Prof. Krzysztof Simon dla Wprost o HIV: Koniecznie trzeba się testować

Prof. Krzysztof Simon dla Wprost o HIV: Koniecznie trzeba się testować

Dodano: 
Czerwona wstążka
Czerwona wstążka / Źródło: Shutterstock
HIV stanowi problematyczny obszar w kategoriach zdrowia publicznego. Nawet 50 proc. zakażonych może nie wiedzieć o tym, że są zakażeni. W rozmowie z Wprost profesor Krzysztof Simon – autorytet medyczny, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynator 1. oddziału chorób zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, konsultant województwa dolnośląskiego ds. chorób zakaźnych przedstawił aktualne informacje o diagnozie i leczeniu HIV oraz dlaczego warto się testować.

Katarzyna Mieczkowska: Czy HIV obecnie to nadal poważny problem?

Prof. Krzysztof Simon: Tak, chociaż trudno liczbowo porównywać HIV ze skalą zakażeń zapalenia B czy C wątroby, grypą, dengą czy zarażeń malarią. Oczywiście przebieg kliniczny, konsekwencje zakażenia czy możliwości leczenia są odmienne. Niemniej, wczesne rozpoznanie i wcześnie rozpoczęte leczenie zasadniczo nie skraca pacjentowi z HIV życia. Oczywiście u osób, które niczego nie przestrzegają, nie przyjmują regularnie leków, prowadzą nieuporządkowany tryb życia, ta choroba może szybko prowadzić do AIDS i wtedy oczywiście skraca życie. Ale na obecnym poziomie wiedzy wcześnie rozpoznane zakażenie HIV jest zaleczalne u większości przypadków.

Kto jest najczęściej zakażony, jaki jest uśredniony profil pacjenta?

Uśredniony profil, jeśli chodzi o grupę ryzyka w warunkach polskich, wygląda dość jednoznacznie. Większość nowych zakażeń to są homoseksualiści – mniej więcej 76-78 procent. Dwadzieścia lat temu dominowali narkomani stosujący dożylnie środki odurzające. Środowisko homoseksualne w niektórych krajach dominuje, w niektórych nie, ale w większości krajów poza Afryką jest to środowisko, w którym najbardziej szerzy się to zakażenie. Z drugiej strony wiele z tych osób bardzo dba o siebie i swoich partnerów i nie ma szczególnych problemów.

Diagnoza HIV dziwi pacjentów, czy jest przyjmowana na spokojnie? Czy tacy pacjenci już wcześniej podejrzewali, że mogą być zakażeni?

Grupy ryzyka nowych zakażeń, drogi nabycia zakażenia HIV i środowiska, z których pacjenci się wywodzą są skrajnie różne i to trudno oceniać, jak w każdych ukierunkowaniach psychoseksualnych. Większość ludzi nie jest szczególnie zdziwiona.

Czy Panu zdarza się kierować ludzi na testy?

Zdarza mi się wcale nie tak rzadko, jeżeli wywiad chorobowy lub obraz kliniczny jest obciążający albo pacjent przekazuje określone informacje. Zasadniczo zajmuję się kliniką – lecznictwem zamkniętym, a nie działalnością ambulatoryjną, gdzie pacjenci zaniepokojeni możliwością zakażenia HIV trafiają w większości. Ale przy współdiagnostyce różnych chorób oczywiście wychodzą różne rzeczy i przy wątpliwościach wykonujemy test w kierunku zakażenia HIV. Ciągle wychodzą dodatnie wyniki, choć do nas, do Kliniki na oddział zwykle trafiają już pacjenci objawowi – zwykle z potwierdzonym wcześniej zakażeniem Najlepiej byłoby, gdyby pacjenci z powodu takich czy innych ryzykownych zachowań, czy ofiary przestępstw jak najszybciej trafiali do poradni, gdzie byliby szybciej zdiagnozowani, otrzymali prawidłowe leczenie i nie byłoby problemu w znaczeniu choroby – tylko zakażenia.

A jeśli taki pacjent zrobi test w punkcie diagnostycznym? Ma wynik dodatni, idzie do lekarza – i co wtedy?

