia, że łatwo jest odszukać dany temat i szybko skorzystać ze sposobów, które pokazuję. A stoi za tym rozumienie potrzeb odbiorców. Dziś czytelnik nie chce przeszukiwać całej książki, by znaleźć to, czego potrzebuje w danym momencie. On chce szybko dostać uporządkowaną wiedzę na dany temat, czyli jasne wskazówki i instrukcje, jak działać, a także inspiracje i ćwiczenia, by móc się tego nauczyć. Właśnie dlatego każdy rozdział zawiera osobne zagadnienie, z klarownymi instrukcjami i ciekawymi historiami.

Można czytać tę treść tradycyjnie, czyli po kolei, ale można też wybierać sobie to, czego w danym momencie najbardziej potrzebujemy albo co nas zaciekawi. Na przykład jeśli mamy wystąpić na konferencji, wziąć udział w panelu dyskusyjnym lub udzielić wywiadu, nie musimy przeszukiwać całej książki – możemy szybko odszukać odpowiedni rozdział, który mówi dokładnie o tym, i dostać jasną instrukcję, jak się przygotować, by świetnie wypaść. Z tego, co słyszę od osób, które już tę książkę przeczytały lub właśnie ją czytają, wynika, że bardzo doceniają tę formę, ponieważ daje im swobodę w wyborze zagadnień i lekturze, czyli oszczędność czasu, a to dzisiaj największy luksus.

Źródło: Wydawnictwo Onepress