WOŚP gra dla płuc po pandemii. Ekspertka: Choroby płuc w piątce największych zabójców Polaków

WOŚP gra dla płuc po pandemii. Ekspertka: Choroby płuc w piątce największych zabójców Polaków

Dodano: 
Serduszka WOŚP
Serduszka WOŚP Źródło: Newspix.pl / Stanisław Krzywy
Pandemia pokazała, jak trudno poradzić sobie, gdy mamy duszność. Możemy pomóc chorym, wprowadzając szybką diagnostykę i nowoczesne leczenie. Wiele trzeba nadal zmienić, bo choroby płuc są dziś w piątce największych zabójców Polaków – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, krajowy konsultant w dziedzinie chorób płuc.

Katarzyna Pinkosz: Gdyby miała Pani postawić diagnozę: w jakim stanie są dziś płuca Polaków, po pandemii COVID-19?

Dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska: Na pandemię i płuca trzeba patrzeć z dwóch stron. Pierwsza to powikłania spowodowane COVID-19. Na szczęście u większości osób zmiany w płucach spowodowane COVID są odwracalne. U niektórych mogą się jednak utrzymywać – w postaci zwłóknienia i trwałych zmian, które doprowadziły do rozwoju niewydolności oddychania i konieczności leczenia tlenem. U niektórych osób konieczna jest długotrwała rehabilitacja. Zmiany są spowodowane nie tylko toczącym się w płucach stanem zapalnym, ale też zatorowością płucną, która występowała w przebiegu COVID-19. Jeśli pojawiały się obydwa mechanizmy, to przebieg choroby był dużo poważniejszy, a powikłania większe.

A drugi problem związany z płucami Polaków po pandemii?

Jest spowodowany opóźnieniami w diagnostyce i leczeniu – w okresie pandemii były utrudnienia w dostępie do lekarzy, do niektórych badań diagnostycznych. Teraz zbieramy tego żniwo. Dlatego mówiąc o płucach po pandemii, myślimy nie tylko o powikłaniach po przebytej chorobie, ale także o naprawieniu sytuacji, która jest spowodowana zahamowaniem diagnostyki i leczenia przez sytuację związaną z pandemią.

Czytaj też:
Ta choroba dotyka 4 mln Polaków. „Prawidłowo leczy się co dziesiąty”

Gdy mówimy o chorobach Polaków, to najczęściej wymienia się nowotwory, choroby serca. Problemy z płucami pozostają w cieniu…

A jest to jeden z 5 najważniejszych problemów zdrowia publicznego. Przewlekła obturacyjna choroba płuc jest trzecią główną przyczyną zgonów! Rak płuca jest zabójcą numer 1 spośród nowotworów. W niektórych województwach – np. warmińsko-mazurskim, kujawsko-pomorskim – kobiety dziś częściej umierają na raka płuca niż na raka piersi. Przewlekłe choroby płuc prowadzą do inwalidztwa oddechowego, a więc do konieczności zwolnień lekarskich, rent inwalidzkich, znacznego obniżenia jakości życia.

Innym problemem są rzadkie choroby śródmiąższowe – a jest ich ok. 200 – dlatego ważne jest stworzenie ośrodków, które zajmują się diagnostyką i leczeniem zmian znajdujących się w płucach. Żeby je odróżnić od zmian spowodowanych COVID-19 potrzebne jest naprawdę wprawne oko i doświadczenie.

Dużą grupą schorzeń są zaburzenia oddychania w czasie snu, głównie obturacyjny bezdech senny. Nieleczony prowadzi do powikłań sercowo-naczyniowych, jak zawał serca, udar mózgu, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia rytmu serca.

Rzadko widzimy problem płuc, bo chorzy z chorobami płuc rzadko na nie umierają. Umierają na powikłania sercowo-naczyniowe.

A problem w Polsce niestety rośnie, m.in. z powodu palenia papierosów, smogu…

To poważne czynniki ryzyka: palenie papierosów, narażenie na palenie bierne, także narażenie dziecka na palenie bierne, przez co startuje ono w dorosłe życie z mniejszą pojemnością płuc. Również palenie papierosów elektronicznych przyczynia się do rozwoju chorób płuc. Kolejna rzecz to zanieczyszczenie powietrza. Nasze społeczeństwo starzeje się, dlatego coraz więcej będzie osób z chorobami płuc.

Pandemia wyraźnie pokazała, jak ważne są płuca i jak trudno poradzić sobie, gdy mamy duszność. Warto jednak podkreślić, że możemy wiele zrobić, by przeciwdziałać chorobom płuc dzięki szczepieniom, np. przeciw COVID-19, grypie, RSV, krztuścowi, pneumokokom. Te wszystkie szczepienia chronią nasze płuca.