Pacjent powinien wtedy iść do poradni HIV jako takiej. Uzyska tam pomoc, zostanie oceniony jego stan ogólny w ramach podstawowej diagnostyki, a jeśli jest coś poważniejszego, to zostanie skierowany do kliniki. Może niekoniecznie w tej chwili – chyba, że jest bezpośrednie zagrożenie życia – bo nie byłoby gdzie hospitalizować takiego pacjenta, przecież oddziały są zdominowane przez COVID. Ale generalnie po tym wszystkim uzyskuje skierowanie do szpitala, gdzie my go diagnozujemy, albo jest to wszystko załatwione w ramach poradni.

Jakie jest postępowanie przy oficjalnej diagnozie, czy od razu są przepisywane leki, czy jeszcze trzeba dopełnić jakichś formalności?

Są różne sytuacje kliniczne, ale generalnie każdy pacjent, niezależnie czy demonstruje jakieś zakażenia, nowotwory, wyniszczenie i dziesiątki innych problemów zdrowotnych ma włączaną terapię antyretrowirusową. Tym ogólnie zajmuje się poradnia, pacjenci są pod kontrolą, jeśli przestrzegają reżimu przyjmowania i systematycznych kontroli, to będą żyli prawdopodobnie dłużej, niż Pani. Mają bezpłatne leki i bezpłatny dostęp do lekarza, więc jeśli przychodzą systematycznie, to są same plusy. Gorzej, jeśli nie przestrzegają zaleceń, przerywają terapię, nie zgłaszają się na kontrole ryzykując gwałtowną progresję choroby, postęp niedoboru odporności i generowanie lekoopornych szczepów HIV. Pada tu pytanie, ile razy można rozpoczynać terapie antyretrowirusową, którą pacjent sam przerwał i na ile ona może być dalej skuteczna?

Jakie terapie są obecnie dostępne, czy są to terapie skojarzone?

Wszystkie terapie nowoczesne są to terapie skojarzone. W terapiach stosowane są praktycznie wszystkie leki dostępne w świecie, ponieważ na naszym rynku też są dostępne.

Czy faktycznie każda z tych terapii jest refundowana?

W tej chwili praktycznie każda. Refundacja to też kwestia zarejestrowania na rynku, ciągle pojawiają się nowe leki, ale nawet te sprzed roku są wysoce skuteczne i bezpieczne.

Od czego zależy dobór określonego rodzaju leków do pacjenta?

Przede wszystkim zależy to od chorób współtowarzyszących i ewentualnie wywiadu co do poprzedniego leczenia, a także stanu zaawansowania choroby i stopnia odporności. To jest coś zupełnie innego, jeśli pacjent ma 400 czy 500 limfocytów CD4, a co innego, jak ma zaawansowane AIDS i ma dwa limfocyty CD4 w mm3 krwi obwodowej. To są różne sytuacje kliniczne. Wtedy terapię zmieniamy i dostosowujemy. Jeszcze gorzej, jeśli był wcześniej leczony, a porzucił terapię, znowu zaczął i znowu porzucał – też są różne przypadki. Wtedy jest problem z doborem leków. Jest to kwestia oporności, bo oni generują wytwarzanie oporności na określone leki. Części pacjentów w ogóle to nie obchodzi – i to jest smutne.

Czy lekooporność zdarza się często?

Zdarza się, zwłaszcza jeśli chodzi o czynnych narkomanów czy lekomanów, współpraca z nimi to prawdziwa katastrofa, chyba, że ktoś nie jest czynnym narkomanem, jest na detoksie, współpracuje. Czynni narkomani stanowią utrapienie. Problematyczna jest też część homoseksualistów: nie chcą ograniczyć ryzykownych kontaktów, nie chcą nic ograniczyć, chcą tylko przyjmować leki. Mogą wówczas nadkażać się szczepami opornymi.

Czyli narkomani to nadal problem pokrywający się z HIV?

Coraz mniejszy, bo prawie nie ma narkomanów stosujących środki dożylne.

Dlaczego tak mało mówi się o profilaktyce?

