Katastrofa w onkologii? Zgłasza się o 30 proc. mniej pacjentek

Katastrofa w onkologii? Zgłasza się o 30 proc. mniej pacjentek

Dodano: 
Naga kobieta
Naga kobieta / Źródło: Pixabay / StockSnap
Wiele kobiet podejrzewa, że coś złego dzieje się w piersiach, ale nie przychodzi, obawiając się koronawirusa. Stracony czas może spowodować, że gdy się zgłoszą, rak piersi będzie zaawansowany. A jeszcze przed pandemią COVID-19 śmiertelność z powodu raka piersi w Polsce rosła, w odróżnieniu od innych krajów – mówi dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, onkolog.

Boimy się diagnozy raka, jeszcze bardziej teraz, w czasach epidemii COVID-19. Jak pandemia wpłynęła na leczenie raka piersi?

Do naszego ośrodka zgłasza się o ok. 1/3 mniej pacjentek niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Niestety, wiele pacjentek mimo że ma podejrzenie, że coś niepokojącego może dziać się w piersiach, nie zgłasza się na badania do ośrodków onkologicznych, obawiając się ryzyka zakażenia koronawirusem. Czekają. Niestety, ten stracony czas może spowodować, że gdy się zgłoszą, to nowotwór będzie zbyt zaawansowany, by móc przeprowadzić wyłącznie leczenie oszczędzające. Zwlekanie ze zgłoszeniem na badania to zły pomysł.

Ta jedna trzecia nowotworów piersi na pewno nie zniknęła…

Być może pacjentki wybierają mniejsze ośrodki, kierując się tym, że będzie w nich mniejsze ryzyko zakażenia COVID-19. Być może jest pewna logika w takim myśleniu, jednak tzw. centra kompetencji, czyli Breast Cancer Units, są ośrodkami przeznaczonymi do leczenia raka piersi. Konieczne jest konsylium, dyskusja lekarzy kilku specjalności, by wybrać najbardziej optymalne leczenie. Nie mówię, że koledzy z mniejszych ośrodków popełniają błędy, jednak zauważam, że wybór leczenia w tych małych ośrodkach nie zawsze jest optymalny.

Czytaj też:
„Rak jest groźniejszy niż COVID. Stać cię na nową spódnicę? Idź zrób USG prywatnie"

Przychodzą na konsultację pacjentki, które wcześniej były leczone w innych ośrodkach i okazuje się, że nie zawsze dokonano wcześniej najlepszych wyborów. Gdyby zgłosiły się do takiego ośrodka Breast Cancer Unit, to leczenie byłoby jednak inne. Rozumiem, że pacjentki boją się COVID-19, jednak rak piersi jest poważną chorobą, a COVID nie sprawił, że mniej ważną. Jeśli nie podejmie się leczenia raka piersi na odpowiednim etapie, to jest to choroba śmiertelna.

Jeszcze przed epidemią COVID-19 było głośno, że w innych krajach spada śmiertelność z powodu raka piersi, a Polska jest pod tym względem niechlubnym wyjątkiem: śmiertelność rośnie. Dlaczego?

Na pewno jednym z problemów jest to, że pacjentki zgłaszają się stosunkowo późno, z dużym guzem. Rozpoczęcie leczenia jest u nas statystycznie opóźnione o około kilka miesięcy. Te kilka miesięcy odgrywa ogromną rolę i przekłada się na wyniki leczenia. Mam wrażenie, że w Polsce dużo osób nie ma zaufania do medycyny oficjalnej. Widzę to wśród stosunkowo młodych pacjentek: często zanim podejmą właściwe leczenie, tracą czas na poszukiwanie „cudownych metod”. Tracą czas, który jest tak ważny.

Druga rzecz: w Polsce wciąż pokutuje pogląd, że rak to już wyrok. Przykład z ostatnich dni: przychodzi pacjentka, na konsylium potwierdzamy, że ma rozpocząć leczenie, a ona pyta, czy już ma przestać chodzić do pracy. Pytamy, czy źle się czuje? Gdyby miała dolegliwości, to byłoby zrozumiałe, ale tak nie jest. Większość osób niestety nie podchodzi do zachorowania na nowotwór tak: „Mam raka, to dostanę leczenie”. A przecież życie nie kończy się wraz z diagnozą. Jako społeczeństwu wciąż trudno nam tę chorobę oswoić.

