Epidemia COVID-19 dotknęła wcześniaki. „Obawiamy się zamknięcia oddziałów”

Epidemia COVID-19 dotknęła wcześniaki. „Obawiamy się zamknięcia oddziałów”

Dodano: 
Wcześniak potrzebuje obecności rodziców
Wcześniak potrzebuje obecności rodziców Źródło: Shutterstock / Steve Lovegrove
– Liczba chorych na COVID-19 rośnie, zróbmy wszystko, by oddziały dla wcześniaków nie były znów zamknięte dla rodziców. Apelujemy do rodziców o szczepienia, można szczepić się też w ciąży – mówi prof. Ewa Helwich, krajowa konsultant w dziedzinie neonatologii. Przypomina, że obecność rodzica na oddziale intensywnej terapii, kangurowanie, a także muzyka stymulują rozwój wcześniaka.

Jedno na 10 dzieci w Polsce rodzi się przedwcześnie. Wcześniaki z niską i skrajnie niską masą ciała często przez wiele tygodni muszą przebywać w inkubatorze, na oddziale intensywnej terapii, podłączone do respiratora. – Epidemia COVID-19 tych statystyk specjalnie nie zmieniła, zmieniło się natomiast to, że na początku oddziały, na których przebywają wcześniaki, były zamknięte dla rodziców. Do stresu związanego z przedwczesnym urodzeniem dziecka, dołączył się ogromny stres braku kontaktu – mówi prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, neonatolog, prezes Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.

Czytaj też:
Najpierw RSV, teraz COVID-19. Prof. Kuchar ostrzega: Szpitale są pełne chorych dzieci

Rok temu wszyscy walczyli, by najmniejsze dzieci, które przyszły na świat, nie były na nim w pierwszych tygodniach życia same. W niektórych szpitalach, m.in. w warszawskim szpitalu im. ks. Anny Mazowieckiej, przy ul. Karowej w Warszawie, zorganizowano wtedy akcję „Oko na malucha”: rodzice oglądali dzieci przez podłączone na oddziale kamerki. – Nie jest to jednak to samo, co kontakt osobisty. Nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie, co odczuwały wtedy mamy, jak bardzo bały się o swoje dzieci – dodaje prof. Borszewska-Kornacka.

Dzięki działaniom Fundacji Koalicja dla Wcześniaka udało się bardzo szybko wpisać rodziców wcześniaków do grupy „0” szczepień: mogli zaszczepić się równocześnie z medykami.

W wielu szpitalach – choć nie bez trudu – otworzyło to im drzwi do oddziałów, na których przebywały ich dzieci. – To była bardzo ważna decyzja, bo rodzice nie są osobami odwiedzającymi wcześniaki, oni są osobami prowadzącymi terapię – podkreśla prof. Borszewska-Kornacka.