COVID-19 coraz bardziej zaraźliwy. Epidemiolożka: Nawet pracoholicy nie są w stanie wstać z łóżka

COVID-19 coraz bardziej zaraźliwy. Epidemiolożka: Nawet pracoholicy nie są w stanie wstać z łóżka

Dodano: 1
Dr n. med. Joanna Jursa-Kulesza
Dr n. med. Joanna Jursa-Kulesza Źródło: Archiwum prywatne / Archiwum prywatne Joanny Jursy-Kuleszy
Znam osoby, które na COVID-19 chorowały nawet 2-3 razy w roku – mówi dr n. med. Joanna Jursa-Kulesza, specjalista mikrobiologii lekarskiej z Zespołu Kontroli Zakażeń w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie.

Aleksandra Zalewska-Stankiewicz, „Wprost”: Ile razy można chorować na COVID-19?

Dr n. med. Joanna Jursa-Kulesza: Znam osoby, które chorowały nawet 2-3 razy w roku. Pamięć immunologiczna po przechorowaniu COVID-19 nie jest tak trwała jak np. przechorowanie na odrę, które warunkuje odporność na całe życie. Poza tym cały czas pojawiają się nowe warianty koronawirusa, które odpowiedzialne są de facto za nowe zakażenia. W związku z tym, tak jak w przypadku grypy, wciąż pracuje się nad kolejnymi szczepionkami. Ta, która w Polsce będzie dostępna od 6 grudnia, jest już trzecią modyfikacją szczepionki w ostatnich trzech latach. I pewnie nie ostatnią. Wszystko wskazuje na to, że każdego roku, tak jak w przypadku grypy, będą pojawiały się udoskonalone wersje szczepień. Wirus SARS-CoV-2 zadomowił się na świecie i musimy mieć tego świadomość.

Jak aktualnie objawia się COVID-19? Czy jest coś charakterystycznego dla nowego wariantu wirusa?

Zazwyczaj dominuje ból gardła, podobny do anginy. Pacjenci skarżą się na suchość w gardle i na męczący kaszel. Charakterystyczne są też: też wysoka temperatura, dreszcze, przeszywające zimno do kości, bóle mięśniowo-stawowe i bóle głowy. Często objawy SARS-CoV-2 przypominają grypę. Natomiast rzadko słyszy się ostatnio o tym, aby zakażeniu koronawirusem towarzyszyła biegunka. Natomiast pacjenci narzekają na brak sił, nawet ci, którzy nazywają się pracoholikami, nie są w stanie wstać z łóżka. Nie mają na to siły.

Rządowe statystyki mówią o 2-3 tysiącach zachorowań dziennie. W rzeczywistości może ich być więcej?

Tak, ponieważ oficjalne statystyki dotyczą wyłącznie tych pacjentów, którzy wykonali test zlecony przez lekarza POZ lub w szpitalu. Nie do końca więc odzwierciedlają one rzeczywistość, a tym samym nie znamy dokładnej skali zakażeń. W naszej placówce wprowadziliśmy codzienne monitorowanie oddziałów. I z moich obserwacji wynika, że mało pacjentów trafia do szpitala wyłącznie z powodu COVID-19. Na 1000 pacjentów, od 15 do 20 osób, jest hospitalizowanych z powodu SARS-CoV-2. Nie jest to skala, z którą moglibyśmy się porównywać, patrząc na rok 2020 czy 2021, kiedy COVID-19 był głównym powodem przyjęć do szpitala. Zdarzają się również zachorowania epidemiczne, tzw. ogniska szpitalne. kiedy pacjenci przyjmowani są do szpitala z zupełnie inną chorobą w trakcie okresu wylęgania COVID-19, a na 2-3 dzień zaczynają gorączkować i okazuje się, że są zakażeni wirusem SARS-CoV-2. Niestety często zaczynają chorować pacjenci z jednej sali – jest to tzw. transmisja kropelkowa – a także personel opiekujący się pacjentem.

Zdarzają się tak tragiczne przebiegi zakażeń, jakie pamiętamy z początków pandemii?

Teraz raczej nie widzimy taki dramatycznych sytuacji, choć przypadki ciężkiego przebiegu zakażenia również się zdarzają. Dotyczą one głównie starszych pacjentów, z wielochorobowością, leczonych przeciwnowotworowo czy przyjmujących leki immunosupresyjne. Uważam, że właśnie te osoby w pierwszej kolejności powinny 6 grudnia zapisać się na szczepienie, które będzie dedykowane nowym wariantom wirusa, krążącym w Polsce.

Podkreśla się, że aktualnie koronawirus jest bardziej zaraźliwy niż wcześniej. Z czego to wynika?