W ostatnich latach bardzo się zmieniło leczenie raka piersi: są nowe terapie, dzięki którym rak to nie wyrok.

Oczywiście, nawet w rozsianej chorobie mamy obecnie wiele możliwości leczenia. W większości przypadków choroba rozsiana jest nieuleczalna, jednak to nie oznacza, że pacjentka zaraz umrze: wiele kobiet żyje wiele lat z rozsianą chorobą nowotworową. Pracują zawodowo, wychowują dzieci, wnuki.

Czytaj też:
Eksperci: Więcej pacjentów będzie umierać z powodu raka i zawałów, a nie COVID-19

W raku piersi jest szczególnie dużo nowych opcji leczenia?

W innych nowotworach też jest ich obecnie wiele, jednak faktycznie w raku piersi mamy obecnie wysyp nowych opcji terapii. Daje to duże możliwości wydłużenia życia pacjentek chorujących na nowotwory piersi hormonozależne (a jest to największa grupa chorych). Możemy u nich zastosować inhibitory CDK4/6 - wydłużają one życie chorych około dwukrotnie. Są też znakomite wyniki badań klinicznych dotyczące leków dla grup pacjentek z określonymi mutacjami: to leki bardzo istotnie wydłużające życie, ale skierowane do małych grup pacjentek z określoną mutacją w genach komórek nowotworowych. Postęp w leczeniu dokonuje się z roku na rok.

Pani Doktor, a dlaczego wybrała Pani onkologię, a w onkologii właśnie raka piersi?

Wydawało mi się, że muszę robić coś bardzo trudnego, bo łatwymi rzeczami nie warto zawracać sobie głowy. Lubię wyzwania: stąd onkologia. A rak piersi? To był przypadek, gdy zaczęłam pracę w Centrum Onkologii (obecnie Narodowy Instytut Onkologii), skierowano mnie do Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii rekonstrukcyjnej.

Onkologia to jednak wyjątkowo trudna specjalizacja, nie tylko trzeba cały czas śledzić nowe doniesienia naukowe, ale też często odpowiadać na pytania pacjentek: „Dlaczego mnie to spotkało?”, a też godzić się z ich odejściem. Trzeba mieć dużo empatii, a jednocześnie samemu psychicznie dawać sobie z tym radę. Jak to robić?

Jak żyć, będąc onkologiem? Nie jest to proste, człowiek na co dzień styka się z pytaniami o sens istnienia. Trzeba sobie na te pytania odpowiedzieć: nie wyobrażam sobie inaczej wykonywania tego zawodu. Stopień narażenia na stres nas, onkologów, jest podobny do stopnia narażenia osób wykonujących takie zawody, jak policjant czy żołnierz na misji na Bliskim Wschodzie. Trzeba poradzić sobie z kwestią odpowiedzialności, gdyż od mojej wiedzy, moich wyborów zależy czyjeś życie. To nie jest tak, jak w przypadku wielu innych specjalizacji lekarskich, że życie tych pacjentek może być zagrożone, jeśli popełnię błąd w sztuce. Ono może być zagrożone, jeśli moja koncepcja leczenia się nie sprawdzi. W onkologii bardzo liczy się to, jakie podejmie się decyzje: można wiele zyskać lub stracić.

Jak sobie z tym radzę? Wiele osób robi podobnie, ja jednak opracowałam ten system do perfekcji: w domu jestem zupełnie inną osobą niż w pracy, jakbym miała dwie osobowości. To pozwala mi normalnie funkcjonować.

Pani pacjentki często mówią, że wynajduje Pani dla nich terapie, na które nikt wcześniej nie wpadł. Stale musi być Pani na bieżąco z innowacjami, z najnowszymi badaniami?

Staram się być na bieżąco z doniesieniami naukowymi. Gdy czytam doniesienie naukowe, które mnie zainteresuje, to od razu widzę, której pacjentce takie rozwiązanie będę mogła zaproponować, jak je wdrożyć w życie. Nie potrafiłabym inaczej. Nie mam żyłki typowego naukowca, który czyta artykuły po to, żeby wiedzieć. Ja czytam po to, żeby wiedzieć i coś z tym zrobić, zastosować u moich pacjentek.

Dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld jest onkologiem, pracuje w Klinice Nowotworów Piersi Narodowego Instytutu Onkologii. W tym roku otrzymała nagrodę Innowator Wprost w kategorii Osobowość.
Artykuł został opublikowany w 38/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także