Podstawową sprawą jest wymaganie od pacjenta ograniczenia zachowań ryzykownych. Trudno, żeby państwo płaciło pieniądze na sponsorowanie takich czy innych ryzykownych zachowań. Nie jestem zupełnie zwolennikiem czegoś takiego, natomiast zdarzają się napady, gwałty, pęknięta prezerwatywa – dziesiątki rzeczy. Dlatego profilaktyce poekspozycyjnej mówię oczywiście „tak”, ale jeśli co cztery tygodnie przychodzi ten sam pacjent i żąda profilaktyki poekspozycyjnej za pieniądze państwowe, to budzi duże wątpliwości etyczno-moralne. Nie mówię, że budzi to wątpliwości w znaczeniu sensowności, ale trzeba ograniczyć pewne zachowania.

Ale Pan Profesor mówi o zachowaniach ryzykownych, a przecież zdarzają się sytuacje, gdzie w wieloletnim związku jeden z partnerów dopuści się zdrady, zostanie zarażony, a następnie zarazi współmałżonka. Co wtedy, jak to zdiagnozować?

To się zdarza, ale przecież nie będzie Pani przed każdym stosunkiem brała leków, to jest absurd, to do niczego nie doprowadzi. Trzeba po prostu ograniczać kontakty i używać środków zabezpieczających, a gdy coś się stanie, udać się po profilaktykę poekspozycyjną. Część środowisk domagała się stałego dostępu do leków „PrEP”. To ma swoje uzasadnienie, ale trzeba pamiętać, że to państwo finansuje takie rzeczy, dlatego jest to dyskusyjna sprawa.

Podsumowując: warto się testować?

Absolutnie trzeba się testować! Jeśli miało się jakieś ryzykowne lub jakieś kryminalne kontakty: napad, zgwałcenie, dźgnięcie nożem, ukłucie igłą niewiadomego pochodzenia, koniecznie trzeba się testować. Nigdy nie wiadomo, kto jest zakażony. A trzeba powiedzieć jasno: na wczesnym etapie zakażenia HIV choroba jest całkowicie zaleczalna przy dostępnych aktualnie lekach – bezpiecznych i dobrze tolerowanych. Na późnych etapach, gdy dochodzi do rozwoju AIDS, też nie jest to tragedia, ale leczenie staje się bardziej skomplikowane, pojawiają się liczne powikłania, choroby współtowarzyszące – to oczywiście jest problem.

Na wczesnym etapie, jeśli miałeś jakiś przypadek: coś ci się stało, ktoś cię napadł, nie wiesz, co robiłeś – przetestuj się! Zgłoś się jak najszybciej. My zajmiemy się tobą dalej i podamy odpowiednie leki.

Tutaj nie chodzi zresztą tylko o HIV – może dochodzić do zakażenia wieloma innymi groźnymi chorobami. Nie można koncentrować się na jednym wirusie: jeśli ktoś bierze pod uwagę HIV, może mieć również zakażenia wirusami B i C przy nieograniczonej liczbie partnerów seksualnych, nawet po kilku/nastu dziennie. Kiła szaleje – to jest też niebezpieczna choroba, którą wprawdzie dobrze się leczy, ale jeżeli pacjent przychodzi trzeci raz w przeciągu roku z nowym zakażeniem kiłą, też trzeba na to popatrzeć z dystansem.

Lekarze nie chcą wdrożyć wtedy leczenia?

Naszym obowiązkiem jest leczyć: wypisujemy receptę, a pacjent ma brać leki. To nie jest tak, że nie chcą. Tłumaczymy wszystko pacjentom. Część mówi, że oczywiście rozumie potrzebę leczenia, ale inna część jasno daje do zrozumienia, że nic ich nie obchodzi, że będą się zakażali i robili, co chcieli – a my „mamy ich tylko leczyć”. Zdarza się. Przeziębienie też można mieć kilka razy do roku.

Czytaj też:
AIDS wciąż zbiera żniwo. Oto, co warto wiedzieć o tej chorobie
Czytaj też:
Lecz się i żyj pełnią życia. W Światowy Dzień AIDS rozmawiałam o HIV z Tomkiem Siarą

 0

Czytaj także