Transmisyjność wirusa faktycznie jest większa. Wirusy muszą przetrwać w naszym otoczeniu. W związku z tym każdy wariant, począwszy od tego z Wuhan, poprzez Alfę, Deltę, Omikron czy jego nowe podwarianty: Kraken, Eris i Pirola, zwiększa swoją zakaźność, po to, aby przetrwać w środowisku. Ale z tym na szczęście nie koreluje cięższy przebieg zakażeń. Ubolewam nad tym, że w Polsce zaprzestano badań wirusologicznych, które są dla nas niezwykle ważne z punktu widzenia korelacji transmisyjności wirusa z przebiegiem zakażeń. Polscy wirusolodzy i epidemiolodzy aktualną wiedzę czerpią ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec i Wielkiej Brytanii. Brak wiedzy na temat krążącego wariantu daje nam bardzo małe szanse, aby go szybko wychwycić. W przyszłości może się okazać, że do szpitali nagle trafi mnóstwo osób z poważnymi powikłaniami po COVID-19, a my nie będziemy znać dokładnej przyczyny zakażeń.

Czyli do końca nie wiadomo, jaka odmiana wirusa jest odpowiedzialna za nowe zachorowania w Polsce?

Na pewno krążą nowe podwarianty Omicrona: Kraken (XBB.1.5), Eris (EG.5.1) i Pirola (BA.2.86), które były identyfikowane w Europie, na Wyspach Brytyjskich pod koniec sierpnia. Sezon jesienno-zimowy sprzyja rozprzestrzenianiu wirusów oddechowych, w tym SARS-CoV-2. A jak wspominałam, szczepienia, które mieliśmy wcześniej, nie obejmują tych wariantów koronawirusa. Co nie znaczy, że w ogóle nas nie chronią. Z pewnością dzięki wcześniejszym szczepieniom pacjenci mają lżejszy przebieg choroby i nie są narażeni na powikłania.

Czy COVID-19 atakuje też dzieci?

Zakażenia przenoszone drogą kropelkową, w tym grypa i COVID-19, to głównie zakażenia, które szerzą się w grupie dzieci, między innymi w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Nie możemy o tym zapominać, zwłaszcza, że dzieci mogą przenosić wirusy na dorosłych.

W okresie jesienno-zimowym zachęcam rodziców, aby zaszczepili swoje pociechy na grypę, która – zgodnie z przewidywaniami – w styczniu i lutym będzie dominowała właśnie w grupie najmłodszych.

Powikłania po niej mogą być bardzo poważne, łącznie z zapaleniem trzustki, a w konsekwencji cukrzycy insulinozależnej. Szczepionka przeciw grypie może zostać podana dzieciom od 6 miesiąca życia. W przypadku starszych dzieci, od 12 roku życia, powinno się rozważyć szczepienie przeciw COVID-19.

Czy możemy doświadczyć pandemii bis?

Na pewno w najbliższych miesiącach służba zdrowia będzie musiała zmierzyć się z trudną sytuacją epidemiologiczną, na którą nałoży się duża liczba zachorowań na grypę, jak i na COVID-19. Może mniej osób będzie trafiało do szpitali, jednak przychodnie będą oblężone, czego przedsmak mamy już teraz. Jeszcze raz apeluję do osób starszych, mających chore płuca i serce oraz cukrzyków, aby każdego roku zabezpieczały się szczepieniem przed grypą i wirusem SARS-Cov-2. Dzięki temu w dużym stopniu można ograniczyć ryzyko powikłań, do których należy zapalenie płuc, często wymagające hospitalizacji.

Nie ma oficjalnych obostrzeń, a wirus grasuje. W jaki sposób sami możemy siebie chronić?

Trzeba mieć świadomość, że wśród nas krążą różne wirusy, nie tylko COVID-19. Powinniśmy jak najczęściej dezynfekować ręce. Koronawirus jest bardzo łatwy do usunięcia, ponieważ zawiera osłonkę lipidową, którą bardzo łatwo można uszkodzić mydłem, płynem do dezynfekcji, do mycia naczyń czy podłóg. A bez tej osłonki traci moc zakażania. W związku z tym jak najczęściej trzeba myć nie tylko ręce, ale też klamki, przecierać powierzchnie w biurach, sklepach czy przychodniach i szpitalach. Te czynności porządkowe powinny wejść nam w krew. Jeśli nie będziemy przestrzegać zasad higieny, wirus szybko dostanie się z powierzchni naszych rąk na błony śluzowe jamy ustnej, nosa czy oczu.

Natomiast osoby przeziębione, zwłaszcza te zmagające się z chorobami przewlekłymi, powinny ograniczyć swoje wyjście z domu. A jeśli koniecznie muszą wyjść, powinny pamiętać o maseczkach. Zwłaszcza, że w najbliższych dniach mnóstwo osób będzie gromadziło się w sklepach czy komunikacji miejskiej. A szkoda być chorym na święta. Od 6 grudnia w Polsce będzie możliwość zaszczepienia się przeciwko nowym wariantom koronawirusa, to ważny element profilaktyki zakażeń. Pamiętajmy, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Czytaj też:
Przypadków COVID-19 przybywa. Eksperci mówią o kryzysie popandemicznym
Czytaj też:
Przykra pamiątka po COVID 19: objawy ze strony układu nerwowego