Olbrzymim problemem są też choroby płuc występujące rzadko, jak mukowiscydoza. Mijają dwa lata, od kiedy część chorych w Polsce ma bardzo nowoczesne leczenie. Jak zmieniło się życie i codzienne funkcjonowanie chorych na mukowiscydozę dzięki leczeniu?

Jako lekarz i osoba patrząca na chorych z mukowiscydozą, powiem, że to leczenie jest jak cud!

Wcześniej osoby z mukowiscydozą musiały często przebywać w szpitalu, z powodu zapaleń płuc, zaostrzenia choroby. W niektórych szpitalach przygotowywano specjalne warunki, szukaliśmy sposobów, by podawać niektóre leki dożylne w domu, by uniknąć hospitalizacji. Od kiedy został zrefundowany lek, który odmienia życie chorych, większość z nich czuje się tak dobrze, że nie jest konieczny pobyt w szpitalu.

Duży ukłon w stronę Ministerstwa Zdrowia, że zrefundowało to leczenie chorym. Jego efektywność powoduje, że wyraźnie zmniejsza się liczba zaostrzeń choroby i liczba pobytów w szpitalu. Niesamowicie poprawia się też jakość życia. A przede wszystkim leczenie daje młodym ludziom nadzieję.

Pamiętam piosenkę jednej z młodych kobiet chorych na mukowiscydozę; nagrała teledysk „Życie za milion”. Taki wydatek jest wart poniesienia, by poprawić chorym życie.

To też sukces medycyny, że takie leki udaje się tworzyć – jeszcze kilkanaście lat temu nie było to możliwe.

Gdy patrzę na rozwój medycyny w ostatnich latach, to widzę, że ogromne sukcesy – również w chorobach płuc. Nie zawsze jednak mamy sprzęt i możliwości, by w pełni skorzystać z sukcesów. Dlatego bardzo się cieszę z tegorocznego hasła WOŚP „Płuca po pandemii”, które pokazuje, że płuca są ważne i trzeba się nimi zająć. Jest wiele obszarów, gdzie możemy pomóc, wprowadzając nowoczesne leczenie.

Czytaj też:
Płuca Polaków w opłakanym stanie. WOŚP zagra im na ratunek

Bardzo dynamicznie rozwija się też diagnostyka endoskopowa, umożliwiająca pobranie materiału nie tylko głęboko z drzewa oskrzelowego, ale też z obwodowych zmian płucnych. Wykorzystujemy nawigację, która jak GPS i pozwala poprowadzić nas do celu, by pobrać materiał. Pulmonologia to przepiękna i nowoczesna gałąź medycyny.

Wrócę jeszcze do pacjentów z mukowiscydozą, ich historie są bardzo poruszające. Obserwowaliśmy zbiórki pieniędzy na lek, jego spektakularne efekty, a potem radość, kiedy wszedł on do refundacji. W wielu krajach dostęp do leczenia jest jednak szerszy, korzystają z niego również młodsi pacjenci. Kiedy możemy na to liczyć w Polsce?

Myślę, że to się zmieni. Była bardzo duża otwartość, lek został zrefundowany w Polsce stosunkowo szybko, to naprawdę wielka sprawa. Gdy widzi się tak spektakularne wyniki leczenia – bo one są spektakularne – to można mieć nie tylko nadzieję, ale też pewność, że takie leczenie zostanie szerzej wprowadzone. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, żeby zabrakło leczenia dla osób, które mogłyby skorzystać z takiej terapii.

Warto też pamiętać, że mukowiscydoza jest chorobą, która wymaga również innego wsparcia – technik drenażowych, oczyszczania drzewa oskrzelowego. Pojawiają się już specjalne urządzenia, które ułatwiają ewakuację wydzieliny z dróg oddechowych. Niektóre już są refundowane, ale jeszcze nie wszystkie. Marzymy o tym, żeby chorym zapewnić rozszerzoną, kompleksową opiekę.

Jest Pani optymistką, że to się uda, widząc efekty leczenia?

Uważam, że trzeba rozważnie i mądrze dysponować środkami. Nowa terapia wyraźnie pokazała poprawę stanu zdrowia pacjentów z mukowiscydozą. Nie trafiają do szpitala, co jest bardzo ważne.

Rzadko kto zdaje sobie sprawę, że dzień chorego na mukowiscydozę rozpoczyna się od drenażu płuc, by można było funkcjonować w ciągu dnia. Dzieci muszą każdego dnia wstać godzinę wcześniej, by przygotować się do wyjścia do szkoły i normalnego w niej funkcjonowania. W opiekę nad dzieckiem jest zaangażowana cała rodzina. Podziwiam to. Jestem przekonana, że jeśli będą dobre argumenty, to będzie efekt i leczenie zostanie rozszerzone na większą grupę pacjentów. W ostatnich latach wiele dobrego zrobiono w zakresie programów lekowych. Cieszymy się, że zostało wprowadzonych tak wiele możliwości nowoczesnego leczenia.

