Podejrzewasz u siebie depresję? Przyczyną może być nawet zdalna praca

Podejrzewasz u siebie depresję? Przyczyną może być nawet zdalna praca

Dodano: 
Depresja
Depresja / Źródło: Shutterstock
Ludzie są wykończeni psychicznie, bo stan lęku i stresu trwa już tak długo, że niewielu sobie z tym radzi. Zresztą nawet ci, którzy dziś chodzą z uśmiechem na twarzy, za chwilę mogą się poddać. Wystarczy poważniejszy impuls, strata pracy, choroba w rodzinie i bańka pęknie.
Anna Morawska-Borowiec, psycholożka i inicjatorka kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”

Najgroźniejsze czynniki, które przyczynić się mogą do depresji, to dziś stałe poczucie zagrożenia o własne życie, o utratę pracy, o bliskich, o ich stan zdrowia, brak perspektywy. Już nie możemy się łudzić, że wystarczy zacisnąć zęby na kolejne dwa miesiące i nasze życie wróci do normalności. Żyjemy w stresie od wielu miesięcy i nic nie wskazuje na to, byśmy szybko się od niego uwolnili. A to powoduje konieczność zmiany modelu funkcjonowania, co także generuje lęki.

Czytaj też:
Depresja narodowa. Znany aktor o chorobie: Apatia, napady złości skierowanej w partnerkę

Do tego dochodzi izolacja, która doprowadza ludzi do samotności, a ta z kolei także jest jednym z najbardziej istotnych czynników wpływających na zachorowanie na depresję.

Badania pokazują, że lepiej w sytuacji kryzysowej radzą sobie ludzie, którzy jakieś poważne życiowe kryzysy mają już za sobą. Przeżyli choroby swoje lub bliskich, dramaty rodzinne, śmierć ukochanej osoby, czy rozwód. Także osoby, które już chorowały na depresję dużo lepiej radzą sobie z chorobą dzisiaj niż te osoby, które w czasie pandemii zmagają się z nią po raz pierwszy. Chodzi o to, że łatwiej im rozpoznać niepokojące sygnały.

Wiedzą, że gdy nie są w stanie wstać z łóżka, życie wokół nich przestaje ich interesować, ich stan się pogarsza, muszą chwycić za telefon i umówić się ze swoim psychiatrą. Włączyć leki. Są niejako bezpieczniejsi w tej zagrażającej życiu chorobie, bo nieleczona depresja może przecież doprowadzić do śmierci.

Czytaj też:
Zdalne nauczanie powoduje problemy ze zdrowiem

Niestety ludzi, którzy chorują po raz pierwszy, jest bardzo wielu. Wstępne badania szacunkowe prowadzone m.in. przez KUL pokazują, że dwukrotnie wzrosła liczba chorujących na depresję.

Możemy mówić o czterech milionach Polaków z depresją

W Stanach Zjednoczonych odnotowano trzykrotny wzrost zachorowań. W samym Nowym Jorku – czterokrotny. WHO mówi, że depresja za dziesięć lat będzie najgroźniejszą chorobą na świecie, ale sądzę, że tak może być znacznie wcześniej.

Ludzie stracili biznesy, nie radzą sobie w sytuacji zdalnej pracy, zdalnej szkoły, zamknięci w czterech ścianach ze wszystkimi swoimi lękami, problemami, frustracjami. Nie mają szans, by złapać oddech, odpocząć od codzienności.

Okazuje się, że produktywność osób pracujących zdalnie rośnie, bo ludzie są zastraszeni, że w tym potwornym czasie mogą stracić pracę. Czyli lęk o życie przeplata się z lękiem o zarobki. Granice między życiem prywatnym, a zawodowym się zacierają. A przecież człowieka, który jest zestresowany przez pracę i robi wszystko, by jej nie stracić, może frustrować nawet każdy okrzyk bawiącego się w drugim pokoju dziecka. Kiedyś szło się na spacer, ale dzisiaj, kiedy trzeba być do dyspozycji szefa do godziny 22, nawet wyjście na dwór nierzadko graniczy z cudem.

Czytaj też:
Pracodawcy chcą mniej płacić za pracę zdalną. „Pracownik oszczędza na dojazdach do biura”

Praca zdalna a depresja

Dlatego tak ważne jest, byśmy, pracując zdalnie, znaleźli schemat dnia. Nie popadajmy w rutynę. Najgorsze, co możemy zrobić, to siedzieć cały dzień w łóżku z komputerem, bo to może prowadzić do zaburzeń snu. W czasie pandemii już co piąty Polak zmaga się z bezsennością.

Nie zaniedbujmy się. To, że nie idziemy do biura, nie znaczy, że możemy całymi tygodniami ubierać się w byle co, nie golić. Takie długotrwałe zaniedbanie prowadzi do obniżenia nastroju i samooceny, a to może prowadzić do depresji.

Ustalmy ramy pracy. Nie może być tak, że jesteśmy w pracy od godziny 7 do 24.

Zadbajmy o hobby. Utrata zainteresowań jest jednym z trzech podstawowych objawów, które pozwalają nam diagnozować depresję. W pandemii kontynuowanie niektórych pasji jest niemożliwe. Ważne jest więc to, by znaleźć nową pasję. Albo chociaż przez 30 minut dziennie robić coś dla siebie, coś, co poprawia nastrój.

Spacery, trochę ruchu, nawet kilka kółek wokół bloku. Dajmy szansę organizmowi na wytworzenie endorfin, czyli tzw. „hormonów szczęścia”. Las ma działanie przeciwdepresyjne, co pokazują liczne badania. Jeśli kilka razy w tygodniu pospacerujemy po lesie, to będzie miało istotny wpływ na nasze samopoczucie.

Anna Morawska-Borowiec, dziennikarka, psycholożka, inicjatorka kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, redaktorka naczelna bezpłatnego magazynu „Twarze depresji”, w całości poświęconego leczeniu tej choroby w czasie pandemii.
Źródło: Wprost
 0

Czytaj także