Koronawirus, HIV i polskie szpitalnictwo – co warto wiedzieć? Związki i podobieństwa wyjaśnił dr Bartosz Szetela

Koronawirus, HIV i polskie szpitalnictwo – co warto wiedzieć? Związki i podobieństwa wyjaśnił dr Bartosz Szetela

Dodano: 
Szpital, zdj. ilustracyjne
Szpital, zdj. ilustracyjne / Źródło: Shutterstock / Anna Jurkovska
Coraz częściej w środowiskach zainteresowanych nowym koronawirusem zdarza się porównywanie go do HIV. Ponadto, mimo wysiłków lekarzy, nie ustają narzekania na polską służbę zdrowia. A jak wygląda rzeczywistość? O tej, niekoniecznie zgodnej z ludzkimi wyobrażeniami, opowiedział dr Bartosz Szetela.

– Jest trochę jak na wojnie – łata się dziury tym, co się ma, zwłaszcza poza oddziałami zakaźnymi i szpitalami jednoimiennymi. – A okazuje się, że brakuje nie tylko respiratorów. – Zwykły sprzęt w postaci masek i fartuchów – tego po prostu nie ma albo jest w ilości, która wymusza racjonowanie kosztem bezpieczeństwa pracowników medycznych. A jest ich jak na lekarstwo.

Taki wstęp nie zwiastował, by dalsze informacje były jakkolwiek bardziej pozytywne. A to właśnie tymi słowami dr n. med. Bartosz Szetela z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu rozpoczął rozmowę, w której poruszył między innymi temat podobieństw między HIV a nowym koronawirusem, nurtujący coraz szersze kręgi w środowiskach medycznych.

HIV a SARS-CoV-2

Jakiś czas temu w jednym z badań naukowcy z Nankai University w Chinach wykazali, że w cząsteczce HIV, nowego koronawirusa oraz wirusa Eboli znajduje się to samo białko.

– Wirusy mają różne enzymy – można je porównać do fabryk – dzięki którym mogą powielać swój materiał genetyczny, a następnie składać i uwalniać nowe wirusy (wiriony). Jednym z takich białek jest właśnie proteaza. Służy ona głównie do tego, aby duże struktury białkowe, które powstają w procesie powstawania nowych wirusów, ciąć na mniejsze fragmenty – poinformował specjalista.

Proteaza występuje u wielu wirusów, ale to jedno z relatywnie małej liczby podobieństw. – To jest trochę tak jakby powiedzieć, że bakterie i ludzie mają cykl oddechowy. Rzeczywiście pewne elementy są podobne, ale pewne – zupełnie inne. I tak samo ta proteaza nie jest takim samym białkiem, jakie posiada HIV. Faktycznie istnieją pewne podobieństwa między nimi i stąd właśnie doniesienia i pomysł, żeby Kaletrę czyli lopinawir – jeden z leków stosowanych w leczeniu zakażenia HIV – wykorzystać w leczeniu COVID-19. – Dr Szetela wskazał, że w Chinach były takie próby, natomiast niestety przeprowadzane w bardzo małych grupach. Ponadto były to jedynie interwencje ratujące życie, nie zaś obserwacje, z których można byłoby wyciągnąć wiarygodne wnioski. Z kolei, „rzeczywiście, jeśli strukturę proteazy HIV i proteazy SARS-CoV-2 obejrzy się w modelu komputerowym, to okazuje się, że lopinawir względnie dobrze pasuje do proteazy SARS-CoV-2”. Teoretycznie wydaje się, że będzie mógł ją blokować, ale to są tylko teorie.

A jak wygląda to w praktyce? Na razie za mało jest danych. Z kolei inny inhibitor proteazy HIV – darunawir – nawet w modelu komputerowym nie pasuje do proteazy SARS-CoV-2, mimo że do proteazy HIV pasuje idealnie. – Żeby ten lek dał jakikolwiek efekt, musiałby być używany w stężeniu ponad 80 razy większym, niż stosowane w leczeniu zakażenia HIV – powiedział lekarz.

Dodał też, że cykl wielu wirusów jest dość podobny: najpierw wirus przyłącza się do komórki, jest fagocytowany, czyli „wciągany do wnętrza komórki. W jej wnętrzu «porywa» nasze enzymy, a także wykorzystuje część własnych. W efekcie dochodzi do powstania wirionu potomnego”. Ogólnie zatem cykl jest podobny, jednak nie można stwierdzić, że tylko z tego powodu wirusy te są do siebie podobne – bo nie są.

Czy powstanie skuteczny lek na SARS-CoV-2?

Z uwagi na coraz to nowsze doniesienia o badaniach można spekulować, że lek na SARS-CoV-2 to kwestia czasu. Jednak nie istnieje zbyt wiele gotowych leków aktywnych wobec koronawirusów.

