60 proc. dzieci trafia na onkologię z zaawansowanym rakiem. Dwa razy więcej niż przed pandemią

60 proc. dzieci trafia na onkologię z zaawansowanym rakiem. Dwa razy więcej niż przed pandemią

Dodano: 1
Dwa razy częściej nowotwory u dzieci są dziś rozpoznawane w późniejszych stadiach
Dwa razy częściej nowotwory u dzieci są dziś rozpoznawane w późniejszych stadiach / Źródło: Shutterstock
– Mamy w klinice pacjentów, którzy byli leczeni przeciwbólowo i rehabilitowani przez rok. Nikt nie pomyślał, że to może być nowotwór. U jednego z dzieci praktycznie nie było już miejsca w organizmie, gdzie nie pojawił się przerzut. Żniwo epidemii COVID-19 będziemy widzieć za 2-3 lata, a nowotwory u dziecka rozwijają się błyskawicznie – mówi Wprost prof. Anna Raciborska z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Wprost: Dzieci trafiają do leczenia w dużo późniejszych stadiach raka?

Prof. Anna Raciborska: Dużo większy procent dzieci trafia dziś do nas w zaawansowanych stadiach. Szczególnie między czerwcem 2020 a marcem 2021 bardzo dużo dzieci trafiało w tak zaawansowanych stadiach, jakich w przypadku mięsaków, nie widzieliśmy od wielu lat. Dzieci miały zmiany rozsiane właściwie w całym organizmie. W przypadku przedłużającego się bólu często były poddawane rehabilitacji, długo leczone przeciwbólowo, bez należytej wcześniejszej diagnostyki. Mamy w klinice pacjentów, którzy byli tak leczeni przez kilka miesięcy, bo nikt nie pomyślał, że to może być nowotwór.

Zdarzają się sytuacje, że dziecko trafia do nas z tak licznymi przerzutami, że praktycznie nie ma miejsca w organizmie, gdzie nie ma nowotworu.

Przez zdalną naukę i pracę rodzice częściej byli z dziećmi. Nie zauważyli zmian, czy placówki medyczne i szpitale były „zamknięte” przez COVID-19?

Kliniki onkologii dziecięcej przez cały czas pracowały i pracują w okresie . Nasza klinika cały czas przyjmowała pacjentów. Najgorsza sytuacja była na początku pandemii, kiedy ludzie bali się iść do lekarza, rodzice też często woleli zadzwonić i uzyskać poradę. Z drugiej strony był duży problem z dostępnością do lekarzy pierwszego kontaktu. Niestety, w przypadku małego dziecka teleporady często się nie sprawdzają. Rodzic nie musi skojarzyć, że mały guzek może być czymś niebezpiecznym. Lekarz, nie badając dziecka, nie zawsze jest w stanie stwierdzić, co mu jest. Im mniejsze dziecko, tym mniej nam powie, co mu dolega, a nawet jeśli powie, to nie zawsze jest to adekwatne do rzeczywistego stanu. Dzieci nie zawsze np. odróżniają bóle brzucha od nudności.

Z drugiej strony, nikt z rodziców nie dopuszcza do siebie myśli, że jego dziecko może mieć nowotwór.

Gdy rodzice przychodzą do nas do kliniki już z rozpoznaniem, mówią: „Nie byłem na to przygotowany, myślałem, że to coś innego”.

 1

Czytaj także