Hikikomori. Wirus wyobcowania i samotności chorobą XXI wieku

Hikikomori. Wirus wyobcowania i samotności chorobą XXI wieku

Dodano: 
Hikikomori
Hikikomori / Źródło: Shutterstock
Hikikomori, wirus wyobcowania i samotności, dotyka coraz więcej osób. Cierpią na tę chorobę zwłaszcza młodzi ludzie. Jak sobie z tym poradzić i jak uchronić bliskich?

Hikikomori nazywane jest chorobą społeczną XXI wieku. Coraz częściej młodzi ludzie wycofują się z życia społecznego, zamykają w sobie, spędzając czas tylko w swoich domach. Samotność ich przytłacza, ale nie potrafią z niej wyjść i wrócić do życia w społeczeństwie.

Pandemia nasiliła to zjawisko. Cierpimy na poczucie przygnębienia, odczuwamy brak perspektyw, jesteśmy apatyczni. Stąd już tylko krok dzieli nas od depresji. WHO szacuje, że do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie.

Co to jest hikikomori?

Hikikomori (właściwie Shakaiteki hikikomori, po ang. Social withdrawal) to zaburzenie, które pierwszy raz opisano w Japonii. W latach 90. psycholog Tamaki Saito wyodrębnił z depresji zjawisko, które polega na całkowitej izolacji. Słowo powstało z połączenia wyrazów hiku, "wycofywać się", i komoru, "ukryć się". Określa osoby, które wycofują się z życia społecznego, wybierając samotność.

Zaburzenie to najczęściej dotyka nastolatków i młodych ludzi w wieku 20-25 lat. Częściej spotykane jest u mężczyzn niż u kobiet. Obecnie występuje już nie tylko w Japonii, ale w wieku krajach azjatyckich, m.in. w Chinach, Korei Południowej czy na Tajwanie. Stanowi coraz poważniejszy problem – tylko w Japonii na hikikomori cierpi obecnie około miliona ludzi. Według szacunków psychologów na hikikomori w Kraju Kwitnącej Wiśni zapadnie jedna na dziesięć osób.

Czytaj też:
Pandemia samotności: Jak rok bez przytulania wpływa na ludzką psychikę?

Przyczyny hikikomori

Hikikomori wiąże się z obecnym tempem życia i presją osiągnięcia sukcesu. Współczesny świat narzuca nam jedyne słuszne wzorce – mamy wspinać się po szczeblach kariery i być najlepsi w jakiejś dziedzinie (a najlepiej kilku). Kapitalizm nie ma empatii i nie otacza troską jednostek, które nie przystają do wyżej wymienionego wzorca. Jeśli ktoś jest nieśmiały, lękliwy, apatyczny, nie potrafi osiągnąć sukcesu (bo np. jest przeciętny we wszystkich dziedzinach, co nie oznacza wcale, że jest gorszy od innych), skazany jest na odsunięcie go na boczny tor.

W Japonii i innych azjatyckich krajach presja sukcesja jest bardzo silna. Dzieci już od najmłodszych lat bardzo dużo się uczą, by dostać się do dobrych szkół, wygrywać olimpiady, a później zdobywać wysokie miejsca na listach przyjęć na studia. Od dzieciństwa poddawane są dużej dyscyplinie, uczestniczą w zajęciach dodatkowych, mają napięty plan dnia. Nie ma w nim miejsca na swobodną zabawę ani na nudę. Nie ma też miejsca na lenistwo, bo kiedy jedni się lenią, inni zajmują ich miejsce w wyścigu szczurów.

W świecie zachodnim wyścig szczurów również jest widoczny, ale nie aż do tego stopnia. Niepokojący za to i bardzo wyraźnie negatywny wpływ na młodych ludzi mają social media. Powinniśmy żyć tak, by móc chwalić się swoim życiem: pięknie mieszkać, żyć w cudownym związku, latać po całym świecie, mieć fascynującą pracę i paczkę cudownych przyjaciół. Jeśli nie mamy czego pokazać w social mediach, czujemy się gorsi. Pojawia się w nas zazdrość posiadania rzeczy, które mają inni (bo mając je, stajemy się fajniejsi). Pojawia się także poczucie beznadziei i myśl, że nasze życie nie jest nic warte. Stąd już bardzo blisko do depresji, wycofania się ze społeczeństwa, a w konsekwencji do hikikomori.

Zwróć uwagę:

Jeśli zauważysz, że dziecko zamyka się w sobie, nie chce z nikim rozmawiać, coraz więcej czasu przebywa zamknięte w pokoju, reaguj! Poświęć mu czas, rozmawiaj, postaraj się dowiedzieć, co jest powodem takiego zachowania. Jeśli niczego nie wskórasz, a widzisz, że symptomy się nasilają, zabierz dziecko nawizytę do psychologa.

Czytaj też:
WWO. Kim są Wysoko Wrażliwe Osoby i dlaczego mają pod górkę?

Objawy hikikomori

O hikikomori mówi się w momencie, gdy człowiek izoluje się od społeczeństwa przez kilka miesięcy. Zamyka się wtedy w swoim pokoju i w ogóle go nie opuszcza. Nie spotyka się z innymi ludźmi, nie wychodzi do sklepu na zakupy, nie uprawia sportów. Potrafi nawet zrezygnować z wychodzenia do toalety, by nie spotykać w korytarzu innych członków rodziny. Potrzeby fizjologiczne załatwia do naczyń albo w nocy, gdy domownicy śpią. Podobnie jest z jedzeniem – je to, co rodzina dostarczy mu pod drzwi.

Taka osoba często przebywa w świecie wirtualnym, gdzie prowadzi drugie życie. Tam może być bardzo aktywna, mieć internetowych znajomych, flirtować w serwisach randkowych, robić to, czego nie robi naprawdę. Nierzadko ludzie dotknięci hikikomori zanurzają się w świat gier komputerowych. Mogą przebywać w nim miesiącami, a nawet latami. W tym czasie w ogóle nie uczestniczą w życiu społecznym.

Co może nasilać występowanie hikikomori?

Uważa się, że zaburzenie może występować u osób, które mają wrażliwszą strukturę psychiczną. Jeśli są podatne na odczuwanie emocji, a dodatkowo nieśmiałe i lękliwe, mogą gorzej znosić porażki i przykrości, które je spotykają. Czasem decyzja o izolacji jest podejmowana pod wpływem impulsu, np. traumatycznego doświadczenia. Z tego stanu bardzo trudno samodzielnie wyjść.

Leczenie hikikomori

Leczenie zaburzenia jest trudne i może trwać kilka miesięcy, a nawet lat. W pierwszej kolejności należy namówić chorego na to, by opuścił swój pokój. Skłonienie go do tego jest już sukcesem. Zwykle osoba dotknięta tym syndromem nie chce z nikim rozmawiać ani przed nikim się otworzyć. Potrafi rozmawiać tylko z jedną osobą (np. z jednym domownikiem albo z jednym przyjacielem z internetu) i zwykle na niej spoczywa ogromna odpowiedzialność przywrócenia człowieka chorego do życia w społeczeństwie.

Terapia powinna odbywać się w specjalnych ośrodkach. Jej skuteczność oceniana jest na 30-70 procent. Na razie nie wiadomo, czy przynosi ona długofalowe skutki czy też człowiek, który wyszedł z hikikomori, może być ponownie narażony na wystąpienie zaburzeń psychicznych.

Czytaj też:
Jak krzywdy z dzieciństwa wypływają na mózg? To badanie wiele uświadamia

-
 0

Czytaj także