– SARS-CoV-2 to nowy wirus, wobec którego musimy wykorzystać leki, które już są zbadane i dopuszczone do użycia u ludzi. Dzięki temu będzie można uniknąć długiego procesu rejestracyjnego koniecznego choćby z uwagi na potencjalne działania niepożądane nowych leków. Liczymy że leki te choć w pewnym odsetku zmniejszą śmiertelność. Nawet jeśli zmniejszą ją tylko o 25 procent, to będzie ogromny sukces. Staramy się znaleźć lek, który choć w pewnym stopniu zadziała – dlatego uciekamy się do tego, co już jest na rynku i co ma szansę działać – zauważył lekarz.

Z powodu porównań do HIV pojawiają się teorie, że osoba będąca na skutecznej terapii antyretrowirusowej mogłaby wyleczyć się z zakażenia SARS-CoV-2 samoistnie. Jednak nawet biorąc pod uwagę reagowanie ich organizmów na szkodliwą bądź co bądź działalność wirusa grypy, nie można stwierdzić tego jednoznacznie. Jak dotąd wnioski w tym temacie nie pochodzą z badań rzeczywiście odnotowanych w literaturze naukowej.

– Zakażenie SARS-CoV-2 ma w większości przypadków przebieg bezobjawowy lub samoograniczający się, niezależnie czy stosowane są leki antyretrowirusowe. Codzienne obserwacje osób leczonych z powodu zakażenia HIV wskazują, że rzadziej chorują oni na grypę. Nie zostały one jednak dotąd potwierdzone. Czy miałoby to mieć związek z bezpośrednim wpływem HIV czy z terapią antyretrowirusową – nie wiadomo. – Jak powiedział dr Szetela, wydaje się, że inhibitory proteazy lub inhibitory odwrotnej transkryptazy nie powinny w istotnym stopniu wpływać na aktywność enzymów koronawirusów czy wirusa grypy. – Może jednak ich wpływ jest zupełnie inny, pozaenzymatyczny lub allosteryczny, przez co powodują, że wirusy namnażają się słabiej. Tego jeszcze nie wiemy.

PrEP a SARS-CoV-2 – potencjalny czarny koń?

Podobieństwa do HIV, których dopatrują się obserwatorzy SARS-CoV-2 pozwalają przypuszczać, że leki z gatunku profilaktyki przedekspozycyjnej, tzw. PrEP, stosowane po to, by nie zarazić się HIV (chociaż nie mają one działania typowego dla szczepionki) mogłyby uchronić przed zakażeniem nowym koronawirusem.

Społeczność naukowa nie ma jednak danych, które potwierdzałyby taką hipotezę. Wszystkie doniesienia wskazują wręcz jasno, że leki te nie chronią przed zakażeniem SARS-CoV-2. Nie ma również systematycznych danych na temat liczby osób zakażonych HIV i leczonych z tego powodu albo liczby osób stosujących PrEP, które uległy zakażeniu SARS-CoV-2.

– Czy chorzy na COVID-19 o przyjmowanym PrEP-ie nie mówią, albo czy zakażenie HIV z różnych przyczyn nie jest podawane w ogólnodostępnych statystykach? – O tym, jak powiedział specjalista, lekarze nie wiedzą. – Wiemy jednak, że ryzyko wystąpienia COVID-19 o ciężkim przebiegu u osób żyjących z HIV nie jest większe niż dla osób z populacji ogólnej.

Stygmatyzacja chorych na COVID-19. Powtórka scenariusza z HIV?

Istnieje ogromne podobieństwo między początkami epidemii HIV i obecną epidemią SARS-CoV-2 w kontekście stygmatyzacji. Jak poinformował dr Szetela, dotyczy ona zarówno pacjentów, jak i personelu z oddziałów zakaźnych. Na przykład osoby pracujące w oddziale zakaźnym bywają źle traktowane przez swoje koleżanki i kolegów z innych oddziałów. Skupianie się wyłącznie na miejscu pracy powoduje utratę z pola widzenia znanych dróg transmisji i lekceważenie wysoko skutecznych metod zapobiegania zakażeniu.

– „Nie będziemy z tobą pracować, bo pracujesz w oddziale zakaźnym”, podczas gdy mówiąca te słowa osoba niedawno wróciła z Włoch, ma kaszel i stan podgorączkowy, jednak mimo to od dwóch dni przychodzi na dyżur. Ostatecznie okazuje się, że jest zakażona SARS-CoV-2 i wszyscy pozostali pracownicy muszą zostać poddani kwarantannie. Podobne lękowe reakcje obserwowaliśmy w początkach epidemii HIV/AIDS, dotyczyły tylko innego wirusa. W Polsce praktycznie nie dochodzi do transmisji SARS-CoV-2 między personelem medycznym pracującym w oddziałach zakaźnych. Wszelkie omawiane w mediach zakażenia dotyczyły innych specjalności i innego rodzaju placówek, nie „zakaźników” – powiedział wrocławski lekarz. – Nie jesteśmy wrażliwi na drugiego człowieka, nie wiemy jak prawidłowo chronić się przed SARS-CoV-2, a przede wszystkim nie mamy wystarczającego dostępu do profesjonalnego sprzętu ochronnego.