Czytaj też:
Minął rok od refundacji nowoczesnego leczenia mukowiscydozy – niezbędny szerszy dostęp do terapii

Czy pulmonologia w Polsce rozwija się tak jak w krajach Europy Zachodniej? Co należałoby zmienić w tej dziedzinie – jak widzi to Pani jako konsultant krajowy?

Nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów, jesteśmy na bardzo dobrym poziomie, jeśli chodzi o wiedzę, prowadzenie terapii. Co nie znaczy, że nie ma rzeczy, które trzeba zmienić. Klinik i oddziały chorób płuc „wyrosły” na bazie oddziałów leczących gruźlicę. Znajdują się w pięknych miejscach, ale w starych budynkach, nie zawsze przystosowanych do nowoczesnego leczenia. Większość naszych szpitali wymaga modernizacji, inwestycji w infrastrukturę, dostosowania do obecnych oczekiwań pacjentów. Bardzo ważny jest też nowoczesny sprzęt.

Zajmujemy się również medycyną snu, dlatego potrzebne nam są z prawdziwego zdarzenia laboratoria snu i pojedyncze sale dla pacjentów, by sen odbywał się w sytuacjach najbardziej naturalnych, by można było pacjenta monitorować.

Czy są plany unowocześnienia oddziałów leczących choroby płuc?

Tak, i bardzo na to liczymy.

Kamieniem milowym w pulmonologii było wprowadzenie „Krajowego Programu Zmniejszania Umieralności z Powodu Przewlekłych Chorób Płuc Poprzez Tworzenie Sal Nieinwazyjnej Wentylacji Mechanicznej (sNWM)”. W latach 2016-19 utworzyliśmy w Polsce 36 sal nieinwazyjnej wentylacji mechanicznej, gdzie leczy się respiratorem, bez konieczności intubacji. To przełom w pulmonologii – sale intensywnego nadzoru pulmonologicznego. Chcielibyśmy to nadal rozwijać.

Chcemy też tworzyć centra leczenia chorób śródmiąższowych – ci chorzy wymagają prowadzenia przez zespół wielodyscyplinarny, gdyż często potrzebne jest wsparcie lekarzy innych specjalności, np. reumatologów, patomorfologów, radiologów. Pacjenci z chorobami śródmiąższowymi często trafiają do nas w bardzo zaawansowanym stanie, wymagają leczenia tlenem. Powinni być diagnozowani wcześniej, potrzebują szybkiej ścieżki diagnostycznej – na wzór DILO – żebyśmy mogli włączyć dla nich szybko skuteczne leczenie.

Konieczny jest też rozwój Lung Cancer Units – ośrodków nastawionych na leczenie raka płuca, który jest zabójcą numer 1 wśród nowotworów w Polsce. Co roku w Polsce jest 21 tys. nowych zachorowań. Tylko ok. 20 proc. chorych może mieć leczenie radykalne, operacyjne.

Musimy bardzo przyspieszyć diagnostykę, by skrócił się czas od objawów do rozpoznania. Chcemy też stworzyć centra pneumonologii interwencyjnej – bardzo dobrze wyposażone, które będą prowadziły diagnostykę.

Chorzy z przewlekłymi chorobami płuc, u których rozwinęła się niewydolność oddychania, wymagają przewlekłego domowego leczenia tlenem, za pomocą koncentratorów tlenu. Takie leczenie jest w Polsce prowadzone już prawie 40 lat, jednak ten system musi się rozwijać – ośrodków jest za mało, są zbyt słabo wyposażone. Kolejna rzecz to domowe leczenie respiratorem – ważne jest to, żeby zmienić organizację opieki nad tą grupą i objąć opieką chorych, którzy tej pomocy potrzebują.

Dobrze, że WOŚP w tym roku gra dla chorych z chorobami płuc?

Tak, to temat ważny, ale niedoceniany, niezauważany i niedofinansowany. Coraz więcej jest dziś możliwości diagnostyki i leczenia chorób płuc. To piękna specjalizacja. Cieszymy się, że możemy lepiej pomagać.

Dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, krajowy konsultant w dziedzinie chorób płuc, koordynator Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności z Pododdziałem NWM i Pododdziału Zaburzeń Oddychania w Czasie Snu oraz kierownik Centrum Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc i Niewydolności Oddychania Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy. Jest też prezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Prof. Czajkowska-Malinowska: Nowe technologie zmieniają diagnostykę i leczenie chorób płuc. Chcielibyśmy z nich korzystać w większym stopniu