Szetela podsumował, że „w efekcie pacjenci i personel są traktowani jak trędowaci”.

Lekarze, rząd i ludzie kontra koronawirus

Lekarze zalecają kwarantannę domową, jednak jak działa ona w praktyce?

– Nadzór sanitarno-epidemiologiczny nie wykonuje badań czy nie nadzoruje zgłoszonych pacjentów. WHO jasno zaleca: masowe testowanie – nie osób bezobjawowych, nie osób bez kontaktu, bez ekspozycji, ale masowe testowanie osób z kontaktu, z kwarantanny, przejazdowe testowanie typu drive-thru – powiedział specjalista.

– Jesteśmy w stanie to zorganizować, ale kiedy okazuje się, że agencje rządowe nie mają testów i nie mają mocy ludzkich do nadzorowania osób zakażonych to po pierwsze czym testować, a po drugie: po co? To problem całego świata, który zapomniał o chorobach zakaźnych i epidemiach – zauważył Szetela. – Choroby zakaźne, zdrowie publiczne i nadzór sanitarno-epidemiologiczny zostały zapomniane, były przez lata niedofinansowane i lekceważone. Teraz zbieramy tego owoce, choć od lat przed tym ostrzegaliśmy – dodał.

Lęki zmieniły azymut: z HIV na SARS-CoV-2

Dzięki skutecznej i dostępnej terapii lęk związany z zakażeniem HIV jest obecnie zdecydowanie mniejszy niż kiedyś. Z kolei w przypadku SARS-CoV-2 lęk graniczy już z psychozą. Zdaniem doktora Szeteli trudno się temu dziwić, skoro ilekroć włączy się telewizję, zwłaszcza stacje całodobowe, non stop jest mowa o koronawirusie.

– Nie ma mądrych statystyk, analiz i podsumowań. Wciąż nie wiemy, na ile możemy ufać statystykom rządowym, zwłaszcza w świetle tego, że badań wykonuje się bardzo mało. Nie dziwię się, że nikt nie ma ochoty ginąć na froncie, skoro państwo nie dostarcza sprzętu i zakazuje konsultantom wojewódzkim cokolwiek mówić. Nie dziwię się, że nawet lekarze reagują lękowo, chociaż powinni zachowywać się profesjonalnie – stwierdził specjalista.

Zgodnie ze statystykami WHO w samym 2018 roku z powodu powikłań AIDS – czyli konsekwencji nieleczonego zakażenia HIV – zmarło 770 tysięcy osób na całym świecie. Jednak w obliczu pandemii koronawirusa nawet punkty konsultacyjno-diagnostyczne zawiesiły swoją działalność. Z perspektywy środowiska medycznego jest to w pełni uzasadnione:

– Testowanie przesiewowe w tej chwili nie działa w Polsce. Punkty konsultacyjno-diagnostyczne (PKD) są nieczynne – i bardzo dobrze. Test na HIV nie jest testem ratującym życie w trakcie epidemii SARS-CoV-2. Jeśli pojawia się podejrzenie zakażenia HIV lub objawy AIDS, zawsze można udać się do poradni chorób zakaźnych. Ryzyko związane z rozprzestrzenianiem zakażenia SARS-CoV-2 w poczekalniach PKD jest w tej fazie epidemii po prostu zbyt duże.

PKD, które dysponują dodatkowymi środkami finansowymi, próbują zapewnić dostęp do testów do użytku domowego i prowadzić ich promocję. Można je kupić w Polsce online, są zarejestrowane w Unii Europejskiej. Punkty zapewniają także niezbędne wsparcie. Koszt testów na HIV to około 35 złotych. Według aktualnej wiedzy doktora Szeteli PKD prawdopodobnie nie zostaną otwarte jeszcze przez najbliższy miesiąc.

Dr n. med. Bartosz Szetela jest specjalistą chorób zakaźnych i pracownikiem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu. Ponadto współpracuje z Krajowym Centrum ds. AIDS, Poradnią Profilaktyczno-Leczniczą Wrocławskiego Centrum Zdrowia oraz stowarzyszeniem Podwale Siedem, które od lat pomaga osobom zakażonym HIV. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS oraz Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Czytaj także:
Lecz się i żyj pełnią życia. W Światowy Dzień AIDS rozmawiałam o HIV z Tomkiem Siarą
Czytaj także:
Szybkie testy na SARS-CoV-2. Czy to dobra metoda diagnostyki? Ekspertka odpowiada

Czytaj także

 0